ENERGETYKA
Trzęsienie ziemi z epicentrum pod dnem Pacyfiku koło Japonii niewątpliwie zajmie w historii takich kataklizmów miejsce szczególne. Nie tylko z powodu wyzwolonej energii (patrz liczba u góry). Potęga natury tym razem uderzyła na szaniec ludzkiej cywilizacji najlepiej przygotowany do obrony. Liczba zabitych zapewne przekroczy 10 tys., ale w całości to bilans nie posypania się budynków, lecz wdarcia się fali tsunami. W Japonii doskonale sprawdziło się kilkadziesiąt lat rygorystycznego wdrażania norm budowlanych.
Poza Japonią tsunami tym razem się spłaszczyło i nie wywołało na Pacyfiku większych szkód. Ze względu na weekend dopiero w poniedziałek okaże się, do jakiej wysokości rozhuśta się na Dalekim Wschodzie fala przewalająca się przez światowe giełdy. A także, jak na rynkach odbiją się wieści o czasowym zastopowaniu produkcji przez japońskich gigantów przemysłowych.
Bez weekendowej przerwy przetaczała się za to medialno-polityczna fala jądrowa. Uderzenie tsunami w elektrownię atomową Fukushima spowodowało wybuch nagromadzonego wodoru, zawalenie się dachu hali reaktora, uszkodzenie systemu chłodzenia i lokalne skażenie. Nożyce najgłośniej odezwały się w państwach dokonujących renesansu energetyki jądrowej, czyli m.in. w USA,
w Niemczech, we Włoszech,
no i w Polsce, przygotowującej się do budowy pierwszej atomówki. Następstwem wypadku raczej nie będzie antyjądrowy zwrot w energetyce, ale absolutną przewagę zyskają reaktory pracujące w bezpiecznej technologii ciśnieniowej.
Jacek Zalewski