Audyt BDO może wymusić wezwanie na Stomil Olsztyn

Michał Makarczyk
opublikowano: 2001-12-11 00:00

Zarząd Stomilu Olsztyn jest oburzony wynikiem audytu przeprowadzonego w spółce przez BDO Polska. Sprzeciw spółki budzi wysunięty przez audytora wniosek, że główny akcjonariusz olsztyńskiej firmy — Michelin — transferował zyski za granicę.

Zarzut o transferowanie zysków postawili Stomilowi i jego francuskiemu partnerowi mniejszościowi udziałowcy, m.in. BRE Bank, OFE PZU i Pioneer Pekao. BDO Polska potwierdziło w audycie obawy oponentów Michelina. Zarząd Stomilu Olsztyn uznał, że opracownie BDO jest stronnicze. Władze spółki odrzucają również zarzut, że utrudniały rewidentowi dostęp do informacji.

— Wiele komentarzy BDO jest przedstawionych wyłącznie w formie opinii, które mają niewiele wspólnego z rzeczywistością — komentują władze spółki.

BDO wykazało w audycie, że Michelin pobiera od Stomilu podwójne wynagrodzenie za tę samą usługę oraz że współpraca z francuskim koncernem kosztuje polską spółkę 60 mln zł rocznie. W cenie tej zawiera się m.in. przekazane know-how. Na podstawie umowy prywatyzacyjnej Michelin może pobierać opłatę wysokości 6,5 proc. wartości kontraktu za tzw. pomoc eksportową. Jednak na miejscu pobiera jeszcze dodatkową marżę.

Zdaniem audytora, jedna z opłat jest czystym zyskiem Michelina. Opracowanie potwierdza również obawy mniejszościowych udziałowców, że ceny sprzedaży produktów Stomilu Olsztyn do grupy Michelina noszą znamiona cen transferowych. Nieraz są nawet 20 proc. niższe od cen umówionych z innymi kontrahentami.

— Przygotowany przez nas audyt jest rzetelny i opiera się na przedstawionej nam przez Stomil dokumentacji — twierdzi Krzysztof Zorde, wiceprezes BDO Polska odpowiedzialny za audyt w Stomilu.

Innego zdania jest jednak kierownictwo spółki oponiarskiej.

— Raport BDO nie stoi w sprzeczności z raportem przygotowanym przez Andersena. Uważamy jednak, że wnioski BDO wydają się stronnicze i pozbawione podstaw — ripostuje zarząd Stomilu.

Przypomnijmy, że w marcu tego roku wbrew postulatom mniejszościowych akcjonariuszy Michelin zdecydował, że audyt mający odpowiedzieć na zarzuty pozostałych udziałowców przeprowadzi Andersen, obsługujący francuski koncern na całym świecie. Z jego raportu wynikało, że Michelin działa zgodnie z prawem.

Zdaniem mniejszościowych akcjonariuszy, wyniki audytu BDO mogą doprowadzić do postawienia przed sądem części zarządu Stomilu oraz przedstawicieli Michelina pod zarzutem działania na szkodę spółki. Jeszcze przed ujawnieniem raportu BDO sąd upoważnił antyfrancuską koalicję do zwołania NWZA. Podczas obrad ma zapaść decyzja o pociągnięciu do odpowiedzialności przedstawicieli Michelina i popierających go członków zarządu Stomilu za wyprowadzenie ze spółki zysków.

Tajemnicą poliszynela jest jednak fakt, że udziałowcy nie związani z Michelinem chcą na tyle utrudnić życie, aby ten odkupił od nich akcje, a tym samym pozbył się niewygodnych akcjonariuszy. Kwestią jest tylko cena walorów. Michelin jak na razie deklaruje, że wezwania nie będzie. Jednak zdaniem analityków, raport BDO może się przyczynić do zmiany stanowiska.

Okiem eksperta

Zabrakło przejrzystości

- Trudno ocenić, czy opłaty, jakie ponosi Stomil przy współpracy z Michelinem, są zbyt duże. Odpowiadają wartościowo tym, które ponosi Stomil Dębica w kontaktach z Goodyearem. Jednak w Stomilu Francuzi zawarli kilka niejasnych umów, które zaciemniają rzeczywistą sytuację. W przypadku Dębicy jest to jeden jasny kontrakt. Czy 60 mln zł to dużo czy mało — powinien zadecydować sąd, choć stronom konfliktu będzie ciężko przekonać go do swoich racji. Nie przypuszczam także, aby audyt BDO miał na tyle wpłynąć na Michelina, aby ten lada dzień zdecydował się na wezwanie i eliminację ze składu akcjonariatu niewygodnych udziałowców.

Andrzej Łucjan

analityk BM BPH