Zalecone przez ministra Mikołaja Budzanowskiego „wietrzenie” grup kapitałowych kontrolowanych przez skarb państwa nabiera tempa. W KGHM prace zakończył właśnie audytor Ernst & Young, który przedstawił radzie nadzorczej i zarządowi raport z badania miedziowej grupy. — W 90 proc. zgadzamy się z wnioskami przedstawionymi w raporcie — mówi Herbert Wirth, prezes KGHM.
Prezes nie ujawnia, jakie konkretnie zalecenia audytor umieścił w raporcie. Skoro jednak w większości się z nimi zgadza, można przypuszczać, że audytor poparł jego wcześniejszą wizję. Przypomnijmy: zarząd KGHM sygnalizował, że grupa z pewnością nie wyzbędzie się spółek, które tworzą podstawowy ciąg technologiczny. To firmy produkujące maszyny (np. Zanam Legmet), inżynieryjno-budowlane (Pebeka, Bipromet), badawcze (KGHM Cuprum i Inova) czy handlowe (Metraco, Centrozłom, Ecoren). Rozważał natomiast łączenie spółek o podobnym profilu działalności.
Z naszych informacji wynika, że na pierwszy ogień ma szanse pójść właśnie konsolidacja spółek handlowych. Jednocześnie będzie to najtrudniejsze z przedsięwzięć — może się wiązać z redukcją zatrudnienia. Audytor agresywniej jednak podszedł do sporządzenia listy spółek przeznaczonych na sprzedaż. Wstępnie planowano jedynie zbycie (np. poprzez giełdę) Nitroergu, największego w Polsce producenta materiałów wybuchowych.
Tymczasem, jak wynika z naszych informacji, Ernst & Young dołożyłby jeszcze do listy Miedziowe Centrum Zdrowia (MCZ). To lokalny gigant medyczny, świadczący usługi 18 tys. pracowników KGHM oraz mieszkańcom miedziowego zagłębia. Ma sześć przychodni — w Lubinie, Legnicy, Głogowie i w Rudnej. Do tego buduje sobie siódmą placówkę (w Legnicy) oraz szykuje się do przejęcia szpitala powiatowego w Lubinie. Czy zarząd zgodzi się na wystawienie MCZ na sprzedaż? — W każdym przypadku trzeba zważyć potencjalne zyski i straty — ucina pytania Herbert Wirth.
Nie jest jednak tajemnicą, że MCZ ma w regionie pozycję niemal monopolistyczną. Jednocześnie układ zbiorowy pracy, obowiązujący w KGHM, nakłada na pracodawcę obowiązek zapewnienia załodze opieki medycznej. To oznacza, że w przypadku pozbycia się MCZ z grupy, KGHM i tak będzie musiał korzystać z jego usług. Tyle że ryzykuje, że zapłaci za nie więcej niż obecnie.
Operacja „wietrzenia” grupy nie oznacza jednak, że KGHM zrezygnuje z zaangażowania w projekt łupkowy lub atomowy (w łupkach będzie współpracować z PGNiG, PGE, Tauronem i Eneą, a w atomie — tylko z PGE, Tauronem i Eneą). Choć żaden z tych projektów nie zajmuje oczywistego miejsca w ciągu technologicznym miedziowego giganta, to ma dla niego strategiczne znaczenie.
— Jesteśmy drugim pod względem wielkości konsumentem energii elektrycznej w Polsce. Energetyka to dla nas naturalny kierunek inwestycyjny — mówi Herbert Wirth.
OKIEM PREZESA
Czynnik ryzyka
PIOTR GERBER
prezes EMC Instytutu Medycznego
Miedziowe Centrum Zdrowia to interesująca spółka, która może pochwalić się nowoczesnym sprzętem. Na brak zainteresowania inwestorów nie powinna narzekać. Pytanie brzmi: ile byliby w stanie za nią zapłacić. Kluczowe są jej kondycja finansowa (na koniec 2011 r. miała 971 tys. zł zysku netto i 103 mln zł przychodów) i niezależność od miedziowej grupy. Można sobie wyobrazić scenariusz, w którym po sprzedaży MCZ pojawia się rywal z tańszą ofertą usług medycznych. Czy miedziowa spółka medyczna poradzi sobie bez bogatego właściciela i pewności, że tysiące pracowników KGHM skorzystają z jej usług?