Do połowy 2010 r. mają w Polsce powstać elektryczne terminale do ładowania pojazdów. Przetarg trwa.
Skonstruowanie samochodu elektrycznego to tylko połowa sukcesu. Rynek na te pojazdy może się rozwinąć dopiero wtedy, kiedy kierowca ruszając w trasę będzie miał gdzie podłączyć się do gniazdka i naładować baterie. Tak jak dziś tankuje na stacji paliw.
Jedynak
Jest szansa, że niedługo taka możliwość się pojawi. Do wtorku Agencja Rozwoju Regionalnego MARR w Mielcu zbierała oferty na dostawy i montaż terminali do ładowania pojazdów elektrycznych. Chętny jest tylko jeden — warszawski Instytut Elektrotechniki, który ma około 600 pracowników i ponad 50 mln zł przychodów. Niestety nie udało nam się wczoraj skontaktować z jego przedstawicielami.
— Terminale będą dostępne dla wszystkich użytkowników samochodów elektrycznych. Zasady korzystania z nich mają być dopiero opracowane — mówi Grażyna Gajek, kierownik projektu "Budowa rynku pojazdów elektrycznych" w MARR.
Wszystkie 330 terminali ma zostać zainstalowane między 1 października 2009 r. a 30 czerwca 2010 r. Pojawią się w Mielcu, Gdańsku, Katowicach, Warszawie oraz Krakowie.
Unia sypnie groszem
11 sierpnia MARR zbierał też oferty w pozostałych przetargach projektu, w tym na zaprojektowanie i budowę prototypu samochodu elektrycznego. Ofertę nadesłały firmy: Car Technology Production z Krakowa, Car Technology GmbH z Kolonii, Assisto Kancelaria Doradztwa Gospodarczego z Mielca oraz Instytut Elektrotechniki.
Cały projekt ma zostać sfinansowany z funduszy UE w ramach programu Innowacyjna Gospodarka. Na razie na ten cel przeznaczono niespełna 20 mln zł. Czy jest szansa na rozkręcenie rynku aut elektrycznych w Polsce?
— Daj Boże, żeby tak. Wszyscy na świecie angażują się w badania nad samochodami elektrycznymi. Nie możemy pozostać w tyle. Gdy testy się powiodą, będzie szansa na zdobycie większych pieniędzy i kontynuację projektu — mówi Ireneusz Drzewiecki, wiceprezes MARR.