W roku 2004 gwałtownie osłabło tempo wzrostu cen samochodów. Według analityków, zwiastuje to trudny rok dla producentów aut.
PricewaterhouseCoopers i eurocarprice.com opracowały raport na temat tempa wzrostu cen samochodów w Polsce i Europie. Według niego, w ubiegłym roku nastąpiło gwałtowne osłabienie trendu wzrostowego w porównaniu z rokiem 2003.
Recepta na zachętę
W 2004 r. tempo wzrostu cen samochodów w Polsce wyniosło 3,9 proc., podczas gdy rok wcześniej sięgnęło aż 12,3 proc. W Europie Zachodniej natomiast wskaźnik ten spadł z 4,6 proc. w 2003 r. do 2,4 proc. w roku 2004. Wyjątkowymi rynkami okazały się Węgry i Czechy. Ceny nowych aut spadły tam odpowiednio o 2,4 i 0,3 proc.
Autorzy raportu przewidują, że w roku 2005 producenci aut będą musieli podejmować wiele trudnych decyzji, zmierzających do ustalenia poziomu cen.
— Aby zachęcić nabywcę, oprócz różnego rodzaju promocji i obniżek cen, producenci będą prawdopodobnie również oferować dodatkowe wyposażenie lub dłuższy okres gwarancyjny — nawet do pięciu lat. Także coraz częściej będą kooperować z wybranymi bankami i firmami leasingowymi, razem wypracowując atrakcyjne warunki finansowania dla wspólnych klientów — przewiduje Rafał Krawczyk z grupy motoryzacyjnej PricewaterhouseCoopers.
Możliwa stabilizacja
Autorzy raportu stawiają tezę, iż konfrontacja polityki harmonizacji cen z zasobnością polskich portfeli sprawi, że wreszcie ceny ustabilizują się na poziomie nieco niższym niż w bogatszych krajach zachodniej Europy. Prawdopodobnie w 2005 r. wzrost cen nowych samochodów będzie niewielki.
Mimo ciągłego zbliżania się cen w Polsce do średniej dla Europy Zachodniej, samochody w naszym kraju są wciąż tańsze. Statystyczne nowe auto jest u nas o 8 proc. tańsze od kupowanego w krajach zachodnioeuropejskich.
— Producenci i sprzedawcy prawdopodobnie będą stosować dodatkowe obniżki cen, aby utrzymać udział w rynku. Im bliżej wiosny, która jest trudnym okresem dla sprzedaży samochodów, tym większa może być liczba obniżek cen i agresywnych promocji w salonach samochodowych. Oczywiście będą różnice między poszczególnymi markami, ale prawdopodobnie takie zachęty będą stosować głównie producenci aut popularnych, wytwarzanych w większych ilościach — twierdzi David Green z grupy motoryzacyjnej PricewaterhouseCoopers w Polsce.