Możliwość wybierania przez samorządy przewoźników, którzy będą świadczyć usługi autobusowego przewozu pasażerów — to najważniejsza zmiana w projekcie ustawy o transporcie publicznym, opracowanym przez resort infrastruktury. Założenia pozytywnie oceniają zarówno przedsiębiorcy, jak przedstawiciele lokalnych władz.

Samorządowcy przestrzegają jednak, że zmian nie da się wprowadzić bez dodatkowych pieniędzy. Mają oni bowiem nie tylko płacić przewoźnikom za świadczenie usług transportowych,ale także przyznawać rekompensaty za obsługę nierentownych tras oraz budować i utrzymywać przystanki na odcinkach, na które przyznawane będą koncesje przejazdowe. Źródłem finansowania tych zadań mają być przychody z biletów i dotacje za bilety ulgowe. To nie wystarczy — twierdzą samorządowcy.
— Transport publiczny będzie się rozwijał choćby z powodów ekologicznych, związanych na przykład z walką ze smogiem. Musimy więc opracować program jego finansowania w długiej perspektywie, czyli nawet po zakończeniu programów unijnych. Konieczne bowiem jest nie tylko określenie źródeł bieżącego finansowania przewozów, ale także odnowy i zakupu niskoemisyjnego taboru — mówi Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich.
Co ciekawe — konieczność nowych źródeł finansowania widzą także przewoźnicy kolejowi. Piotr Rachwalski, prezes Kolei Dolnośląskich (KD), podkreśla, że dla spółki konkurentem nie są przewoźnicy autobusowi, lecz kierowcy aut osobowych. Sam zresztą rozwija przewozy autobusowe, by zaoferować pasażerom kompleksową ofertę.
— W projekcie ustawy nie określono żadnego nowego strumienia pieniędzy przeznaczonych na transport publiczny. W Niemczech system finansuje „znaczona” część opłaty paliwowej — mówi Piotr Rachwalski.
Jego zdaniem, podobny system warto wprowadzić w Polsce — gdyby na transport publiczny przeznaczać 10 gr z litra paliwa, to przy poziomie sprzedaży w Polsce szacowanym na około 26 mln m sześc. można zyskać rocznie 2,6 mld zł. — Biorąc pod uwagę liczbę powiatów, przypadłoby więc 8,3 mln zł rocznie na jeden. Mogłoby to stanowić zręb systemu finansowania i rozwoju transportu w Polsce — uważa Piotr Rachwalski.
— Ciekawa koncepcja, warta rozważenia, ale to niejedyny pomysł. Proponujemy także przekazanie części pieniędzy z akcyzy od paliw — mówi Marek Wójcik. Rząd na razie nie przewiduje dodatkowych funduszy, ale lokalni włodarze nie zamierzają odpuszczać. Planują rozmawiać o finansowaniu transportu podczas omawiania projektu na komisji rządu i samorządu.
Lokalni włodarze chwalą natomiast resort infrastruktury za wpisanie do projektu prawa przyznawania wyłączności dla przewoźników na obsługę określonych tras. Marek Wójcik podkreśla, że samorządowcy długo o to zabiegali, bo ułatwi to znalezienie przewoźników, którzy będą obsługiwać nie tylko rentowne linie, ale także będą świadczyć usługi przewozowe na mniej uczęszczanych, i tym samym niedochodowych, trasach. Inaczej ocenia to Piotr Rachwalski.
— Stosowanie prawa wyłączności to broń obosieczna — może pomóc, a może bardzo zaszkodzić. Obawiam się, że powstaną monopole — firmy szwagra wójta czy kuzyna starosty — twierdzi Piotr Rachwalski, podkreślając, że takie spółki czy też firmy komunalne w zamian za obsługę nierentownych tras mogą żądać monopolu na rentownych. [KAP]