Automat wypełni kadrową lukę

opublikowano: 29-10-2017, 22:00

Robot wyśle nas na zieloną trawkę? A co powiedzieć o firmach, które mimo inwestycji w sztuczną inteligencję zwiększają zatrudnienie?

W żadnym stopniu automatyzacja i transformacja cyfrowa nie ograniczają również rekrutacji absolwentów wyższych uczelni — wskazuje Wojciech Popławski.

EDUKACJA: Robotyzacja niektóre zawody zniszczy, inne stworzy. Ciągłe uczenie się może uchronić nas przed bezrobociem — mówi Tomasz Niebylski, dyrektor wsparcia sprzedaży SAP w Europie Środkowo-Wschodniej.
Zobacz więcej

EDUKACJA: Robotyzacja niektóre zawody zniszczy, inne stworzy. Ciągłe uczenie się może uchronić nas przed bezrobociem — mówi Tomasz Niebylski, dyrektor wsparcia sprzedaży SAP w Europie Środkowo-Wschodniej. Fot. Marek Wiśniewski

Panasonic skonstruował 24-palczastego robota myjącego włosy, który trafi do salonów fryzjerskich, szpitali i domów. Inna japońska firma, Motoman, zaprojektowała mechanicznego kelnera, który rozpoznaje puste talerze, odczytuje emocje i zabawia gości tańcem. Najnowsze komputery wykonują proste, sformalizowane zadania kancelarii prawnych. Autonomiczne samochody zagrażają kierowcom. Alec Ross w książce „Świat przyszłości” wymienia wiele innych zawodów, które czeka tragiczny koniec. Czy to oznacza, że wszyscy będziemy bezrobotni?

— Nadzieją jest skierowanie swoich zawodowych atutów w miejsca o większym potencjale zatrudnienia. Pomogą nam w tym ciągła chęć uczenia się, elastyczność, otwartość na zmiany i próbowanie swoich sił w nowych dziedzinach — podpowiada Tomasz Niebylski, dyrektor wsparcia sprzedaży SAP w Europie Środkowo- -Wschodniej. Podobnie myśli Alec Ross: „Kluczową rolę dla konkurencyjności i stabilności społeczeństw będzie odgrywała ich umiejętność adaptacji”.

Opór wobec zmian

Niemal połowę czasu pracy na świecie (i w Polsce!) można zautomatyzować — alarmował na początku roku McKinsey Global. Skala automatyzacji jest przeszacowana — uspokaja najnowszy raport ONZ. Ale co do jednego eksperci są zgodni: robotyzacja w połączeniu z transformacją cyfrową zmienią rynek pracownika. Na dobre czy na złe? Jedni specjaliści wieszczą masowe zastępowanie ludzi przez sztuczną inteligencję, a tym samym — powszechne bezrobocie. Inni pokazują firmy, w których mimo automatyzacji zwiększa się zatrudnienie. Należy do nich Accenture, agencja doradcza specjalizująca się w IT — ale o tym za chwilę. Według raportu jednej z komórek ONZ — Konferencji Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju, na świecie jest 2 mln robotów przemysłowych. Prawie połowa należy tylko do trzech państw: Niemiec, Japonii i USA. To zbyt mało, by mówić o rewolucji — przekonują fachowcy z ONZ. Czyżby? — pytają specjaliści z firmy McKinsey po analizie gospodarek skupiających około 80 proc. międzynarodowej siły roboczej. Przewidują, że w branży produkcyjnej zautomatyzowane może zostać aż 64 proc. czasu pracy, a w finansowej — 44 proc. Kto ma rację? O dziwo wszyscy. Wprowadzana do firm automatyzacja naprawdę zmienia reguły gry, choć może nie w takim tempie, jak sądzą niektórzy analitycy — podkreśla Tomasz Niebylski.

Światowe Forum Ekonomiczne podaje, że na automatyzacji światowa gospodarka w ciągu dekady zyska aż 100 bln USD. Czy na pewno, skoro biznes jest nieprzygotowany na rewolucję spod znaku SI? — Technologia napotyka na bariery, wśród których na plan pierwszy wysuwają się firmowe budżety, asekuranctwo menedżerów i luki kompetencyjne pracowników. Jakoś nie spieszymy się do rzeczywistości określanej jako praca 2.0 czy przemysł 4.0. Z międzynarodowego badania SAP wynika, że w ponad połowie instytucji biznesowych wdraża się dopiero pilotażowe programy transformacji cyfrowej — zaznacza Tomasz Niebylski.

Uwolniony potencjał

72 proc. Amerykanów ankietowanych przez Pew Research drży na myśl, że ich obowiązki przejmą maszyny. Podobne obawy wyrażają pracownicy w UE, nie wyłączając Polski. Tymczasem przykład Accenture przeczy czarnym scenariuszom.

Na początku roku ta międzynarodowa firma doradcza informowała, że w 18 miesięcy zautomatyzowała równowartość 17 tys. pełnowymiarowych miejsc pracy. W tym czasie nie było zwolnień. Jak to możliwe? Dzięki przesuwaniu specjalistów na coraz bardziej zaawansowane stanowiska. Dotyczy to również polskiego oddziału Accenture. Robotyzacja pozwoliła zwiększyć produktywność objętego wdrożeniem zespołu o 30 proc. i skrócić realizację zadań o 60 proc. Technologia eliminuje też ludzkie błędy. A tu i ówdzie radzi sobie doskonale bez człowieka. Niemniej ciągle trwają nabory do centrów biznesowych w Krakowie i Warszawie. Stale poszukuje się około stu fachowców.

— Automatyzację postrzegamy jako szansę na wydobycie z pracowników tego, co w nich najlepsze. Etaty nie są zagrożone. Przeciwnie: inwestujemy w zatrudnionych, oferując im szkolenia i odpowiedzialne funkcje — mówi Wojciech Popławski, dyrektor zarządzający Accenture Operations. A kto może liczyć na pracę? Nie przesądza o tym formalne wykształcenie. Ani wiek. Ani to, czy jesteśmy cyfrowi od urodzenia. Na rynku — pisze w „Świecie przyszłości” Alec Ross — jest miejsce dla każdego, kto umie się dostosować.

— Zaawansowanie zleceń sprawia, że rośnie zapotrzebowanie na ekspertów z co najmniej kilkuletnim doświadczeniem.

Życie wśród maszyn

Czy automatyzacja wkracza tylko do korporacji? Bynajmniej. Owszem, domeną największych przedsiębiorstw są rozwiązania kognitywne, zakładające uczenie się przez maszyny nowych rzeczy. Oraz systemy big data, odpowiedzialne za analizę ogromnych zbiorów danych w czasie rzeczywistym. Ale przez sztuczną inteligencję rozumiemy także proste, tanie, dostępne dla każdego narzędzia — jak skrypty oparte na arkuszach kalkulacyjnych.

— Pracowników wspomagają nie tylko fizyczne maszyny, na czele z robotami przemysłowymi, ale też inteligentne algorytmy i podłączone do sieci urządzenia. Te innowacje upowszechniają się w firmach niezależnie od wielkości i branży. Niedługo będzie trudno znaleźć przedsiębiorstwo, któremu obce są jakiekolwiek elementy automatyzacji — przekonuje Tomasz Niebylski.

Autorzy opublikowanego niedawno raportu Deutsche Banku nie wykluczają, że brexit zwiększy inwestycje brytyjskiego biznesu w automatyzację. Sugerują, że dzięki temu uda się zneutralizować skutki odpływu z Wysp zagranicznych pracowników, wykonujących rutynowe i niewdzięczne prace. Takie prognozy rozpalają naszą wyobraźnię, a niektórych napełniają strachem. Niektórzy już widzą się wśród wielomilionowej armii bezrobotnych. Nie tak szybko.

Alec Ross zachwyca się biodegradowalnym robotem udającym gąsienicę, którego opracowali naukowcy z Uniwersytetu Tufts m.in. do wyszukiwania min lądowych i diagnozowania chorób. Czy takie maszyny szybko się upowszechnią? Na razie automatyzacja wchodzi do firm powoli i kuchennymi drzwiami. Jej symbolem są nie tyle inteligentne roboty z pneumatycznymi muskułami, ile algorytmy, skryte w codziennie wykorzystywanym oprogramowaniu, które ma nawet osiedlowy sklep, punkt weterynaryjny i salon fryzjerski. Nikomu nie przyszłoby do głowy, że przez te w gruncie rzeczy prymitywne narzędzia ktoś może stracić pracę. Tak pewnie będzie w najbliższych latach. A co potem? Czy faktycznie firmy będą rozwijać się na podobieństwo Accenture, który im bardziej się informatyzuje, tym więcej potrzebuje ludzi?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Firmy / Automat wypełni kadrową lukę