Autopoprawka: z dużej chmury mały deszcz

Kazimierz Krupa
opublikowano: 2005-11-30 00:00

Jeszcze raz się okazało, że punkt widzenia w jeszcze większym stopniu, niż nam się wydawało, zależy od punktu siedzenia. Z dotychczasowych zapowiedzi różnych działaczy rządzącej partii, a przede wszystkim premiera, można było wywnioskować, że autopoprawka do przyszłorocznego budżetu, złożonego przez rząd Belki, swoimi rozmiarami dorówna projektowi i wywróci go do góry nogami. Po przyjrzeniu się poszczególnym pozycjom coraz częściej pojawiały się jednak wypowiedzi, że temu „trzeba się przyjrzeć”, „nie wolno się spieszyć”. W efekcie: góra urodziła mysz — zmiany są, tak naprawdę, kosmetyczne.

Przyjęta autopoprawka zakłada w 2006 r.

deficyt budżetu na poziomie 30,546 mld zł; to o ponad 2 mld mniej niż zakładał poprzedni rząd. Stało się tak za sprawą zwiększenia o ponad 2,8 mld zł dochodów państwa — do 194,148 mld zł, przy wydatkach 244,695 mld zł.

I bardzo dobrze się stało. Do tej pory budżet, choćby nie wiem jak kulawo i koślawo konstruowany, był niemalże bożkiem, a groźba jego nieuchwalenia traktowana jak zapowiedź apokalipsy. Życie tymczasem zawsze weryfikowało te plany, czasami ośmieszając planistów. Premier Marcinkiewicz, prezentując autopoprawki, stwierdził, że to i tak nie jest jego budżet i nie wyglądał na specjalnie przejętego. Ponadto już zapowiedział — i jestem dziwnie spokojny o losy tej prośby — iż zwróci się do prezydenta, już nowego, by w wypadku nieuchwalenia budżetu przez Sejm pozwolił rządowi działać z wykorzystaniem tzw. prowizorki, czyli projektu. I tak przecież „życie pokaże”.