Awantura o zapłatę

Jacek Konikowski
opublikowano: 2006-05-19 00:00

Weksel jest wygodnym narzędziem. Jest też niebezpieczną bronią. Także we własnych rękach.

Do redakcji zadzwonił wzburzony czytelnik, widocznie zachęcony niedawnym tekstem, w którym ujawniliśmy proceder wystawiania przez podstawione osoby lewych weksli wobec spółki Warter.

— Chcą przejąć moją firmę — na lewy weksel, odebrać mi dorobek całego życia. Weksel jest od „słupa”, typowy przekręt — przekonuje Ryszard Potoniec, szef spółki Galicjanka z Muszyny, producenta wody niegazowanej.

Kto niby chce przejąć?

— Konkurencja, przez podstawionych ludzi, Dariusza Kapitana i jego spółkę. To wyrafinowani przestępcy — twierdzi wzburzony prezes.

Pierwsze wrażenie: poważna sprawa. Telefon do Poznania, do spółki Kamix:

— Bzdura. Przejąć? Ale po co, jak tam nic nie ma. Galicjanka to wydmuszka warta 20 tys. zł, a jej prezes to niezły cwaniak — dziwi się Dariusz Kapitan.

Nie zaprzecza, że kupił weksel Galicjanki na 5 mln za niewiele ponad milion złotych. Żeby zarobić.

Łowca okazji

Dariusz Kapitan nie ma najlepszej prasy. Sprawa upadłości spółki Danter, jednego z największych wielkopolskich deweloperów, nadwerężyła jego opinię. Kapitan był w niej prezesem zarządu. Lokalna prasa („Gazeta Poznańska”) donosiła, że od 2002 roku spółka miała kłopoty z wierzycielami. Sprawę badała prokuratura. Aktu oskarżenia wobec Kapitana jednak nie wniosła. Nie znaleziono podstaw.

Dzisiaj Dariusz Kapitan jest prezesem spółki Kamix. Czym się zajmuje? To typowa spółka inwestycyjna. Inwestuje w różne branże, wierzytelności. Poluje na okazje. Czyżby — sądząc po gabinecie prezesa — działał też na rynku sztuki? Te zabytkowe meble, te kopie Hieronima Boscha na ścianach...

— Prawda, że świetne? To tryptyk „Ogród ziemskich rozkoszy”. Oryginał jest w muzeum w Lizbonie. Sztuka mnie pasjonuje, to moje hobby. Trochę inwestuję w malarstwo — mówi Kapitan, kładąc na stole włączony dyktafon.

— Wiele jest falsyfikatów dzieł, o których wiedzą fachowcy, ale niekoniecznie ich właściciele. Choć czasem znane domy aukcyjne nie są w stanie ich rozpoznać — twierdzi Kapitan.

— Świadomie je sprzedają?

— Trudno powiedzieć — chwilę jeszcze rozmawiamy o meandrach rynku sztuki w Polsce.

— A weksle?

— Co weksle?

— Fałszuje się?

— Dlaczego mnie pan o to pyta?

— Bo Ryszard Potoniec twierdzi, że jest pan oszustem, ma pan jego weksel, dzięki któremu chce pan odebrać mu firmę — przytaczam słowa, które usłyszałem.

— Tak twierdzi? Ma człowiek tupet!

I następuje opowieść, będąca jedną z dwóch wersji tej samej historii o wekslu Galicjanki. Jedna do drugiej ma się tak, jak astronauta do astrologa.

— Potoniec straszył wszystkich moich kontrahentów, że przygotowuje pan taki materiał — twierdzi Kapitan.

— Skąd ma pan jego weksel?

— Kupiłem go od Bernarda Nowaka, poręczony przez panią Krystynę i Ryszarda Potońców. Sądziłem, że to dobry interes. To nie pierwszy taki interes, jaki robię i nie pierwsza wierzytelność, jaką kupiłem od Nowaka. Weksel był wystawiony 25 stycznia 1999 roku przez spółkę Galicjanka wraz z poręczeniem państwa Potoniec. Termin jego płatności oznaczono na 4 kwietnia 2005 roku. 7 października 2002 roku Nowak indosował go na mnie, a ja 1 marca 2005 na rzecz mojej spółki Kamix. 4 kwietnia 2005 roku wezwałem Galicjankę do zapłaty. Bez odpowiedzi. 5 maja Sąd Okręgowy w Gliwicach (sygn. akt X GNc 232/05) wydał nakaz zapłaty przeciwko Galicjance, Ryszardowi i Krystynie Potoniec. 18 maja 2005 roku komornik sądowy w Nowym Sączu wszczął postępowanie zabezpieczające, zajmując nieruchomości i udziały w Galicjance. Dopiero wtedy pan Potoniec się obudził z letargu i wniósł zarzuty od nakazu zapłaty. 6 czerwca 2005 roku Sąd Okręgowy w Gliwicach wstrzymał jego wykonanie, zbadał sprawę i odrzucił zarzuty Potońca, który złożył zażalenie na to postanowienie do Sądu Apelacyjnego w Katowicach. 3 marca 2006 roku Sąd Apelacyjny w Katowicach oddalił je (sygn. akt A Cz 328/06). Tym samym nakaz zapłaty z 5 maja 2005 roku stał się prawomocny, a postanowienie o wstrzymaniu wykonania nakazu zapłaty przestało obowiązywać. 27 czerwca 2005 roku komornik sądowy w Nowym Sączu (sygn. akt I KM 1084/05) odpowiedział odmownie na wniosek pana Potońca o zawieszenie postępowania zabezpieczającego i cofnięcie dokonanych zajęć. Pan Potoniec zaskarżył to postanowienie do sądu i powołał się na wstrzymanie wykonania nakazu zapłaty. 26 września 2005 roku Sąd Rejonowy w Nowym Sączu oddalił skargę pana Potońca, słusznie wskazując, że „wstrzymanie wykonania nakazu zapłaty ma znaczenie dla wykonalności, ale nie wpływa na fakt, że stanowi on tytuł zabezpieczenia” (sygn. akt Co 1142/05). Finał tej sprawy jest taki, że 19 kwietnia 2006 roku Sąd Okręgowy w Gliwicach nadał nakazowi zapłaty klauzulę wykonalności — kończy precyzyjną wypowiedź Dariusz Kapitan.

Krótko, konkretnie i — co istotne — ze wskazaniem dokumentów. Widać, że prawnik. Jest przekonany, że ten tekst jest inspirowany przez Potońca.

Nie jest. Kapitan nie wierzy.

— Potoniec nie jest czysty tak, jak jego woda. To cwany gość. Ucieka z majątkiem. Dwa miesiące po komorniczym zajęciu udziałów wszystkie swoje udziały w spółce Galicjanka II sprzedał szwagrowi. Wie pan za ile? Za 20 tys. zł. Tyle był wart ten „dorobek jego całego życia”. W umowie sprzedaży pisze, że są wolne od wszelkich wad prawnych. Jednocześnie pan Ryszard Potoniec 5 września 2005 roku zakłada kolejną spółkę z nazwą Galicjanka. Po spółce Galicjanka i Galicjanka II jest to Galicjanka II Q. I co, nadal pan myśli, że to Potońca ktoś oszukał? — dziwi się Kapitan.

— Dlaczego sądzi pan, że ten tekst mógłby być inspirowany przez pana Potońca, skoro dokumenty mówią same za siebie? — pytam.

— Bo wie, że w sądzie już nie wygra, więc sięgnął po „czarny PR” — sumuje Dariusz Kapitan.

Marchewka

Prezes Potoniec też nie ma dobrej prasy. Co prawda łódzcy dziennikarze chwalą go, że Galicjanka II Q sp. z o.o. poi swoją wodą piłkarzy Widzewa, ale lokalni za nim nie przepadają. Nic dziwnego, skoro ostrzegał, że z rozlewni wyleci 60 pracowników, mieszkańców Muszyny, a ich miejsce zajmą ludzie z Krynicy, Piwnicznej lub Nowego Sącza. A to dlatego, że — jak twierdzi prezes Potoniec — gmina uzdrowiskowa niszczy jego firmę.

Wśród właścicieli spółki też nie panuje zgoda. Pani Krystyna Potoniec tak tłumaczy chęć pozbycia się swoich udziałów w rodzinnej firmie (fragment pisma do Ryszarda Potońca):

„Skoro w firmie masz mi stwarzać piekło, uniemożliwiać normalną pracę, strofować pracowników tylko dlatego, że ze mną rozmawiają, zwalniać ich z pracy, ubliżać mi, publicznie wyzywając od marchewek, a co najgorsze, mówiąc na nasze dzieci bandziory, (…) dlatego mam dla ciebie propozycję sprzedaży moich udziałów w spółce Galicjanka (…) za kwotę 3,5 mln złotych”.

Słowem: nasz drugi bohater to wyrazista, kontrowersyjna postać.

— Dlaczego chce pan nagłośnić swą sprawę. Przecież może pan wygrać przed sądem — i po problemie — pytam prezesa Potońca.

— Z tymi przestępcami? Walczę po sądach, a tymczasem dorobek mojego życia zajmuje komornik — odpowiada natychmiast.

Ryszard Potoniec jest przekonany, że padł ofiara przestępców, konkretnie jednego ze swoich kooperantów: firmy GTX Hanex Plastic z Poznania, producenta butelek, której przed laty wystawił pięć weksli in blanco. Miały być zabezpieczeniem kredytu kupieckiego. Dług spłacił, weksli nie odzyskał. Ten na 5 mln zł, który ma Dariusz Kapitan, jest — według Potońca — jednym z tych weksli.

Jest jeden problem: na wekslu nie ma ani słowa o Haneksie, a jedynie o Bernardzie Nowaku. Jest również podpis i pieczątka Galicjanki.

— Ten weksel pochodzi z Haneksu, wiem to. Nie wiem, kto to Nowak, nie znam Kapitana, nie mam długów.

— Na wekslu jest pana podpis i pieczątka firmy. Nie wie pan, komu pan weksle wystawia?

— Haneksowi wystawiłem weksle in blanco i to jest jeden z tych weksli.

— Czyli Bernard Nowak wpisał siebie na wekslu?

— Bzdura. To zwykły podstawiony słup, człowiek ze świata przestępczego. Kapitan go wpisał, a za nim stoi Hanex. Skąd Nowak miałby takie pieniądze, żeby mi pożyczyć, skąd sam Kapitan miałby milion złotych, żeby za weksel zapłacić. Za tym stoi bogaty Hanex — uparcie przekonuje Potoniec.

Twierdzi też, że Hanex chciał w ten sposób przejąć Galicjankę. Dowodów na to jednak nie posiada, oprócz własnego przekonania, a to za mało, żeby wygrać przed sądem.

— Na jakim etapie jest sprawa w sądzie? — pytam, mając w pamięci wyrok Sądu Apelacyjnego w Gliwicach, który nakazał jednak Galicjance zapłatę weksla.

— Rok temu sąd wydał nakaz zapłaty, ale złożyłem od niego zarzuty i nakaz nie jest prawomocny — tłumaczy Potoniec.

— I nie ma decyzji sądu?

— Nie ma, jest decyzja o wstrzymaniu egzekucji. Oto, jak działa polskie sądownictwo i przestępcze struktury... Zanim sąd coś postanowi, to klient dawno się utopi.

— Ale Dariusz Kapitan twierdzi co innego: że sąd apelacyjny już wydał prawomocny wyrok i sprawa jest zamknięta

— Nieprawda. Powtarzam panu, sprawa się toczy… Oszust Kapitan wykańcza człowieka w imię prawa, nie mając żadnego powiązania gospodarczego z moją firmą — twierdzi Potoniec mocno podenerwowany.

— Ponoć ucieka pan z majątkiem przed komornikiem...

— Bo jeżeli coś jest wyłudzone, to pan będzie czekał, aż pana zlicytują, a potem okaże się, że to nieprawda? — mówi Potoniec.

Pole minowe

Próbowaliśmy skontaktować się z Bernardem Nowakiem i zapytać, w jaki sposób wszedł w posiadanie weksla Galicjanki. Niestety, Bernard Nowak od 2004 roku nie żyje. Zginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Udało nam się ustalić, że był przedsiębiorcą z Katowic, restauratorem.

Śmierć Nowaka komplikuje sprawę. Wersja z Haneksem nie ma poparcia w dokumentach. W każdym razie Ryszard Potoniec takowych nam nie przedstawił.

— A może pana problemy wynikają z braku ostrożności, niedopatrzenia, zbytniego zaufania? — pytam prezesa.

— Nie, przez złośliwość i mściwość Michała Pazia z Haneksu, który powiedział mi wprost: ja cię skończę. Zasłużyłeś sobie na to.

— Dlaczego miałby pan sobie zasłużyć?

— Bo go nie wpuściłem na zakład z jego maszynami.

— Pan więcej mówi o Paziu niż o Kapitanie.

— Bo to Paź jest przestępcą, Kapitan jest podstawionym oszustem. To jest wspólne działanie. Czy dowódca wystawia do boju siebie w pierwszym rzędzie, czy wysyła żołnierzy? Kapitan by nie istniał, gdyby nie było Pazia. Zająłby się swoim światem przestępczym, bo Paź dał mu w rękę przestępstwo — mówi Potoniec.

Odważnie. Aż za bardzo.

— Ja się nie boję niczego i nikogo. To Paź zorganizował zamach z moimi pracownikami, i moją głupią żonkę Krysię zmataczył, i synka przerobił, obiecując gruszki na wierzbie — dorzuca na koniec.

Trzeci głos

Zapytaliśmy Michała Pazia, prezesa GTX Hanex Plastic, co sądzi o zarzutach Ryszarda Potońca.

— Absurd. To Potoniec był nam winien prawie 2 mln. Od 1996 roku permanentnie zalegał z płatnościami. Owszem, były dwa weksle i dwa czeki, ale dawno rozliczone. Dzisiaj ani Hanex nie jest nic winien Galicjance, ani Galicjanka Haneksowi. Jesteśmy na czysto. Pan Potoniec może weksle w każdej chwili odebrać z sądu, a czeki — ode mnie. Nie wiem, dlaczego tego nie robi. Oskarża nas o próbę przejęcia jego firmy? To kolejny absurd. Po co, skoro my produkujemy 800 mln butelek rocznie, a on rozlewa 15 mln ton wody. My pracujemy w tworzywach, on — w wodzie. Przejęcie go byłoby jak strzał w kolano, bo stalibyśmy się konkurencją dla odbiorców naszych butelek — twierdzi Michał Paź.

— Potoniec nazywa pana oszustem. Tak bez powodu?

— Potoniec to trudny człowiek, nietuzinkowy. Już raz przegrał ze mną sprawę o zniesławienie. Jestem już zmęczony tym człowiekiem. On ma nawet sądowy zakaz wypowiadania się na mój temat — kwituje Paź.

Pisaliśmy niedawno („Karabin maszynowy”, „PB” nr 71 z 7.04.2006), że weksel, w rękach nieuczciwych ludzi, może być równie niebezpieczny jak karabin maszynowy. Może unicestwić każdą firmę. Okazuje się, że — używając militarnej metafory — weksel może być również jak pole minowe — łatwo na nim wpaść komuś, kto albo kiepsko zna prawo wekslowe, albo zapomina o podstawowej sprawie — weksel łatwo wystawić, trudniej spłacić.