Aż 60 tys. inwestorów wystartowało po PGE

Adrian Boczkowski
opublikowano: 2009-11-04 00:00

Debiut PGE już w piątek. Za dobry start notowań trzyma kciuki tylu inwestorów, ilu w giełdowej premierze PGNiG.

Przeciętny drobny inwestor

zamówił akcje za czterokrotnie

większą sumę niż w IPO PKO BP

Debiut PGE już w piątek. Za dobry start notowań trzyma kciuki tylu inwestorów, ilu w giełdowej premierze PGNiG.

Skończyły się spekulacje na temat daty debiutu Polskiej Grupy Energetycznej (PGE) na warszawskiej giełdzie.

— Będzie to 6 listopada — oświadczyli wczoraj Aleksander Grad, minister skarbu, i Ludwik Sobolewski, prezes GPW.

Pospolite ruszenie

Także wczoraj PGE opublikowała oficjalne rezultaty przydziału akcji. Zgodnie z zapowiedziami, cena emisyjna wyniosła 23 zł, co oznacza, że IPO ma wartość blisko 6 mld zł (drugi wynik w historii GPW po PKO BP). Łączny popyt wyniósł 45 mld zł, a redukcja w transzy małych inwestorów — 96,5 proc. Co nowego?

W transzy drobnicy papiery kupiło ponad 59,8 tys. inwestorów, z czego — według szacunków brokerów — dla co czwartego był to pierwszy bezpośredni kontakt z rynkiem kapitałowym. Blisko 60 tys. zapisów oznacza też, że w IPO energetycznego giganta użyty został co piąty aktywny rachunek inwestycyjny w Polsce.

Oferta PGE przyciągnęła do biur maklerskich prawie tylu inwestorów indywidualnych, ilu PGNiG w 2005 r. (61,7 tys.). Podobna była zresztą wartość transzy dla drobnych graczy w obu IPO — blisko 900 mln zł. PGE może jednak chwalić się większym sukcesem, bo w czasie oferty gazowego giganta (wrzesień 2005 r.) nastroje na rynku były znacznie lepsze.

— Zainteresowanie dużymi prywatyzacjami wśród inwestorów indywidualnych było, jest i będzie — ocenia Piotr Cieślak, wiceprezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych.

Liczba zapisów to jednak nie wszystko.

— Przyjrzałbym się wartości zapisów w transzy drobnych inwestorów [25 mld zł, wobec 21 mld zł w przypadku IPO PKO BP z jesieni 2004 r. — red.]. Popyt na papiery PGE na pewno można uznać za sukces marketingowy spółki — mówi Kamil Kliszcz, analityk DI BRE Banku.

Bogatsi inwestorzy

Ciekawie wygląda porównanie ostatecznych wyników zapisów w IPO energetycznej spółki i PKO BP. W ofercie banku przeciętne zlecenie drobnych inwestorów opiewało na około 100 tys. zł (największe lewary kredytowe wynosiły wtedy 18 do 1), podczas gdy w przypadku PGE było to aż ponad cztery razy więcej (420 tys. zł), i to przy mniejszych kredytach (maksymalnie 10 do 1).

— To oznacza, że polski inwestor stał się znacznie zamożniejszy w ciągu minionych pięciu lat. Poza tym w tym roku inwestorzy mieli dużo więcej wolnej gotówki, która leżała na rachunkach maklerskich i lokatach bankowych — uważa Piotr Cieślak.

Energetyczna oferta blednie jednak przy bankowej, jeśli porównać masowość udziału. Silna marka PKO BP przyciągnęła w IPO aż 206,8 tys. drobnych inwestorów. Trzeba jednak pamiętać o tym, że dużą rolę odegrało wtedy dyskonto wobec ceny dla instytucji, darmowe akcje dla inwestorów lokujących na długi okres i lokata prywatyzacyjna, dzięki której unikało się redukcji zleceń. Tego w przypadku oferty PGE zabrakło.

Inwestorzy zastanawiają się obecnie, czy duże zainteresowanie ofertą pierwotną PGE przełoży się na dobry start notowań.

— Koniunktura podczas zapisów była sprzyjająca. Teraz jest już gorzej, a wielu inwestorów nastawiło się na realizację zysków od razu na pierwszej sesji. Instytucje nie zaspokoiły jednak apetytu na akcje PGE i powinny kupować na rynku wtórnym — mówi Piotr Cieślak.

Co z zyskiem w dniu debiutu?

— Duże zainteresowanie w IPO nastraja optymistycznie. Kluczem będzie jednak zachowanie rynków, które przesądzi o notowaniach. Cena emisyjna daje do 20 proc. dyskonta wobec porównywalnych spółek — mówi Kamil Kliszcz.

Adrian Boczkowski