Kluczowy gracz na polskim rynku nawozów wieloskładnikowych — Azoty Tarnów, opublikuje dzisiaj długoterminową strategię rozwoju. Dokument trafia na rynek w ważnym momencie — grupę chce przejąć Acron, rosyjski producent nawozów. Jerzy Marciniak, prezes Azotów, zapowiada, że spółka chce się rozwijać samodzielnie. Rynek potraktował zainteresowanie rosyjskiego koncernu jako próbę wrogiego przejęcia. Zdaniem analityków, prywatyzacja powinna być ważnym punktem nowej strategii.
— Zarząd Azotów powinien odnieść się do zmian właścicielskich, które, jak wynika z planów prywatyzacyjnych skarbu, są wysoce prawdopodobne. Spółka powinna przedstawić scenariusze funkcjonowania grupy jako części większego podmiotu lub jako lidera sektora chemicznego, aktywnie konsolidującego rynek — mówi Maciej Kabat, analityk AmerBrokers.
W nowej strategii rynek oczekuje również sposobów rozwiązania problemów, z którymi w kolejnych latach zmierzy się Tarnów. Po bardzo dobrym 2011 r. zarząd spodziewa się słabszych wyników.
— Jak pokazały ubiegłe lata, wyniki finansowe spółek nawozowych cechują się dużą zmiennością w zależności od koniunktury na rynkach. Od dłużnego czasu mamy do czynienia z wysokimi poziomami cen nawozów. W średnim terminie należy się liczyć ze spadkiem cen, na co zarząd powinien być strategicznie przygotowany — dodaje Maciej Kabat.
Inwestorzy i akcjonariusze chcą też poznać odpowiedź na pytanie, jak spółka poradzi sobie z podwyżką cen gazu. Azoty mogą szukać oszczędności. — Aby uzyskać dalszy wzrost wartości grupy, spółka powinna odważniej sięgnąć po efekty synergii z przeprowadzonych do tej pory przejęć, szczególnie na poziomie kosztów — mówi Michał Buczyński, analityk Trigon DM.
W zeszłym tygodniu zarząd Tarnowa poinformował, że chce przeznaczyć w tym roku pokaźne kwoty na inwestycje, w tym ponad 400 mln zł na remonty. Pojawiły się również zapowiedzi wypłacania dywidendy od 2012 r. Premia dla akcjonariuszy ma wynieść od 40 do 60 proc. z zysku.
— Inwestorzy ucieszyliby się z wyższych niż dotychczas deklarowane dywidend kosztem zmniejszenia planów inwestycyjnych — mówi Michał Buczyński.