PAP: Irak ma być demokracją - dalszy ciąg narad za 10 dni

Przemek Barankiewicz
opublikowano: 2003-04-15 19:44

15.4.Baza Tallil, Irak (PAP/AP,Reuters) - Kilkudziesięciu przedstawicieli podzielonych ugrupowań irackich z kraju i

zagranicy zebrało się we wtorek na pierwszej z serii konferencji, które mają wyłonić przyszłych tymczasowych przywódców Iraku. Po kilku godzinach obrad postanowili spotkać się ponownie za dziesięć dni.

13-punktowe oświadczenie opublikowane na zakończenie spotkania głosi, że Irak musi być demokracją i mieć "demokratyczny system federalny".

Dokument nie wspomina o wyborach, ale mówi, że przyszły rząd należy powołać "na podstawie ogólnokrajowych konsultacji". Domaga się też rozwiązania partii Baas, która była jednym z filarów reżimu Saddama Husajna.

Spotkanie, zorganizowane przez Stany Zjednoczone wraz z Wielką Brytanią, Australią i Polską, odbyło się w bazie lotniczej Tallil koło Nasirii i ruin starożytnego Uru w południowym Iraku. Wielki namiot, w którym toczyły się obrady, ustawiono w pobliżu ziguratu, starożytnej budowli sakralnej z czasów III dynastii z Uru.

Wśród uczestników konferencji byli iraccy Kurdowie, a także sunnici i szyici. Amerykanie wystosowali zaproszenia do

poszczególnych ugrupowań, ale każde z nich samo decydowało, kogo wysłać na spotkanie.

Polskę reprezentował w gronie organizatorów były szef sekcji interesów USA przy ambasadzie RP w Bagdadzie Ryszard Krystosik.

"Dziś zacznie powstawać wolny i demokratyczny Irak" - powiedział na wstępie konferencji amerykański generał w stanie spoczynku Jay Garner, który ma kierować tymczasową administracją cywilną kraju.

Wysłannik Białego Domu Zalmay Khalilzad oświadczył delegatom, że Stany Zjednoczone "absolutnie nie są zainteresowane rządzeniem w Iraku".

Tymczasem w odległej o 18 km Nasirii tysiące Irakijczyków protestowały przeciwko rozmowom. Demonstranci wołali, że sami chcą rządzić krajem, i skandowali: "Nie - Ameryce, nie - Saddamowi".

Sprawozdawcy arabskich stacji telewizyjnych podawali, że na demonstracji zebrało się do 20 tysięcy ludzi.

Jedno z głównych ugrupowań opozycyjnych, Iracki Kongres Narodowy, przysłało na konferencję przedstawicieli niskiej rangi, a wpływowa emigracyjna organizacja szyitów irackich zbojkotowała naradę, bo jest niezadowolona z tego, że na razie przejściową administracją cywilną kraju mają kierować Amerykanie.

Oświadczenie wydane po zakończeniu spotkania informuje, że "dyskutowano o zasadzie, iż Irakijczycy muszą (sami) wybrać swoich przywódców, nie zaś mieć ich narzuconych z zewnątrz".

Amerykańscy organizatorzy spotkania mówią, że Irakijczycy powinni jak najszybciej przejąć władzę od sił koalicyjnych i że narada ma właśnie zapoczątkować tworzenie zrębów irackiej administracji. W bazie Tallil przedstawiciele różnych frakcji irackich mieli sposobność, by się poznać i wymienić poglądy na to, jak rządzić krajem uwolnionym od reżimu Saddama Husajna.

Na razie dotychczasowych opozycjonistów łączy głównie radość z powodu obalenia irackiego dyktatora - a także obawa, by rodacy nie uznali ich za marionetki Stanów Zjednoczonych. Zapewne z tego powodu przywódca emigracyjnego Irackiego Kongresu Narodowego Ahmed Szalabi, cieszący się poparciem Pentagonu, nie przyjechał do bazy, lecz wysłał swego przedstawiciela.

Z kolei Abdul Aziz Hakim, jeden z przywódców największego ugrupowania szyitów irackich, Najwyższej Rady Rewolucji Islamskiej w Iraku, zbojkotował spotkanie. "Irakowi potrzebny jest tymczasowy rząd iracki. Każde inne rozwiązanie narusza prawa narodu irackiego i będzie oznaczać powrót do czasów kolonialnych" - powiedział Hakim.

Przedstawiciele USA wyrażają nadzieję, że z czasem do tworzenia przejściowej administracji, kierowanej przez Garnera i jego ekipę, złożoną z głównie z Amerykanów, włączy się więcej Irakijczyków.

"Ważne, aby świat zrozumiał, że jest to dopiero pierwsze zalążkowe spotkanie, po którym, jak się spodziewamy, nastąpi cała seria spotkań w całym Iraku" - oświadczył rzecznik amerykańskiego Centralnego Dowództwa w Katarze Jim Wilkinson.

Anonimowy przedstawiciel administracji USA powiedział Associated Press, że uwieńczeniem tych spotkań będzie - być może za kilka tygodni - konferencja ogólnokrajowa, zapewne w Bagdadzie, na której powoła się do życia tymczasową administrację.

Czołowy brytyjski przedstawiciel w ekipie Garnera, generał Tim Cross, oświadczył, że kierowana przez USA cywilna administracja przejściowa może zacząć przekazywać władzę Irakijczykom za trzy - sześć miesięcy, ale utworzenie rządu irackiego, wyłonionego w wyborach, potrwa dłużej.

Dłużej także pozostaną w Iraku wojska amerykańskie.

Baza Tallil leży 375 km na południowy wschód od Bagdadu, w pobliżu ruin Uru, biblijnego miejsca narodzin patriarchy Abrahama, w starożytności jednego z najstarszych i najsilniejszych państw-miast Sumeru. (PAP)