Jeśli nie dojdzie do fuzji z Atlantą, Bakalland sam spróbuje wejść na bakaliowy rynek biznesowy. Choć potrwa to dłużej.
Nad planami fuzji Bakallandu i Atlanty już od tygodni zbierają się chmury. Bakaliowi partnerzy zawiesili rozmowy, pod znakiem zapytania stanął też parytet wymiany akcji.
— Zanim wrócimy do tematu, muszę poznać wyniki finansowe Atlanty i dowiedzieć się, dlaczego firma odwołała prognozy roczne — mówi Marian Owerko, prezes Bakallandu.
Co będzie, jeśli partnerzy ostatecznie nie dojdą do porozumienia?
— Będziemy się samodzielnie rozwijać w segmencie klientów biznesowych, w którym działa Atlanta. Ale nie da się ukryć, że przejęcie dałoby szybsze efekty — zauważa Marian Owerko.
Sam nie planuje ujawniać szacunków dla Bakallandu na ten rok.
— Warunki makroekonomiczne są na tyle niepewne, że nie chcemy ryzykować takich prognoz. Mogę jedynie powiedzieć, że założyliśmy dynamikę sprzedaży wyższą od dynamiki PKB — wyjaśnia Marian Owerko.
Przyznaje jednocześnie, że wyniki spółki ucierpią z powodu słabnącego od kilku tygodni złotego. Nic dziwnego — Bakalland jest importerem i za granicą kupuje wszystkie surowce.
— By to zniwelować, podnieśliśmy ceny produktów. Podwyżki będą jednak obowiązywały dopiero od stycznia, a do tego czasu musimy sobie radzić. Słabsza waluta wpłynie ujemnie na nasze wyniki za okres październik-grudzień, ale na razie nie jestem w stanie oszacować skali tego wpływu — tłumaczy Marian Owerko.
Bakalland pracuje też nad dywersyfikacją produktów. Chce zaoferować produkty śniadaniowe, m.in. płatki.
— Konsultujemy ten projekt z działem marketingu. Interesuje nas segment płatków śniadaniowych dla dorosłych. Poza tym mamy też parę nowatorskich pomysłów — zapowiada Marian Owerko