To już oficjalne: nie będzie bakaliowej fuzji na GPW. Bakalland i Atlanta nie porozumiały się w sprawie parytetu wymiany.
Na początku fanfary, na końcu rozstanie — tak wy-gląda historia planowa- nego połączenia Bakal- landu i Atlanty Poland. W czerwcu 2008 r. baka- liowe spółki przedstawi- ły świetliste perspektywy połączonych podmiotów. Nie wyszło.
— Po prostu nie dogada-liśmy się co do parytetu wymiany akcji — wyjaśnia Dariusz Mazur, prezes i główny akcjonariusz At- lanty.
Kością parytet
Potwierdza to Marian Owerko, prezes i współwłaściciel Bakallandu.
— Od początku proponowany parytet wymiany akcji był oparty na giełdowej wycenie obu przedsiębiorstw. Na wiosnę ubiegłego roku oszacowaliśmy go, przyjmując, że wycena Atlanty to około 22 proc. w nowym podmiocie. Po świętach zaproponowałem ustalenie nowego poziomu, pochodzącego z aktualnych wycen obydwu spółek. Zaproponowałem widełki 11-22 proc. Właściciel Atlanty tego nie zaakceptował. W efekcie zrezygnowaliśmy z projektu fuzji — tłumaczy Marian Owerko, który przyznaje, że do zmiany parytetu skłoniły go również oczekiwane słabe wyniki finansowe Atlanty.
Podobne plany
Co teraz? Każda z firm pójdzie swoją drogą. Atlanta, specjalizująca się w bakaliowym segmencie przemysłowym (B2B), wciąż zamierza rozwijać się w segmencie detalicznym.
— Rozważamy i przejęcia, i rozwój organiczny — mówi Dariusz Mazur.
Podobne plany ma Bakalland.
— Nie zamierzamy za wszelką cenę szukać zastępstwa dla korzyści, które Bakallandowi miało dać przejęcie Atlanty. Na bakaliowym rynku B2B jesteśmy obecni, choć na mniejszą skalę. Chcemy się tu rozwijać organicznie. Główny nacisk kładziemy jednak na wzrost na rynku detalicznym, i to w tym segmencie myślimy o kolejnych przejęciach. Interesują nas duże spółki, osiągające kilkadziesiąt lub więcej milionów złotych przychodów rocznie — deklaruje Marian Owerko.
Atlancie i Bakallandowi połączenie nie wyszło już po raz drugi. O fuzji firmy rozmawiały już trzy lata temu, ale ostatecznie nie doszło do porozumienia. Historia lubi się powtarzać.