Banki centralne idą na wojnę z kryzysem

Roman Przasnyski Open Finance
opublikowano: 2011-12-01 00:00

GIEŁDA

Wszystko to, co działo się w środę na rynkach finansowych przed godziną 14, straciło na znaczeniu w jednej chwili — gdy ogłoszono informację o skoordynowanej akcji amerykańskiej rezerwy federalnej, Banku Kanady, Banku Anglii, Banku Japonii, Szwajcarskiego Banku Centralnego i najbardziej do tej pory wstrzemięźliwego Europejskiego Banku Centralnego.

Ta szóstka zdecydowała jednomyślnie o zwiększeniu płynności w globalnym systemie finansowym poprzez obniżenie od 5 grudnia kosztów dolarowych swapów ze 100 do 50 punktów bazowych oraz podjęciu innych działań, mających na celu poprawę płynności na rynkach. Ta decyzja przywodzi na myśl podobną akcję banków centralnych z połowy września 2008 r. Wówczas do działania przystąpiła ta sama ekipa. Na rynek rzucono jednego dnia 247 mld USD. W roli głównej wystąpił wtedy Fed. Być może tak jest także i tym razem.

Skutki rozprzestrzeniania się europejskiego kryzysu zadłużenia zaczęły być coraz bardziej groźne dla globalnego systemu finansowego i globalnej gospodarki. Zbyt groźne, by ich rozwiązanie w dalszym ciągu miało pozostawać w gestii europejskich polityków.

W cieniu tego głównego wydarzenia znalazło się spotkanie nowego premiera Włoch Mario Montiego z dyrektorem Międzynarodowego Funduszu Walutowego odpowiedzialnym za Europę, co odgrzało zdementowane wcześniej pogłoski o możliwości udzielenia przez Fundusz Włochom pożyczki w wysokości 400-600 mld EUR.

Wrażenia nie zrobiła też decyzja Ludowego Banku Chin o obniżeniu stopy rezerw obowiązkowych o 50 punktów bazowych. Oznacza ona prawdopodobnie zakończenie trwającego od trzech lat cyklu zaostrzania polityki pieniężnej w Chinach oraz rozpoczęcie działań wspierających słabnące tempo wzrostu gospodarczego.

Bardzo dobre informacje napłynęły też zza oceanu. Według ADP w listopadzie w Stanach Zjednoczonych przybyło 206 tys. nowych miejsc pracy. Spodziewano się ich wzrostu o 130 tys. Zaskakująco dynamicznie zwiększył wartość wskaźnik aktywności gospodarczej w rejonie Chicago. Wzrósł on z 58,4 do 62,6 punktu. Dziesięciokrotnie wyższy od oczekiwań okazał się też indeks podpisanych umów kupna domów, rosnąc o 10,4 proc.

Dla porządku należy wspomnieć, że w pierwszej części sesji na europejskich parkietach dominowały minorowe nastroje. Indeksy w Paryżu i we Frankfurcie traciły w tym czasie po około 1 proc. Nad kreskę zdołały wyjść w południe, po czym kontynuowały powolną wspinaczkę. Po informacji o decyzji banków centralnych CAC40 skoczył o 4,5 proc., a DAX szedł w górę o ponad 5 proc.

Indeks naszych największych spółek odrabianie niewielkiej porannej straty, sięgającej 0,5 proc., rozpoczął już po pierwszej godzinie handlu. Po południu zyskiwał ponad 4 proc., trzymając się blisko europejskiej czołówki.

W gronie największych spółek prym wiodły banki. Akcje BRE Banku i Handlowego po południu zyskiwały po ponad 7 proc., o 6,5 proc. w górę szły papiery Pekao, o 5 proc. rosły walory PKO BP. Bardzo dobrze radziły sobie także spółki surowcowe. Akcje KGHM, Lotosu i PKN Orlen zwyżkowały po 4-5 proc.

Po dwóch godzinach od rozpoczęcia sesji indeksy na Wall Street zyskiwały po ponad 3,5 proc. WIG20 ostatecznie zwyżkował o 4,84 proc. Obroty wyniosły nieco ponad 1,6 mld zł.