Już od chwili otwarcia notowań nastroje na warszawskim parkiecie były złe. Inwestorzy wyprzedawali przede wszystkim akcje banków, które ze względu na swój znaczący udział w kapitalizacji oraz w głównych indeksach GPW decydowały o kondycji całego rynku. Przyczyną spadających notowań branży bankowej była z kolei korekta prognoz wyników finansowych, dokonana przez Pekao SA. W piątek władze spółki poinformowały, że zamiast 1,4 mld zł zysku będzie tylko 1 mld zł. Weryfikacja planów z miejsca doczekała się gwałtownej reakcji inwestorów.
Jeszcze w połowie czerwca, po oszacowaniu strat na kredytach udzielonych Stoczni Szczecińskiej, zarząd Pekao twierdził, że planowany na ten rok zysk może zostać zrealizowany. Straty na kredycie miały zrekompensować wpływy z innej działalności. Tymczasem gorsza aż o 400 mln zł nowa prognoza podaje w wątpliwość profesjonalizm władz spółki. Jak to możliwe, że dopiero po 6 tygodniach okazało się, że planowany wynik będzie o 30 proc. słabszy? Zwłaszcza że w tym czasie zarówno na rynkach zewnętrznych, jak i w kraju sytuacja nie uległa istotnej zmianie. Również o spowolnieniu gospodarczym wszyscy wiedzieli od dawna, podobnie jak i o konieczności utworzenia rezerw na kredyty udzielone Stoczni Szczecińskiej. Korekta wyników w Pekao, w spółce, która przez wielu inwestorów uważana była za najlepszą na GPW, spowodowała również spadek zaufania do całej branży.
Na wartości straciły walory BRE Banku i BPH PBK, podmiotów, które są podejrzewane o wypracowanie znacznie gorszych zysków niż przewidywano. W krakowskim banku problemem mogą być przede wszystkim kredyty udzielone spółkom działającym w branżach kapitałochłonnych. BPH PBK ciągle duże koszty ponosi w związku z restrukturyzacją. Wiele zastrzeżeń wśród inwestorów budzi również polityka informacyjna, a właściwie jej brak. Z kolei w BRE Banku od dłuższego czasu gracze obawiają się o rezultaty działań w zakresie bankowości inwestycyjnej. Niepowodzenie oferty ITI, niepewne zyski ze sprzedaży części udziałów w podmiotach zależnych, muszą owocować gorszym postrzeganiem spółki.
Spośród blue chipów liderem wzrostów były walory Softbanku. W jego przypadku ogromne przeceny już miały miejsce, a oświadczenia złożone przez prezesa i audytora uspokoiły inwestorów, którzy postanowili ruszyć do zakupów. Zwyżki stały się także udziałem akcji przedsiębiorstw telekomunikacyjnych. Powodem lepszego postrzegania krajowych firm, zwłaszcza narodowego operatora, były zapewne ogromne wzrosty telekomów na giełdach europejskich.
To właśnie dzięki coraz lepszym nastrojom w Europie, GPW po południu zaczęła zmniejszać straty. Aby indeksy wyszły na plus, konieczny był jednak większy popyt na akcje banków. Tymczasem inwestorzy wcale nie byli skłonni do zgłaszania popytu.