Banki odporne na kryzys

Marcin Osiecki
opublikowano: 09-09-2011, 00:00

Polskie instytucje finansowe przeszły pierwszą falę kryzysu bez większych problemów, a ostatnio nawiązały do dynamiki ze złotych lat hossy

To był świetny kwartał dla giełdowych banków. Patrząc na sektor globalnie, trudno doszukać się zdecydowanych minusów. Wielu bankom udaje się z powodzeniem zwiększać udział w rynku. Niektóre czynią to w konserwatywny sposób (Pekao, ING Bank Śląski), natomiast inne walczą o klienta agresywnie, nawet jeśli nie jest to korzystne dla ich krótkoterminowej rentowności (Getin Noble Bank). Największym zwycięzcą ostatniego półrocza jest jednak PKO BP, który potrafił umiejętnie zrównoważyć te dwie odmienne strategie działania.

Gdy w 2007 r. następowała fuzja Pekao z Bankiem BPH, wydawało się, że powstaje największa instytucja finansowa w Polsce, którą niezwykle ciężko będzie doścignąć. Życie napisało jednak zaskakujący scenariusz. Kontrolowany przez skarb państwa PKO BP potrafił wyprzedzić i zdecydowanie odjechać swojemu najgroźniejszemu konkurentowi. Mało tego, pogoń za bankiem z logo skarbonki jest już teraz zadaniem karkołomnym i skazanym na niepowodzenie. Dystans stał się po prostu za duży, a dynamika rozwoju polskiego największego banku nie spada.

Sektor bankowy pokazuje wielką siłę, ponieważ załamanie na rynku nieruchomości w Polsce w latach 2008-2009 było o wiele płytsze niż w innych krajach europejskich. Rzecz jasna pojawiły się okresowo większe odpisy z tytułu utraty wartości kredytów, ale nie były one dramatycznie wysokie z punktu widzenia analizy całej branży. Wiele banków mocno zaangażowanych na rynku kredytów mieszkaniowych utrzymało zabezpieczenia na adekwatnym poziomie. Mimo wszystko nie jest pewne, czy tak dobre rezultaty finansowe jak w II kwartale utrzymają się w przyszłości. Nie musi to być wcale odbicie trwałe. Istnieje obawa, że rynki finansowe prawidłowo dyskontują obecnie tzw. drugą nogę kryzysu. Ostatnia silna przecena na GPW sprowadziła ceny akcji wielu banków do bardzo atrakcyjnych poziomów. Ryzyko polega jednak na tym, że jeśli przewidywania rynków się sprawdzą, to banki przestaną świetnie zarabiać.

Dwóch gigantów rozdaje karty. Trwa walka o kolejne miejsca

Na GPW jest notowanych 17 banków. W tabeli zebraliśmyjednak rezultaty finansowe jedynie 14 przedstawicieli. Zabrakło Unicredit, którego nie ma sensu analizować ze względu na fakt, że to właściciel Pekao. Wyłączyliśmy także słoweński NovaKBM oraz Bank BGŻ, ponieważ dopiero niedawno zadebiutowały na giełdzie i brakuje wystarczających danych do ich analizy. Porównujemy zarówno wyniki kwartalne rok do roku, jak również rezultaty narastająco za poprzednie 12 miesięcy. W obu przypadkach takie porównania nie są wrażliwe na czynniki sezonowe.

Największymi przychodami kwartalnymi i rocznymi może się pochwalić PKO Bank Polski. Jest to odpowiednio 3,9 mld zł oraz 14,9 mld zł. Pekao znajduje się na miejscu drugim, tracąc już bardzo dużo do lidera, ale jednak posiadając ogromną przewagę nad resztą stawki (2,5 mld zł przychodów kwartalnych i 9,5 mld zł rocznych). Podobnie jest z kapitalizacją tych dwóch spółek.

Bardzo trudno jest wskazać kolejność pozostałych instytucji finansowych. Z punktu widzenia przychodów na trzecim miejscu znalazłby się BRE Bank, ale jeśli popatrzymy na wartość rynkową, to na podium powinien być przejęty niedawno przez Santander BZ WBK.

Dalej jest jeszcze ciekawiej. Posiadający niską kapitalizację Getin Noble Bank (5,8 mld zł) ma bardzo duży udział w rynku (roczne przychody to 4,4 mld zł). Z kolei Bank Handlowy, którego wartość rynkowa wynosi aż 11,4 mld zł i jest notowany w indeksie WIG20, generuje jedynie 2,7 mld zł przychodów rocznie. Doskonale widać tutaj odmienne strategie. Citi Handlowy i BZ WBK działają na wyraźnie niższej dźwigni finansowej niż Grupa GNB oraz BRE Bank.

Sektor rośnie i poprawia rentowność

W drugiej tabeli znajdują się wartości pokazujące tempo zmian poszczególnych wyników. Zagregowane roczne przychody branży wzrosły o prawie 11 proc. To dobry wynik, a gdy spojrzymy na dynamikę zysku netto oraz wyniku operacyjnego okaże się, że jest jeszcze lepiej (odpowiednio 47 i 39 proc.). W większości przypadków jest to rezultat wyższej jakości portfela kredytowego (mniej odpisów na nieściągalne należności) oraz poprawa marży odsetkowej. Banki wykorzystały cykl podwyżek stóp procentowych prowadzony przez RPP. Szybciej i mocniej podnosiły oprocentowanie kredytów niż depozytów. Sprzyja im także fakt, iż nie widać na horyzoncie, przynajmniej na razie, nowej wojny depozytowej.

Getin Noble Bank i BOŚ nieco z tyłu

Grupa GNB zaprezentowała aż 693 mln zł zysku netto w II kwartale. Niestety jest to tylko konsekwencja zdarzenia jednorazowego, czyli sprzedaży Open Finance. Gdyby nie ten fakt, rezultaty byłyby fatalne. Słabo wygląda jakość portfela kredytów. Agresywna strategia rozwoju tego banku chyba nie do końca się sprawdza. Rzeczywiście udział w rynku rośnie bardzo szybko, lecz za chwilę będzie to problem, ponieważ współczynnik wypłacalności musi być utrzymany powyżej 8 proc. Gorsze wyniki BOŚ mają z kolei inne podłoże. Jest to po prostu przykład spółki, w której niewiele się dzieje. Niby nieźle wygląda tempo wzrostu przychodów (ponad 20 proc.), ale nie przełożyło się to na większe dochody.

Słabsza koniunktura na giełdowym rynku sprowadziła w dół wyceny banków. Przestały być one po prostu tak drogie jak jeszcze pół roku temu. Większość ciekawych spółek można kupić przy wskaźniku C/Z wynoszącym od 13 do 16. Średnia ceny do wartości księgowej wynosi około 2. Jeżeli druga noga kryzysu nie okaże się jednak tak straszna, to banki powinny nadal zarabiać przyzwoite pieniądze i można je wtedy potraktować jako niezłą okazję. Największym ryzykiem jest, że rynki dobrze dyskontują obecnie słabszą aktywność gospodarczą w przyszłości.

Cztery dojne krowy

Dobre wyniki zaprezentowały także Pekao, Handlowy, BZ WBK i ING BSK. Sytuacja tych spółek jest nieco zróżnicowana, lecz łączy je jeden fakt. Wszystkie w mniejszym stopniu stawiają na dynamiczny rozwój, a bardziej chcą realizować zyski z ustawionego wcześniej przez siebie biznesu. Odcinają kupony od tego, co wypracowały w przeszłości. W największym stopniu dotyczy to Citi Handlowego (ujemna dynamika przychodów kwartalnych i rocznych) oraz BZ WBK (ujemna dynamika przychodów rocznych). Sytuacja tego ostatniego może być jednak tymczasowa. Warto pamiętać, że ostatnio został przejęty przez hiszpański Santander. ING Bank Śląski z kolei aspiruje do instytucji chcącej pogodzić dość szybki rozwój z zyskownością. Częściowo się to udaje. Największą dojną krową jest z pewnością Pekao, do którego wyników ciężko jest się przyczepić. Wszystko byłoby super, gdyby tylko ten bank nie dawał się ciągle ogrywać swojemu największemu konkurentowi (PKO BP).

W następnej kolejności warto zwrócić uwagę na Kredyt Bank, Millennium, Bank BPH, BNP Paribas Polska. Wszystkie wychodzą już z kłopotów, ale to jeszcze nie są rezultaty, o jakich można marzyć. W drugiej fazie poprawy są już zdecydowanie Kredyt Bank i Millennium. Oba notują bardzo wysokie dynamiki zarówno wyników kwartalnych, jak i rocznych. Bank BPH to obecnie tzw. mini BPH połączony z GE Money Bankiem. Jeszcze rok temu pokazywał straty spowodowane wysokimi odpisami. Teraz znów zarabia dla swoich akcjonariuszy. Podobnie wygląda sytuacja z BNP Paribas Polska (dawny Fortis), który osiągnął już marżę operacyjną plus

11 proc.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Osiecki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy