Banki powinny znaleźć czas na refleksję kredytową

Eugeniusz Twaróg
28-05-2008, 00:00

Są banki, które zbyt lekką ręką pożyczają pieniądze. Najwyższy czas na opamiętanie, bo za kilka lat mogą mieć duży problem.

Specjaliści Ernst & Young przestrzegają przed liberalną polityką

Są banki, które zbyt lekką ręką pożyczają pieniądze. Najwyższy czas na opamiętanie, bo za kilka lat mogą mieć duży problem.

Kredyty zagrożone, czyli takie, które klienci spłacają z opóźnieniem, lub w ogóle przestali regulować, stanowią w portfelach banków tylko 5 proc. Niewiele, bo kilka lat temu odsetek wynosił 20 proc. Mimo to eksperci Ernst & Young uważają, że nie czas na samozadowolenie, ale na chwilę poważnej refleksji. Niski odsetek kredytów zagrożonych niczego nie tłumaczy, ponieważ prawdziwy obraz rynku zaburza bardzo intensywna sprzedaż nowych kredytów.

— Banki mają teraz do odrobienia ważną lekcję. Czas na działania profilaktyczne, żeby uniknąć problemów, jakie stały się udziałem amerykańskich banków — mówi Tomasz Bieske, dyrektor grupy rynków finansowych w Ernst & Young.

Ryzyko pod kontrolą

Problem nie dotyczy całej branży, lecz części sektora bankowego — tych banków, które agresywnie zdobywają udziały rynkowe, przymykając oko na związane z tym ryzyko.

— Gdy ktoś udziela kredytu osobie, której po opłaceniu miesięcznej raty zostaje na życie 500 zł, to dla mnie jest to subprime — mówi Tomasz Bieske.

Zdaniem ekspertów Ernst & Young, banki powinny zastanowić się komu pożyczają pieniądze, w jakiej walucie, na jak długo i na jakich warunkach. Trzeba właśnie teraz, kiedy znamy skutki kryzysu kredytowego w USA, przejrzeć ponownie procedury oceny ryzyka kredytowego, zdecydować, komu pieniądze pożyczać, a kogo odprawić z kwitkiem.

— Problem dotyczy wszystkich kredytów: hipotecznych, gotówkowych oraz zadłużenia na kartach kredytowych, które w ciągu ostatniego roku znacznie wzrosło — mówi Tomasz Bieske.

Krzysztof Rybiński, partner w Ernst & Young, uważa, że zaostrzenie polityki kredytowej, które w przypadku części banków jest konieczne, nie wpłynie na rozwój akcji kredytowej.

— Popyt na kredyty będzie utrzymywał się na wysokim poziomie — mówi Krzysztof Rybiński.

Uwaga, złe kredyty

Arkadiusz Krasowski z Ernst & Young ocenia, że obecnie kredyty hipoteczne w portfelach kredytów zagrożonych stanowią zupełnie śladowe ilości — poniżej 1 proc. Łączna wszystkich należności, których banki nie odzyskały od klientów wynosi 23,6 mld zł, w tym 16 mld zł to należności stracone. Ernst & Young, który jest aktywnym graczem na rynku wierzytelności bankowych, spodziewa się, że po słabszym 2007, bieżący rok może być rekordowy pod względem sekurytyzacji przeprowadzonych w branży.

— Oceniamy, że nominalna wartość kredytów zagrożonych, które trafią na rynek, przekroczy 2 mld zł. Wystarczy jednak, że na czyszczenie portfela zdecyduje się Pekao, a kwota wzrośnie ponaddwukrotnie — mówi Arkadiusz Krasowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Prawo / Banki powinny znaleźć czas na refleksję kredytową