Banki reanimują opcje dla firm

Sylwia WedziukSylwia Wedziuk
opublikowano: 2013-09-26 00:00

Produkty finansowe: Banki usilnie promują opcje, ale rynek im nie sprzyja, a przedsiębiorcy jeszcze nie zapomnieli akcji sprzed kilku lat. Jeśli się decydują, to na najprostsze konstrukcje

Do tej pory trwa dyskusja, kto bardziej zawinił w przypadku opcji — czy przedsiębiorstwa, które się na takie transakcje decydowały, czy banki, które do tego zachęcały. Tak czy inaczej wiele firm poniosło ogromne straty i wciąż opcje nie kojarzą się najlepiej, tym bardziej że wracają echa tamtych spraw — ostatnio Sąd Najwyższy w wyroku dotyczącym spółki, która zawarła w 2007 r. umowę opcji walutowych, orzekł, że bank nie może zawrzeć w umowie warunków, które faworyzują go ze stratą dla klienta.

Promocje zrobiły swoje

Banki coraz głośniej twierdzą jednak, że opcje wracają do łask. Kilka lat temu nie tylko przedsiębiorcy zniechęcili się do korzystania z nich, ale też banki przestały je promować, a teraz śmielej zaczynają do tego wracać.

— Sytuacja zaczęła odwracać się od 2012 r. Banki znów bardziej zdecydowanie zaczęły sprzedawać opcje, jednocześnie mocniej selekcjonując i edukując klientów — mówi Jacek Bartosik, zastępca dyrektor departamentu skarbu w FM Banku PBP.

Przykładem jest Deutsche Bank, który pod koniec 2011 r. wprowadził do oferty DB Opcja na opcję, produkt umożliwiający importerowi albo eksporterowi przystępującemu do przetargu nabycie prawa do skorzystania z opcji walutowej w przyszłości. Niedawno z promocją na transakcje terminowe wystartował BRE Bank.

W ramach „Pakiet Forward + Opcja za 1 PLN” firma może zawrzeć opcję walutową, w której klient oprócz zabezpieczenia ryzyka kursowego dostaje możliwość korzystania z potencjalnego spadku (w przypadku importerów) lub wzrostu (eksporterzy) kursu danej waluty. Jak informuje BRE Bank, przy transakcjach np. o wartości 50 tys. EUR, koszt takiej opcji to nawet ponad 4000 zł, a w ramach promocji firma może zrealizować trzy takie transakcje za symboliczną złotówkę każda. Do dyspozycji są w tym wypadku pary walutowe EUR/PLN i USD/PLN. Przy tym banki proponują obecnie głównie proste produkty.

— W ostatnim czasie zmieniły metodę oferowania opcji — robią to w sposób bardziej transparentny, koncentrując się w ofercie na rozwiązaniach prostszych — potwierdza Maciej Czerwiński, menedżer linii produktowej Pochodne Walutowe w BRE Banku.

— Banki wycofały się ze skomplikowanych i asymetrycznych konstrukcji opcyjnych. Skupiły się raczej na prostych opcjach i bezpiecznych strukturach — wtóruje mu Jacek Bartosik.

Znaczący wzrost

Efekt? Klienci wracają. Przynajmniej zdaniem banków.

— Widzimy zmianę podejścia klientów korporacyjnych do transakcji opcyjnych. Po 2008 r. wiele firm się na opcje usztywniło i odrzucało je z automatu, nie rozważając plusów i minusów. W ostatnich latach przedsiębiorcy zwiększyli swoje kompetencje w tym zakresie, banki też wykonały swoją pracę, edukując klientów i w efekcie te firmy, które muszą się zabezpieczać przed ryzykiem kursowym, wracają do opcji — twierdzi Maciej Czerwiński.

— Stopniowo odbudowuje sie rynek opcji. Liczba transakcji opcyjnych w Deutsche Bank PBC, zawieranych przez klientów z segmentu średnich firm, powoli rośnie — uważa Tomasz Danelski, dyrektor Biura Sprzedaży Produktów Skarbowych w Deutsche Bank PBC. Przy tym zwyżki wyglądają imponująco.

— U nas przyrost klientów zawierających opcje w ciągu roku szacujemy na 20- -25 proc., ponieważ nie jest to podstawowy produkt w naszej ofercie. Jednak są banki, które akcjami sprzedażowymi i różnymi promocjami zwiększyły obrót opcjami 3-4-krotnie w ciągu roku — mówi Jacek Bartosik.

Jednak np. BRE Bank o poziomie wzrostu obrotu opcjami w ciągu ostatniego roku mówi niechętnie. — Obrót wzrósł znacząco. BRE Bank nie udziela tego typu informacji — ucina Maciej Czerwiński.

Trzy razy więcej, czyli trzy

Nie wszyscy podzielają entuzjazm banków. — Jeszcze dwa lata temu prawie nikt nie korzystał z opcji, więc jeśli obecnie bankom udało się zdobyć choćby kilku klientów, to mogą mówić o kilkakrotnym wzroście — twierdzi Marcin Ciechoński, dyrektor Departamentu Klientów Korporacyjnych i Strategicznych w Domu Maklerskim TMS Brokers.

Jego zdaniem, klienci wciąż pamiętają sytuacje sprzed kilku lat, do tego rynek złotegojest teraz stabilny, nie ma więc silnych bodźców do zabezpieczania ryzyka zmiany kursów. Do opcji zniechęca także wysoka premia, którą trzeba zapłacić z góry. — Jeśli zabezpieczamy za pomocą opcji kurs zbliżony do rynkowego na kwotę 300 tys. EUR, to koszt opcji może sięgać ok. 30-40 tys. zł — wylicza Marcin Ciechoński. Cena zależy m.in. od sytuacji na rynku walutowym.

— Generalnie opcja działa jak ubezpieczenie AC, które jest droższe w przypadku samochodów poruszających się po mieście, gdzie ryzyko wypadku jest większe i tańsze dla samochodów, których właścicielami są ludzie z mniejszych miejscowości. Dlatego nie warto decydować się na opcje, kiedy rynek walutowy jest niestabilny. Ceny mogą być wtedy bardzo wysokie — przestrzega Marcin Ciechoński. Jego zdaniem, wbrew temu, co twierdzą banki, nie ma dużej chęci ze strony firm do korzystania z opcji.

— Widzimy, że banki próbują reanimować ten rynek, przedsiębiorstwa często zgłaszają się do nas z prośbą o przeanalizowanie takich propozycji, ale decydują się na nie raczej niechętnie. Najczęściej wybierają forward — mówi Marcin Ciechoński. Uważa, że w walce banków o reanimację rynku opcji walutowych nie ma nic dziwnego.

— Są to dla nich bardzo wysokomarżowe produkty — zapewnia dyrektor. Przedsiębiorcy, którzy jednak decydują się na opcje, wybierają najprostsze produkty.

— Taka też jest intencja banków, aby nie powtórzyć błędów z czasu kryzysu, gdzie sprzedawano skomplikowane i złożone konstrukcje — zauważa Jacek Bartosik.

Im prostsze, tym bezpieczniej

Trudno się jednak nie zgodzić z bankami, że opcje to bezpieczna metoda zabezpieczenia ryzyka zmiany kursów walut, ponieważ dają prawo do nierealizowania kontraktu w przypadku niekorzystnej zmiany kursowej.

— Są jak ubezpieczenie — płacimy z góry składkę i jak się zdarzy szkoda, to dostaniemy odszkodowanie. Jedynym ryzykiem jest ewentualna utrata składki ubezpieczeniowej (premii opcyjnej), jeśli z ubezpieczenia nie skorzystamy — mówi Maciej Czerwiński.

— Oczywiście opcje są bezpieczne, jeśli stosujemy proste, a nie złożone konstrukcje — zauważa Jacek Bartosik.