Od 2011 r., kiedy weszła w życie tzw. ustawa antyspreadowa, umożliwiająca posiadaczom kredytów walutowych spłacanie rat nie tylko w złotych, internetowe kantory przyciągały klientów jak magnes. Nic dziwnego, bo oferowały konkurencyjne kursy walut, wygodę i szybkość obsługi. Walutomat.pl chwali się, że od stycznia do września obroty skoczyły o 134 proc. w porównaniu z sumarycznymi obrotami za poprzednie lata. Natomiast InternetowyKantor.pl ma 58 tys. klientów.

Dzisiaj na rynku funkcjonuje około 30 kantorów internetowych. Ale niektóre zaczynają odpadać z gry. Niedawno, zaledwie po roku od startu, działalność zakończyła platforma wymiany walut GOCash, należąca do DM TMS Brokers. W tym samym czasie o ograniczeniu działalności poinformowała Giełda Walut.
Problem z konkurencją i zaufaniem
Zdaniem Pawła Majtkowskiego, głównego analityka Expandera, przyczyną zamykaniasię niektórych firm umożliwiających wymianę walut w internecie może być fakt, że obecnie na tym rynku panuje bardzo duża konkurencja. Podobnego zdania jest Michał Czekalski, właściciel Internetowegokantoru.pl.
— Konkurencja jest duża, a marże bardzo niskie. To biznes skali. Tylko firmy, które mają duże obroty, mogą uzyskać zwrot z inwestycji — twierdzi Michał Czekalski.
Jego zdaniem, nakłady na funkcjonowanie kantorów internetowych też nie są małe — trzeba m.in. zapewnić i utrzymać IT, wdrożyć know-how, utrzymać zespół specjalistów. Do tego jednym z głównych problemów kantorów internetowych jest zaufanie — nie wszystkim klientom łatwo się przekonać do wymiany walut w internecie za pośrednictwem firm, które w żaden sposób nie są nadzorowane.
Warto jednak podkreślić, że do tej pory kantory online nie nadwyrężyły zaufania klientów.
— Aby na rynku przetrwać, trzeba przede wszystkim cieszyć się zaufaniem klientów, popartym kilkuletnią historią działalności, doświadczeniem i odpowiednim zapleczem technologicznym, by tego rodzaju transakcje obsłużyć sprawnie i bezpiecznie — mówi Dagmara Malinowska z serwisu Walutomat.pl.
Ale to nie historia działań i doświadczenie jest najważniejsze. Wątpliwości mogą budzić również stosowane przez kantory zabezpieczenia.
— Poza szyfrowaniem SSL, które stosują wszystkie serwisy, nieliczne wprowadziły dodatkowe zabezpieczenie w postaci autoryzacji poleceń wypłaty kodem z SMS — zauważa Rafał Łyczek, dyrektor zarządzający InKantor.pl.
Banki kopią dołki
Kantorom internetowym w drogę zaczynają wchodzić banki. Co prawda platformy internetowe w niektórych bankach działają dłużej niż niezależne kantory internetowe (np. R-Dealer Raiffeisena od 2009 r.), ale widać też zupełnie nowe inicjatywy. W lipcu kantor wymiany walut online stworzył Alior Bank, co może być początkiem nowego trendu.
— Banki wyczuły po prostu biznes — twierdzi Marcin Krasoń z Open Finance. Jego zdaniem, bankowy kantor posiada wszystkie zalety niezależnych kantorów online, ale nie ma ich wad.
— Banki są instytucjami zaufania publicznego i cieszą się sporym zaufaniem klientów. Ryzyko defraudacji jest więc zminimalizowane — mówi Marcin Krasoń.
Zdaniem Pawła Majtkowskiego, banki mogą zaoferować lepsze kursy (mogą, ale tego nie robią — patrz poniżej), ale trzeba też zwrócić uwagę na inne koszty.
— Większość niebankowych kantorów internetowych ma umowy z wieloma bankami i umożliwia bezpłatne przelewy pomiędzy nimi. W przypadku kantorów bankowych są one darmowe w ramach jednego banku, a przelewy na inne konta już obarczone prowizjami. Zwykle jest to atrakcyjna oferta dla kogoś, kto chce się poruszać w ramach jednego banku — mówi Paweł Majtkowski.
Żeby skorzystać z platformy Raiffeisena, trzeba otworzyć rachunek w tym banku, co pod pewnymi warunkami może być darmowe (odpowiednie wpływy i aktywa). Z platformy mogą korzystać tylko klienci Raiffeisena, a z kantoru Aliora wszyscy. Przy tym cenowo dla klientów i nieklientów chętnych do wymiany walut za pośrednictwem aliorowego kantoru nie ma różnicy. A konto można założyć i prowadzić bezpłatnie. Z kosztami przelewów już bywa różnie. W Raiffeisenie bezpłatny jest jeden przelew wychodzący miesięcznie we franku albo euro. Przelew euro regulowany kosztuje 5 zł, a w innej walucie 35 zł. W przypadku Aliora przelewy krajowe na rachunki własne i obce są darmowe, ale koszt przelewów walutowych może sięgać od 0 do 90 zł. Za darmo można przelać taką kwotę, jaką klient kupił w kantorze Aliora. Powyżej tej kwoty trzeba płacić.
W bankach nie jest taniej
Przez ostatnie 2 miesiące w większości banków wzrosła marża, dodawana do kurs sprzedaży franka szwajcarskiego. Czołówka najdroższych prawie się nie zmieniła (nadal są w niej Getin Bank, Polbank czy BOŚ), choć — co ciekawe — dołączył do niej Alior, debiutujący niedawno z kantorem online. Na początku września kurs sprzedaży był o 1,4 proc. wyższy od kursu sprzedaży w NBP, wczoraj o 3,4 proc. wyższy. Dla spłacających 500 CHF raty oznacza to 35 zł mniej w portfelu. [KZ]