Banki znów ciążą giełdom

Jacek Iskra
opublikowano: 2011-10-14 00:00

Bardzo krótko trwała euforia związana z nadziejami, że plany unijnych polityków wystarczą do uzdrowienia sektora w Europie

Dokapitalizowanie zachodnioeuropejskich banków, by wytrzymały niewypłacalność krajów z obrzeża strefy euro (m.in. Grecji), może się okazać dużo bardziej kosztowne, niż wydawało się inwestorom i politykom. Agencja Reuters, powołując się na nieoficjalnie źródła, poinformowała wczoraj, że sam Deutsche Bank, największy bank Niemiec, w przypadku zaostrzenia wymogów kapitałowych dla sektora bankowego będzie musiał zdobyć aż 9 mld euro. Cały sektor bankowy w Eurolandzie będzie potrzebował na ten cel nawet 270 mld euro. Zdaniem analityków Credit Suisse, podwyższenie wymogów kapitałowych banków do proponowanych przez Komisję Europejską 9 proc. będzie skutkowało tym, że największe europejskie banki, m.in. francuski BNP Paribas, brytyjski Royal Bank of Scotland czy właśnie Deutsche Bank, będą potrzebowały łącznie ponad 220 mld EUR. — W lipcowych próbach wytrzymałościowych KE, przy wymogach kapitałowych na poziomie 5 proc., testów nie zdawały tylko nieliczne banki. Przy podniesieniu poprzeczki do 9 proc. nie zdałoby ich aż 67 na 90 badanych — mówi Łukasz Wróbel, analityk Noble Securities.

Znów w odwrocie

Czwartkowa wiadomość popsuła humory inwestorom i zatrzymała sześciodniowy wzrost indeksów na świecie, który zapowiadał się obiecująco. Frankfurcki DAX spadł wczoraj o 1,4 proc., głównie na fali przecen akcji tamtejszych banków. Walory Deutsche Banku staniały o 5,6 proc., a konkurencyjnego Commerzbanku o 4,8 proc. Indeksy naszej giełdy poszły śladem niemieckiej, choć nasze banki nie wymagają dokapitalizowania. WIG20 stracił 1,9 proc., a największe banki taniały o 1-2 proc. Inwestorzy z większą ostrożnością podeszli też do wspólnej waluty — kurs EUR/ USD spadł o 0,5 proc. (więcej s. 19). Josef Ackermann, szef Deutsche Banku, nie chciał wczoraj komentować doniesień o potrzebach kapitałowych swojej instytucji. Przyznał jedynie, że ma wątpliwości, czy powszechna rekapitalizacja banków pomoże rozwiązać kryzys zadłużenia. — To nie stan kapitałów jest problemem, ale fakt, że obligacje państw tracą status bezpiecznych aktywów — mówił Josef Ackermann.

Jak zdobyć pieniądze

Zgodnie z przedstawionym dzień wcześniej przez Jose Manuela Barosso, szefa Komisji Europejskiej (KE), zarysem planu dofinansowania europejskich banków, chodzi o podwyższenie bezpiecznego poziomu płynności finansowej banków. Te banki, które takiego bezpieczeństwa nie gwarantują, muszą zostać dokapitalizowane i przez najbliższy czas nie powinny wypłacać dywidend i premii. Według nieoficjalnych informacji, KE ma zaproponować, by europejskie banki w ciągu najbliższych lat utrzymywały stosunek kapitału podstawowego Core Tier 1 (czyli tego, z którego pokrywane są straty banków) do wartości ważonych ryzykiem aktywów na poziomie 9 proc. Ile tego kapitału banki dostaną od rządów, a ile będą musiały zdobyć same — nie wiadomo. Obecnie współczynnik wypłacalności banków wynosi 8 proc., z czego tylko połowa to kapitały Tier 1. — Trudno sobie wyobrazić, by banki mogły pozyskać aż tak duże pieniądze od dotychczasowych akcjonariuszy. Teoretycznie można uzyskać fundusze od inwestorów z Bliskiego Wschodu czy Chin. Jednak najbardziej prawdopodobne wydaje się, że banki będą musiały wziąć na siebie część strat z tytułu obligacji greckich czy irlandzkich, licząc, że w jakimś stopniu zostaną one wyrównane z Europejskiego Funduszu Stabilizacyjnego — ocenia Łukasz Wróbel.

Długi a sprawa Polska

Kłopoty kapitałowe europejskich banków nie dotyczą polskich instytucji finansowych. Mimo to akcje polskich banków spadały. Słusznie? — Teoretycznie ta sprawa naszych banków nie dotyczy. Kapitały największychpolskich banków przekraczają 10 proc., a w niektórych przypadkach nawet 15 proc. — mówi Szymon Ożóg, szef działu analiz banku Espirito Santo Investment. Dodaje jednak, że ten medal ma dwie strony. Zagraniczne banki, obecne w Polsce mogą przykręcić swoim polskim spółkom śrubę kredytową, tłumacząc się kłopotami kapitałowymi. — Mieliśmy już z tym do czynienia w latach 2008-09. W końcu takie grupy jak BNP Paribas, Societe Generale czy też Commerzbank, szukając kapitałów, mogą wystawić na sprzedaż część swoich aktywów, np. tych w Polsce. Te, które planowały akwizycje, mogą się z nich wycofać — dodaje Szymon Ożóg.

Słowacja za funduszem

Nastroje na rynkach finansowych niewiele poprawiła decyzja słowackiego parlamentu — najwyraźniej inwestorzy spodziewali się jej. Zatwierdził on w końcu reformę Europejskiego Funduszu Stabilizacji Finansowej (EFSF), kończąc tym sposobem jej ratyfikację przez wszystkie państwa strefy euro. We wtorek plan reformy EFSF, przewidujący m.in. zwiększenie udziału Słowacji w funduszu z 4,4 do 7,7 mld euro, przepadł w parlamencie 21 głosami (przeciwnicy argumentowali, że najbiedniejszy kraj strefy euro, nie powinna spłacać długów bogatszych państw, takich jak Grecja czy Włochy). Głosowanie było też powiązane z wotum zaufania dla rządu Ivety Radiczovej. EFSF jest jednym z głównych instrumentów walki z ogarniającym Europę kryzysem finansowym. Trwająca reforma polega na zwiększeniu jego uprawnień i środków finansowych pozostających w jego dyspozycji. Do wejścia w życie reformy potrzebna jest jednomyślność państw eurolandu.

Liczby, które straszą inwestorów

9 mld EUR Tyle potrzebuje Deutsche Bank, by sprostać nowym wymogom kapitałowym.

270 mld EUR To potrzeby kapitałowe banków w całej Europie Zachodniej.

5 proc. O tyle spadały wczoraj akcje największych niemieckich banków — Deutsche Banku i Commerzbanku.

400 mln EUR Tyle kosztowały dotychczas inwestycje Deutsche Banku w obligacje Grecji.

KOMENTARZ

Pieniądze na stół

Europejscy politycy kontynuują festiwal pustych, nic nie wnoszących zapowiedzi działań, które zostaną podjęte w przyszłości. Rynki finansowe natomiast biorą je za dobrą monetę, nie zwracając uwagi na totalny brak szczegółów i ignorując przy okazji ogromną różnicę zdań poszczególnych krajów na rozwiązanie problemu kryzysu długu w Europie.

Wszystko zaczęło się od niedzielnego spotkania Angeli Merkel, kanclerz Niemiec, z Nicolasem Sarkozym, prezydentem Francji. Obie strony twardo zadeklarowały, że trzeba koniecznie dokapitalizować europejskie banki. Szacuje się, że będzie to wymagało znalezienia średnio 200 mld EUR. Berlin i Paryż nie wskazały jednak źródła pochodzenia tego kapitału.Angela Merkel i Nicolas Sarkozy sprzedali jedynie inwestorom obietnicę, że do końca października przygotują konkretny plan. Rynki w to uwierzyły.

W środę podobny manewr powtórzył Jose Manuel Barroso, szef Komisji Europejskiej. Zamiast, jak spekulowały media dzień wcześniej, przedstawić plan dokapitalizowania banków, powiedział, że zdecydują o tym nadzory krajowe, a banki same mają szukać kapitałów. Dopiero gdy to się nie uda, zostaną dokapitalizowane przez rządy lub w ostateczności przez Europejski Fundusz Stabilności Finansowej (EFSF). Nie było ani słowa o tym, że znalezienie około 200 mld EUR w krótkim czasie na rynku będzie trudne, a dokapitalizowanie przez rządy może się skończyć cięciem ratingów. Pomimo to rynki kupiły „plan” Barroso.

Ten wzrost napędzany nadziejami prędzej czy później się zakończy, a wówczas inwestorzy zażądają, by pokazać im pieniądze na dokapitalizowanie banków lub wskazać konkretną ścieżkę zlewarowania EFSF. Te oczekiwania nie zostaną spełnione i wróci nerwowość. Jednak na razie dobre nastroje się utrzymują i tak może być do początku listopada, gdy odbędzie się szczyt przywódców G20, a Europejski Bank Centralny będzie obradował pod przewodnictwem nowego prezesa. Sezon wyników kwartalnych w USA będzie odwracać uwagę od europejskich problemów.

Marcin Kiepas

analityk X-Trade Brokers