Banków sposób na nadzór

Eugeniusz Twaróg
03-09-2010, 00:00

Bankowcy liczą, że zmiękczą stanowisko nadzorcy, ale też szukają wyjścia awaryjnego. Jedno jest. Kontrowersyjne.

KNF zawzięła się na kredyty walutowe. Zostanie przechytrzona?

Bankowcy liczą, że zmiękczą stanowisko nadzorcy, ale też szukają wyjścia awaryjnego. Jedno jest. Kontrowersyjne.

Dzisiaj bankowcy spotykają się z Komisją Nadzoru Finansowego (KNF), żeby przekonać ją do złagodzenia stanowiska w sprawie kredytów walutowych. Trudno powiedzieć, czy coś wskórają. W KNF górę wzięła "frakcja talibów", którym kredyty w walucie obcej stały się naprawdę obce. Możliwe, że za rok, półtora ten rodzaj kredytu — jeśli zupełnie nie zniknie z rynku — będzie limitowany jak talony na auta w PRL.

Krótko, po żołniersku

Dotarliśmy do odpowiedzi, jakiej KNF udzieliła bankom na ich uwagi odnośnie do tzw. rekomendacji S kwadrat. Na 53 sugestie nadzorca zaakceptował 20, w sprawie zapisów o trzecio- i drugorzędnym znaczeniu. Ani na jotę nie zmienił stanowiska w sprawach kluczowych: ograniczenia poziomu sprzedaży kredytów walutowych do 50 proc. wartości portfela, liczenia zdolności kredytowej maksymalnie do 25-letniego okresu kredytowania oraz kalkulowania zdolności kredytowej, opierając się na spodziewanym spadku dochodów (gdy kredytobiorca przejdzie na emeryturę). Na długie wywody banków KNF odpowiada krótko, po żołniersku. Co do 50-procentowego limitu nadzorca stwierdza: "Stoimy na stanowisku, że kredyt hipoteczny w walucie obcej stwarza istotne ryzyko dla sektora bankowego, stąd też nasze działania zmierzają w kierunku ograniczenia tego typu kredytów". I z naciskiem dodaje: "Jednocześnie podkreślamy, że istnieją przykłady państw, które całkowicie zakazały udzielenia kredytów walutowych, np. Austria".

Na argument banków, że nie można przyjmować 25 lat za maksymalny okres, dla jakiego można liczyć zdolność kredytową, ponieważ standardowy okres kredytowania wynosi obecnie 30-35 lat, komisja odpowiada krótko pytaniem, co to jest "standardowy okres kredytowy". Tłumaczenia, że przejście na emeryturę nie oznacza automatycznego spadku dochodów, zbija stwierdzeniem: "Racjonalne przesłanki ekonomiczne wskazują, że emeryci powinni należeć do grupy kredytobiorców podlegających bardziej ostrożnej ocenie".

I kijem go, i pałką

Rekomendacja S kwadrat jest tylko jednym z narzędzi, jakimi KNF chce się dobrać do kredytów walutowych. Przygotowuje również inne, wcale nie mniej mocne instrumenty. Na dzisiejszym spotkaniu banki chcą omówić z nadzorcą projekt uchwały "w zakresie szczegółowych zasad wyznaczania wymogów kapitałowych z tytułu poszczególnych rodzajów ryzyka". KNF proponuje, żeby waga ryzyka dla kredytów walutowych, zabezpieczonych, wzrosła z 75 proc. do 100 proc.

— Kredyty hipoteczne stałyby się bardziej kapitałożerne, jak kredyty bez zabezpieczeń —tłumaczy jeden z bankowców.

Jeśli uchwała wejdzie w takim kształcie w życie, to wiele banków, "po sufit" upakowanych w walutę, będzie musiało podwyższyć kapitały, żeby utrzymać współczynnik wypłacalności na bezpiecznym poziomie.

— W naszym przypadku zakładany poziom dokapitalizowania wzrósłby trzykrotnie w stosunku do pierwotnych planów — mówi przedstawiciel jednego z banków.

Bankowcy już wcześniej protestowali przeciw takiemu zapisowi, jednak bez efektu. Branża oswaja się z myślą, że uchwała wejdzie w życie, licząc, że nadzorca opóźni ten moment przynajmniej o rok.

Bankowcy wciąż wierzą, że uda się zmiękczyć nastawienie KNF w sprawie kredytów walutowych.

— Mam nadzieję, że komisja zmieni swoje nastawienie przynajmniej w kwestii 50-procentowego limitu, który będzie ograniczony nie do całego istniejącego już portfela, lecz nowej sprzedaży — mówi zastrzegając sobie anonimowość szef detalu w jednym z liczących się banków na rynku hipotecznych kredytów walutowych.

Bankowcy mają sposób

Chociaż pozycja negocjacyjna bankowców jest słaba (tym bardziej że na kredyty walutowe zawzięły się nie tylko KNF, ale również Ministerstwo Finansów i Narodowy Bank Polski), to jednak nie są zupełnie bezbronni. Sygnalizują to w piśmie wysłanym przed miesiącem do KNF: "Ograniczenie dostępu klientów do kredytu krajowego może skutkować zwiększonym finansowaniem polskiej gospodarki kredytem zagranicznym, udzielanym w formie transgranicznej". Kilka banków już zastanawia się, jak obejść rekomendację S, gdyby weszła w życie w restrykcyjnej wersji.

— Spółka matka mogłaby otworzyć w Polsce oddział i poprzez spółkę córkę udzielać kredytów walutowych na własną książkę. Bruksela promuje przecież transgraniczne usługi finansowe — mówi szef jednego z banków.

Bankowcy sprawdzają, czy jest to możliwe z prawnego punktu widzenia. Zagraniczni inwestorzy, kupując polskie banki, zwykle zobowiązują się wobec nadzorcy, że nie będą na rynku prowadzić równocześnie konkurencyjnej działalności. Pytanie, czy kredyty hipoteczne objęte prohibicją byłyby konkurencyjnym produktem wobec złotowych? Inna sprawa, że taki krok oznaczałby wejście na ścieżkę wojenną z KNF.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Banków sposób na nadzór