Dzisiaj bankowcy spotykają się z Komisją Nadzoru Finansowego (KNF), żeby przekonać ją do złagodzenia stanowiska w sprawie kredytów walutowych. Trudno powiedzieć, czy coś wskórają.
Dotarliśmy do odpowiedzi, jakiej KNF udzieliła bankom na ich uwagi odnośnie do tzw. rekomendacji S kwadrat. Na 53 sugestie nadzorca zaakceptował 20, w sprawie zapisów o trzecio- i drugorzędnym znaczeniu. Ani na jotę nie zmienił stanowiska w sprawach kluczowych: ograniczenia poziomu sprzedaży kredytów walutowych do 50 proc. wartości portfela, liczenia zdolności kredytowej maksymalnie do 25-letniego okresu kredytowania oraz kalkulowania zdolności kredytowej, opierając się na spodziewanym spadku dochodów (gdy kredytobiorca przejdzie na emeryturę).
Rekomendacja S kwadrat jest tylko jednym z narzędzi, jakimi KNF chce się dobrać do kredytów walutowych. Przygotowuje również inne, wcale nie mniej mocne instrumenty. Na dzisiejszym spotkaniu banki chcą omówić z nadzorcą projekt uchwały "w zakresie szczegółowych zasad wyznaczania wymogów kapitałowych z tytułu poszczególnych rodzajów ryzyka". KNF proponuje, żeby waga ryzyka dla kredytów walutowych, zabezpieczonych, wzrosła z 75 proc. do 100 proc.
Jeśli uchwała wejdzie w takim kształcie w życie, to wiele banków, "po sufit" upakowanych w walutę, będzie musiało podwyższyć kapitały, żeby utrzymać współczynnik wypłacalności na bezpiecznym poziomie.
Bankowcy już wcześniej protestowali przeciw takiemu zapisowi, jednak bez efektu. Branża oswaja się z myślą, że uchwała wejdzie w życie, licząc, że nadzorca opóźni ten moment przynajmniej o rok.
Więcej w piątkowym "Pulsie Biznesu"