Okazuje się, że najczęstszym powodem są nietrafione inwestycje. Na kolejnych miejscach znalazły się zatory płatnicze oraz bankructwa kontrahentów. — Z naszych analiz wynika, że problemy z płatnościami opóźnianymi o co najmniej 60 dni zgłasza wciąż połowa firm. Jednocześnie przedsiębiorcy często nie zdają sobie sprawy, że do upadłości mogą doprowadzić nieuregulowane należności, wynoszące już 20-30 proc. rocznego przychodu. Nawet ci kontrahenci, którzy wydają się wiarygodni i wypłacalni, w rzeczywistości mogą mieć kłopoty finansowe i od dawna widnieć w rejestrach dłużników — mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.
