W lutym upadło 60 firm — informuje Euler Hermes na podstawie oficjalnych danych z Monitora Sądowego i Gospodarczego. Ich bilans to ponad 700 mln zł obrotu i ponad 1200 zatrudnionych osób. Rok temu w lutym upadłości było 72.
Przy tym najświeższe bankructwa to głównie drobne firmy — o zasięgu regionalnym albo tylko lokalnym. Większych bankrutów było tylko dwóch — kasy oszczędnościowe i hurtownik paliw. Ich obrót sięgał 540 mln zł, co oznacza, że pozostałe 58 firm, które upadło, miały łączny obrót na poziomie 240 mln zł.
W podziale na branże ubezpieczyciel zaobserwował spadek liczby bankructw w branży budowlanej, których było zaledwie 6. Zdaniem Tomasza Starusa, członka zarządu Euler Hermes, nie oznacza to, że budownictwo nie ma już kłopotów.
— Spodziewamy się, że w perspektywie całego roku branża budowlana będzie mierzyć się z podobnymi wyzwaniami i osiągać podobne wyniki jak w roku ubiegłym. Będziemy mieli do czynienia ze wzrostem, ale umiarkowanym i wiążącym się z pewnymi zagrożeniami — zwłaszcza w sektorze dystrybucji materiałów budowlanych: kondycja hurtowników nie tylko nie poprawiła się w stosunku do 2014 r., ale nawet pod względem przepływów finansowych jest ona gorsza, co może wpływać na wyniki producentów — mówi Tomasz Starus.
Ubezpieczyciel zwraca także uwagę na rosnącą liczbę upadłości spedytorów. Liczba bankructw wzrosła także w branży produkcyjnej (14) i usługach (19). Nie zmieniła się w hurcie. Problemy mają tu przede wszystkim firmy handlujące paliwem oraz motoryzacyjne.
— Szczególnie dealerzy niezrzeszeni w większych grupach, w mniejszym stopniu nastawieni na rynek flotowy — uważa Grzegorz Hylewicz, dyrektor windykacji w Euler Hermes.
Z analizy wynika ponadto, że liczba bankructw nie rośnie na Podkarpaciu i w Małopolsce, wzrosła natomiast na Śląsku, Pomorzu i Kujawach.