Bar "W oficynie": prawie domowo

Jarosław Królak
opublikowano: 2002-05-10 00:00

Czasem nazwa może być bardzo myląca. Bo i bar, i w oficynie. Trudno ukryć, że zestawienie nie najlepiej się kojarzy, a już w najmniejszym stopniu z restauracją, w której można naprawdę przyzwoicie zjeść. W tym przypadku warto jednak nie sugerować się skojarzeniami, lecz zabłądzić na podwórko ukryte za jedną z licznych bram ulicy Chmielnej i odnaleźć w nim niewielki lokalik. Nastrojowe, utrzymane w ciemnozielonej tonacji wnętrze zachęca do schowania się przed upałem, choć zwolennicy jadania na świeżym powietrzu mogą skorzystać ze stolików na zewnątrz.

Menu, choć także niewielkie, zostało wzbogacone o zestawy śniadaniowe, które można sobie zmodyfikować wedle upodobań. Smakosze znajdą tu też kilka rodzajów makaronów oraz typowo polskich pierogów. Ponieważ jednak nie śniadanie było celem mojej wizyty w tej restauracyjce, a na pasty i pierogi nie miałem ochoty, zacząłem od naprawdę sporej porcji sałaty hawajskiej z kurczakiem, ananasem i różowym sosem. Niczego sobie. Spokojnie przeszedłem do zup. Rosół okazał się delikatny, jednak nie był rewelacyjny. Godny polecenia jest natomiast żurek z białą kiełbasą i jajkiem. Pycha.

Nie mogłem też nic zarzucić ani łososiowi z rusztu, ani pstrągowi na chrupko z sosem ziołowym. Dania te były spore, przyjemne dla oka i podniebienia, ale ciekawszą w smaku kompozycją okazał się kurczak w sosie winnym. Odniosłem jednak wrażenie, że wszystkim tym specjałom, mimo ich delikatności i świeżości, brakowało jakiegoś charakterystycznego akcentu. Zdecydowałem się więc na polecaną przez szefa kuchni kaczkę pieczoną z jabłkiem i żurawiną, a ta okazała się mieć charakterek. Smakowita. Żałowałem jedynie, że porcja wielkością niemalże dorównująca talerzowi i pozbawiona kości, zawierała mnóstwo części według mnie niejadalnych. Wymieniać nie będę.

Na pocieszenie zamówiłem sobie sernik waniliowy z sosem czekoladowym. I tu, muszę przyznać, poczułem się zaskoczony. Bardzo mile. Porcja była olbrzymia i przepyszna. Sernik rozpływał się w ustach.

Sympatyczna obsługa po zakończeniu uczty przyniosła mi nie tylko rachunek, ale też kieliszek wiśniowej nalewki, której nie zamawiałem. Bardzo sympatyczny gest. Równie przyjemny okazał się fakt, że suma widniejąca na rachunku nie spustoszyła zbytnio mojego portfela.

Agnieszka Szybilska, szef kuchni, poleca kaczkę pieczoną z jabłkiem i żurawiną

Składniki:

kaczka (2 kg),

3 średnie ziemniaki, żurawina,

jabłko,

warzywa z wody,

czerwone wino

Marynujemy kaczkę przez 24 godziny. Dusimy pod

przykryciem przez 2 godziny. Po lekkim wystudzeniu luzujemy z kostek i zapiekamy w piecu, aż skóra będzie rumiana i chrupka. Podajemy

z pieczonym jabłkiem i żurawiną oraz ziemniakami przesmażonymi

z czosnkiem.