Popyt amerykańskich konsumentów na towary jest ogromny i nie ustaje. Produkcja przemysłowa stara się nadążyć, choć nie daje rady. W normalnych warunkach byłyby to bardzo pozytywne informacje. Aż tak silny popyt w USA może jednak wzmagać problemy inflacyjne innych krajów, w tym Polski. Nie chodzi tylko o braki towarów w światowym systemie produkcyjnym, ale też o osłabienie walut rynków wschodzących do dolara.

W październiku sprzedaż detaliczna wzrosła w Stanach Zjednoczonych o 0,7 proc. wobec września i 9,5 proc. rok do roku. Sprzedaż jest też o 14 proc. wyższa niż przed dwoma laty. Są to wszystko dane wyraźnie lepsze od oczekiwań. Ekonomiści rynkowi oczekiwali, że wysoka inflacja i pogarszające się nastroje konsumenckie przytemperują popyt. Nic z tego.
Najważniejsze, że sprzedaż jest wciąż dużo wyższa niż trend sprzed kryzysu. Takiego wzrostu nie było nigdy, od kiedy dostępne są dane, czyli od pierwszej połowy lat 90. Ilość kupowanych towarów przekracza możliwości wytwórcze światowego przemysłu i systemu logistycznego. To powinno pociągnąć duże inwestycje w przemyśle i pomóc w relokacji aktywów w gospodarce w kierunku najbardziej dynamicznych sektorów. Od kiedy jednak na świecie palący stał się problem inflacji, ten gigantyczny popyt w USA zaczyna nie tylko ocieplać światową gospodarkę, ale wręcz ją parzyć.
Produkcja w Stanach Zjednoczonych również rośnie. W październiku po raz pierwszy poziom produkcji przekroczył wielkość z lutego 2020 r., czyli ostatniego miesiąca przed pandemią. Wzrost jest wolniejszy niż w pierwszej połowie roku, częściowo z powodów ograniczeń podażowych, a częściowo z powodu faktu, że popyt konsumpcyjny zaspokajany jest przez producentów z innych krajów. Jest jednak szybszy od oczekiwań.
Pojawiające się niedawno głosy, że USA mogą wchodzić w krótką recesję, należy uznać za nietrafione. Na razie amerykańska gospodarka wręcz przyspiesza po słabszym trzecim kwartale.
Za dobrymi danymi podąża naturalnie kurs dolara. We wtorek w Polsce dolar był najdroższy od maja 2020 r.– kosztował 4,1 zł. Amerykańska waluta umacnia się wobec większości innych walut, chociaż wobec złotego szczególnie mocno. Z zestawienia Bloomberga wynika, że złoty należy do najsłabszych walut na świecie w tym roku.
I tutaj pojawia się problem. Presja ze strony umacniającego się dolara będzie znacząco komplikować walkę z inflacją w takich krajach jak Polska. Drogi dolar oznacza droższe surowce, co szybko przełoży się na ceny konsumpcyjne. Na szczęście w ostatnich tygodniach rajd cen surowców ustał, ale bez względu na to słaby złoty oznacza wyższą inflację niż mocny złoty. Może więc to też oznaczać wyższe stopy procentowe.
Warto zauważyć, że mimo już wyraźnych podwyżek stóp w Polsce złoty wciąż słabnie. Może to oznaczać, że rośnie tzw. premia za ryzyko, czyli dodatkowy zwrot z inwestycji, którego żądają inwestorzy w warunkach podwyższonej niepewności. Wzrost premii za ryzyko nie jest dobry dla gospodarki, bo podnosi koszt pozyskania kapitału.
Nie ma na razie powodów do nadmiernych obaw. Trzeba jednak dostrzec, że na horyzoncie kształtuje się ryzyko nieprzyjemnych wstrząsów makroekonomicznych związanych z zacieśnieniem polityki pieniężnej w USA.