Bat na zatory, nadzieja na waloryzację

Katarzyna KapczyńskaKatarzyna Kapczyńska
opublikowano: 2019-01-27 22:00

Resort przedsiębiorczości ma nowy projekt prawa zamówień publicznych. Wykonawcy liczą, że poprawi rentowność kontraktów

Z tego artykułu dowiesz się

  • Jakie zmiany przewidziano w prawie zamówień publicznych
  • Na jakie korzyści ze zmian liczą przedsiębiorcy
  • Jakie zastrzeżenia ma rynek do planowanych zmian

Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii (MPiT) od września ubiegłego roku prowadzi konsultacje i uzgodnienia dotyczące ustawy zapobiegającej zatorom płatniczym. Nie wiadomo, kiedy przemierzy ona ścieżkę legislacyjną, a ministerstwo przygotowało już kolejną — tym razem dotyczącą zamówień publicznych. Jej wdrożenie może poprawić rentowność kontraktów i płynność przedsiębiorców, zmniejszy jednak płynność w samorządach.

W NIM NADZIEJA:
W NIM NADZIEJA:
Publiczni zamawiający zaproponowali wykonawcom indeksację nowych umów. Od miesięcy nie udało się natomiast opracować zasad waloryzacji bieżących. Przedsiębiorcy mają nadzieję, że umożliwi to nowe PZP autorstwa Mariusza Haładyja, wiceministra przedsiębiorczości i technologii.
Fot. Marek Wiśniewski

Obowiązkowe zaliczki

Jedna z propozycji nowego prawa zamówień publicznych (PZP) autorstwa MPiT dotyczy obligatoryjnego wypłacania przez zamawiających zaliczek oraz częściowych płatności w kontraktach trwających dłużej niż 12 miesięcy.

— To bardzo dobre rozwiązanie. Realizacja kontraktu z zaliczką zazwyczaj jest tańsza — podkreśla Piotr Kledzik, prezes PORR.

Marcin Lewandowski, prezes Trakcji PRKiI, przypomina, że duzi zamawiający, tacy jak Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) oraz PKP Polskie Linie Kolejowe (PLK), od dawna wypłacają zaliczki. Trudniej natomiast uzyskać je np. w kontraktach samorządowych. Wprowadzenie ich w tych zamówieniach ułatwi realizację prac, zwłaszcza mniejszym firmom. Chętniej podejmą współpracę z samorządami.

— Niewątpliwie regulacje, które zagwarantują firmom dostęp do zaliczek i częściowych płatności, otworzą rynek zamówień publicznych małym i średnim firmom, które nie mają dużej zdolności kredytowej. W skali całego kraju znacząco zwiększy to rynek wykonawców, a ostatnio samorządy boleśnie odczuły trudności z dostępem do nich — mówi Witosław Gibasiewicz, prezes spółki komunalnej ZGO w Jarocinie, były wiceburmistrz tego miasta.

Przypomina, że każdy zamawiający przystępując do przetargu musi mieć zabezpieczony budżet na inwestycję.

— Wyzwanie może stanowić natomiast zagwarantowanie sobie płynności, która pozwoli na wypłacenie wykonawcy zaliczki. Niektóre samorządy ten obowiązek może zniechęcić do planowania nowych inwestycji, ale, co trzeba podkreślić, z takich rozwiązań niektóre samorządy i ich spółki korzystają już od dawna, wychodząc naprzeciw wykonawcom. Do tej pory były one jednak dobrowolne — dodaje Witosław Gibasiewicz.

Daria Ostrowska, kierowniczka Wydziału Zamówień Publicznych w Urzędzie Miasta Ciechanów, uważa, że nowe regulacje to ukłon w kierunku wykonawców, które powinny korzystnie wpłynąć na rynek, ale ma zastrzeżenia.

— Gmina do tej pory nie korzystała z takich rozwiązań jak zaliczka na poczet realizacji danego zamówienia. W żadnej umowie miasta z wykonawcą nie były one przewidziane. Zdarza się natomiast, że, aby ułatwić realizację zadania wykonawcy, w długoterminowych umowach zobowiązywaliśmy się do tzw. częściowych płatności, które firma otrzymywała wraz z realizacją harmonogramu prac. Wprowadzenie obowiązku takich form płatności nie powinno jednak zwalniać wykonawcy z wykazania się różnego rodzaju zabezpieczeniami finansowymi czy gwarancją dostępu do odpowiednich zasobów, np. kadrowych, które potwierdzą jego potencjał do realizacji danego zamówienia — uważa Daria Ostrowska.

Przyśpieszone płatności

Przedsiębiorcy mają nadzieję, że wprowadzenie obowiązkowych częściowych płatności przyczyni się do ograniczenia zatorów płatniczych, choć zastrzegają, że ocena rozwiązań będzie możliwa dopiero po szczegółowej analizie projektu. Marcin Lewandowski podkreśla, że poprawią one sytuację finansową wykonawców i podwykonawców, jeśli będą realizowane na podstawie przejściowych świadectw płatności, wystawianych po inwentaryzacji wykonanego etapu prac i oświadczeniu wykonawcy o ich jakości, spełnieniu norm technicznych i zapisów SIWZ. Obecnie w wielu kontraktach wykonawcy otrzymują wynagrodzenie po zrealizowaniu jakiegoś etapu prac i przeprowadzeniu dogłębnych badań technicznych, które czasem trwają bardzo długo, np. w branży energetycznej nawet pół roku. W tym czasie wykonawcy i podwykonawcy czekają na pieniądze za wykonane prace.

Dariusz Blocher, prezes Budimeksu, wielokrotnie podkreślał, że taki system generuje zatory płatnicze i apelował o jego zmianę. Barbara Dzieciuchowicz, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa, przypomina, że już w ubiegłym roku, kiedy urzędnicy i eksperci dyskutowali o zmianach w PZP izba proponowała powiązanie wypłaty częściowego wynagrodzenia wykonawcy z momentem powstania obowiązku podatkowego. Zazwyczaj bowiem po oddaniu etapu robót wykonawca musi opłacić daniny publiczne, czekając na wynagrodzenie do czasu zweryfikowania jakości prac. Izba wnioskowała, by przedsiębiorca nie czekał na pieniądze dłużej niż dwa miesiące.

Zachęta do ugody

Sytuację finansową wykonawców mogą też poprawić inne rozwiązania proponowane w PZP. Planowane jest utworzenie nowej komórki przy Krajowej Izbie Odwoławczej. Jej zadaniem będzie „prowadzenie postępowania koncyliacyjnego, którego wynikiem może być zawarcie ugody przez zamawiającego i wykonawcę w przypadku sporu o znaczącej wartości, wynikającego z realizacji umowy zawartej w wyniku udzielonego zamówienia publicznego”. Marcin Lewandowski ma nadzieję, że dzięki temu wykonawcom i zamawiającym łatwiej będzie zawrzeć ugodę dotyczącą waloryzacji bieżących kontraktów budowlanych, które utraciły rentowność w wyniku podwyżek cen materiałów budowlanych i robocizny.

OKIEM PRAWNIKA

Mam zastrzeżenia

KATARZYNA KUŹMA, partner w Kancelarii Domański Zakrzewski Palinka

Problem waloryzacji kontraktów budowlanych należy szybko rozwiązać. Nie jestem jednak przekonana, czy stworzenie przy Krajowej Izbie Odwoławczej specjalnej komórki tylko po to, by rozwiązywała te ważne, bieżące problemy, jest właściwe i sprawdzi się w przyszłości, w innych realiach rynkowych. Rozstrzyganie spraw przez taki podmiot może zająć sześć miesięcy. W tym okresie strony mają zamkniętą drogę dochodzenia roszczeń w sądzie. Ponoszą też koszty postępowania. Moje zastrzeżenia budzi głównie wprowadzenie obligatoryjnego rozstrzygania spraw przed nową komisją. Takie rozwiązanie może być niekorzystne dla rynku. Jest niezasadne w sytuacji, kiedy któraś ze stron i tak żadnej ugody zawrzeć nie zamierza. Nie wiadomo też, czy porozumienia zawarte przed nową komórką będą akceptowane przez instytucje kontrolne, weryfikujące wydatkowanie funduszy unijnych czy budżetowych. Będzie to można ocenić dopiero po szczegółowej analizie projektu.