Zarząd Swarzędza stawia sprawę jasno: albo inwestorzy znajdą co najmniej 10 mln zł, albo spółka złoży wniosek o upadłość.
Jeszcze tylko podczas dzisiejszej sesji można kupować akcje Swarzędza, wielkopolskiej fabryki mebli, z prawem poboru nowej emisji.
— Jeśli nie uda się zebrać z emisji co najmniej 10 mln zł, zarząd złoży wniosek o upadłość. Dalsza działalność nie będzie miała sensu — mówi Jarosław Król, od wczoraj prezes Swarzędza.
Apetyt na 35 mln zł
W pierwszym półroczu strata przekroczyła 12 mln zł, a sprzedaż zamknęła się kwotą 1,9 mln zł. Emisja ma odwrócić trend. Inwestorzy mogą kupić ponad 53 mln walorów po 0,65 zł. Właścicielowi jednej starej akcji przysługuje jedno prawo poboru czterech nowych. Subskrypcja potrwa do 17 września. Sprzedaż wszystkich walorów spowoduje, że spółka otrzyma prawie 35 mln zł.
— Wpływy ze sprzedaży akcji zostaną wykorzystane na spłatę zobowiązań (24,6 mln zł) i zasilenie kapitału obrotowego (10 mln zł) — wyjaśnia Jarosław Król.
Zarząd Swarzędza obiecuje restrukturyzację. W tym tygodniu mają pojawić się pierwsze informacje o rozmowach z wierzycielami o redukcji długu. Zarząd grozi, że jeśli nie dogada się z nimi, spółka zbankrutuje. A jeśli się dogada?
— Mamy najbardziej znaną i cenioną markę w branży meblowej i na jej podstawie będziemy budować siłę spółki. Zostawimy w firmie tylko jeden zakład produkcyjny, 70 proc. produkcji będziemy zlecać na zewnątrz — dodaje Włodzimierz Ehrenhalt, wiceprezes Swarzędza.
Tajemniczy inwestorzy
Spółka chce rozszerzyć profil produkcji i rozbudować sieć sprzedaży. Meble Swarzędza mają być dostępne w 30 sklepach zarządzanych przez agentów. To wszystko ma wyprowadzić spółkę na prostą.
— Szacujemy obroty w latach 2006-08 na 55-80 mln zł, marżę brutto na 40 proc., a marżę EBITDA 15-20 proc. — ocenia prezes.
Wszystkie plany wezmą w łeb, jeśli emisja się nie powiedzie. Zarząd sprawia jednak wrażenie spokojnego o przyszłość firmy.
— Zostaliśmy poproszeni przez grupę ewentualnych inwestorów o sprawdzenie sytuacji w spółce. Jesteśmy przekonani, że emisję uda się uratować — mówi Włodzimierz Ehrenhalt.
Po rynku krążą informacje, że ci tajemniczy inwestorzy to osoby związane z branżą meblarską.