Wynikami kwartalnymi spółka chce udowodnić, że drastyczna przecena jej akcji nie była uzasadniona.
Olsztyński Indykpol, największy w kraju przetwórca mięsa indyczego, wyburzył już stare budynki na jednej ze swoich nieruchomości. Trwa uprzątanie terenu, który zostanie sprzedany pod budowę centrum handlowego Macro Cash and Carry.
Transakcja coraz bliżej
Negocjacje w sprawie sprzedaży nieruchomości jeszcze trwają, ale są bliskie końca.
— Całą operację powinniśmy zamknąć w tym półroczu — mówi Krystyna Szczepkowska, rzecznik prasowy Indykpolu.
Pieniądze z transakcji firma przeznaczy na zwiększenie mocy produkcyjnych. Nie będzie jednak budowała nowej fabryki, ale zmodernizuje już istniejące trzy zakłady w Olsztynie, Świebodzicach i Lublinie. Łącznie program inwestycyjny opiewa na 50-60 mln zł. To pozytywnie przełoży się na przychody Indykpolu ze sprzedaży i jego zyski. Ale o ile wzrosną te wielkości? Tego na razie nie oszacowano.
Indykpol realizuje mniej więcej trzy czwarte polskiego eksportu mięsa indyczego. I jako eksporter, przy tanim euro, nie cieszy się ostatnio zaufaniem inwestorów giełdowych. Wartość akcji spółki w ciągu kilku miesięcy stopniała o połowę, schodząc poniżej poziomu 50 zł.
Buy back w zanadrzu
— Nie ma fundamentalnego uzasadnienia dla takiej przeceny. Po prostu atmosfera na giełdzie nie jest najlepsza, a nasze walory są mało płynne. Raport finansowy za pierwszy kwartał pokaże, że nasze akcje są bezpieczną inwestycją — twierdzi Krystyna Szczepkowska.
Teoretycznie Indykpol w przypadku znacznych spadków kursu może rozpocząć skup do 300 tys. własnych akcji, czyli prawie 10 proc. kapitału. Ale warunki postawione przez akcjonariuszy są bardzo ostre. Cena przy buy backu musi być o 30 proc. niższa od średniej z 30 sesji, a to obecnie oznacza, że interwencja nastąpiłaby na poziomie 42 zł. Do tego brakuje nadal kilkunastu procent.
— Nie analizowaliśmy jeszcze uchwały o buy backu — przyznaje rzecznik Indykpolu.