Blgijskie porty sparaliżował w poniedziałek strajk dokerów, którzy protestują przeciwko liberalizacji usług portowych w Unii Europejskiej. W środę odbędzie się głosowanie w Parlamencie Europejskim w tej sprawie.
Nie pracuje port w Antwerpii, drugi co do wielkości w Europie, w którym przeładowano w zeszłym roku 160 mln ton towarów. Statki mogą co prawda zawijać i opuszczać port, ale od godziny szóstej rano nie odbywa się załadunek ani rozładunek towarów. Związkowcy zapowiadają, że tak ma być przez całą dobę.
Z informacji belgijskich mediów wynika, że w Antwerpii strajkuje co najmniej dwa tysiące osób. Przyłączyli się do nich dokerzy z Zeebrugge na zachodzie kraju, także całkowicie wstrzymując pracę portu.
Holenderska centrala związkowa FNV podała, że do strajku przyłączają się także dokerzy z Rotterdamu. Ma tam strajkować co najmniej 600 osób, co z pewnością zakłóci pracę największego europejskiego portu. Związkowcy zapewniają jednak, że bez przerw funkcjonować będzie terminal obsługi tankowców.
Strajki na mniejszą skalę zapowiedziano także w Amsterdamie.
Kontrowersyjny projekt dyrektywy w sprawie dostępu do rynku usług portowych trafia do Parlamentu Europejskiego już po raz drugi. Zwolennicy liberalizacji przekonują, że wzrost konkurencyjności przyczyni się do rozwoju usług i tworzenia nowych miejsc pracy, podczas gdy przeciwnicy obawiają się pogorszenia warunków pracy i wzrostu bezrobocia. Najwięcej emocji budzi zapis dopuszczający rozładunek statków przez ich załogi, któremu większość posłów jest przeciwna.
Debata w tej sprawie odbędzie się we wtorek, zaś głosowanie - w środę. Już na poniedziałek przed gmachem Parlamentu Europejskiego w Strasburgu zapowiedziano wielotysięczną demonstrację dokerów z różnych krajów UE, którzy chcą wywrzeć presję na deputowanych, by odrzucili projekt w pierwszym czytaniu.