Baron Albert Frere ma 89 lat, majątek wyceniany przez „Forbesa” na 4,6 mld USD, udziały w Totalu, Engie (dawny GDF Suez), Lafarge’u i Pernod Ricardzie. Ma też pomysł na biznes w Polsce. Astra Transcor Energy (Astra), firma należąca do tego najbogatszego Belga, będzie tu rozwijać obrót gazem. Ma już w Warszawie biuro i siedmioosobowy zespół, który w zeszłym tygodniu zorganizował „warming business party”. Czeka jeszcze na uprawomocnienie się koncesji na obrót gazem w Polsce i może startować po koszulkę gazowego wicelidera.

Rynkowa klasyka
Astra to gracz z doświadczeniem. Albert Frere założył tę firmę w 1947 r. i przez lata handlował za jej pośrednictwem węglem. Dziś Astra ma inną specjalizację, bo handluje głównie ropą naftową. Zyskała też skalę — działa w 13 biurach na całym świecie, a w 2014 r. osiągnęła 13 mld USD przychodów. Pochopne decyzje nie są specjalnością Astry. Ostatnie nowe biuro otworzyła… 15 lat temu, w kanadyjskim Calgary.
— To pokazuje, z jaką powagą podchodzimy do biura w Warszawie. Przeanalizowaliśmy zarówno czynniki czysto biznesowe, jak i ludzkie — podkreśla Denis Haller, prezes Astry. Ludzkim czynnikiem jest Konrad Dynkiewicz, który poprowadzi warszawskie biuro Astry. To menedżer z doświadczeniem zdobytym w grupie PGNiG, do niedawna monopolistycznej. Jego przejście do raczkującej konkurencji należy do rynkowej klasyki — inni byli pracownicy gazowego potentata zakładali przecież m.in. Egesę, Handen, Duon i Hermesa. Zadania Konrada Dynkiewicza są zakrojone szeroko i będą mocno wykraczały poza granice Polski.
— Warszawa będzie dla nas jednocześnie platformą, z której zamierzamy rozwijać handel gazem w całym regionie. Niemcy, Ukraina, Czechy, Słowacja, Litwa — będziemy wszędzie szukać okazji — zapowiada Denis Haller.
Terminal LNG kusi
Że okazje będą, tego Denis Haller jest pewny.
— To nie każdemu rzuca się w oczy, ale na świecie dokonuje się gazowa rewolucja. Miliardy są inwestowane w terminale LNG [do skroplonego gazu ziemnego, transportowanego statkami — red.], dzięki czemu gaz będzie można wysyłać w dowolne miejsce na świecie. Tego wcześniej nie było — ekscytuje się Denis Haller.
Polska, która wkrótce uruchomi pierwszy terminal LNG w Świnoujściu (jest w fazie rozruchu), dobrze się w tę rewolucję wpisuje. Poza tym, jak podkreśla Denis Haller, nasz kraj jest w centrum Europy, ma liberalizujący się w bólach rynek (a to zawsze okazja) oraz planuje budowę połączeń transgranicznych (m.in. z Litwą i Ukrainą). Widoczna jest też nadpodaż gazu, podobnie zresztą jak w całej Europie.
— To dobry czas dla traderów. W oceanie możliwości mają za zadanie zdobyć dla klienta możliwie najtańszy surowiec — konkluduje Denis Haller. Tę wizję w czyny przekuje Konrad Dynkiewicz. Z operacjami wystartuje w styczniu, zaczynając od zakupów gazu w Niemczech i zdobywania dużych klientów przemysłowych w Polsce. Jeśli chodzi o bariery formalne i regulacyjne, na które uskarżają się pozostali konkurenci PGNiG, jest optymistą.
— To oczywiste, że na liberalizującym się rynku te bariery znikną. Na razie zamierzamy się do nich stosować — mówi krótko Konrad Dynkiewicz. Nie będzie jednak łatwo, bo barier jest dużo: od taryf, poprzez obowiązek magazynowania, aż po obowiązek dywersyfikacji źródeł importu. Ich usunięcie wymaga zmian legislacyjnych, często długotrwałych. Ponadto konkurencja nie śpi. Astrze nigdzie się jednak nie śpieszy.
Cierpliwy jak Belg
— Nasz właściciel jest cierpliwy i patrzy na biznes długoterminowo. Dlatego nie będzie presji na szybkie wyniki, bo to prowadzi donikąd. Naszym celem jest pozycja gazowego gracza numer dwa, ale zdobyta dzięki bliskiej i stabilnej współpracy z klientami — podkreśla Denis Haller. Cierpliwość może odróżniać Astrę od firm, które już od kilku lat próbują rozpychać się na liberalizującym się rynku gazu w Polsce. Dominuje na nim PGNiG, państwowy gigant, który — zmuszany przez regulatora — oddaje im rynek już od kilku lat, ale w iście żółwim tempie [patrz ramka — red.]. Wielu konkurentów PGNiG stawia na agresywną sprzedaż i marketing. Trudno im się dziwić — pękaty portfel klientów albo przełoży się kiedyś na atrakcyjne efekty skali, albo pozwoli atrakcyjnie sprzedać biznes.
Tą drogą idzie choćby Hermes Energy, a w przeszłości również Egesa. Agresywna strategia to też jednak ryzyko. Przykładowo, Egesie biznes nie wyszedł — z niejasnych przyczyn wycofała się z rynku i porzuciła część klientów. Konkurencja narzekała wtedy, że niepowodzenie jednego z młodych graczy zraziło klientów i skłoniło ich do powrotu do dominującego PGNiG. © Ⓟ
Belg zarobił we Francji
Majątek 89-letniego Alberta Frere’a „Forbes” wycenia na 4,6 mld USD. Daje to biznesmenowi tytuł najbogatszego Belga, choć miliardy zbija od dawna we Francji. Jest największym indywidualnym inwestorem w takich gigantach, jak paliwowy Total, cementowy Lafarge czy alkoholowy Pernod Ricard.
OKIEM ANALITYKA
Każdemu może się udać
MONIKA KALWASIŃSKA
analityk PKO BP
Polski rynek gazu wciąż jest w powijakach, więc w perspektywie kilku lat każdy ma szansę na sukces. Poziom konkurencji jest na razie znikomy — wystarczy spojrzeć na dane o liczbie klientów zmieniających sprzedawcę. Są też bariery, np. taryfy, które utrudniają rywalizację. To, jak szybko PGNiG będzie tracił dominującą pozycję na rynku, będzie zależało od aktywności jego konkurentów. Z doświadczeń krajów zachodnich wynika, że w ciągu kilku lat od początku liberalizacji główny gracz traci około 30-40 proc. rynku.
PGNiG łatwo nie oddaje pola
Astra wchodzi na rynek trudny, konkurencyjny i silnie uregulowany. Dlatego z ponad 160 podmiotów, które mają koncesję na obrót gazem, aktywnych jest tylko 20-30 firm. Życie nie ułatwia im dominujące PGNiG, które na liberalizującym się rynku walczy o utrzymanie klientów, oferując im m.in. atrakcyjne rabaty. Efekt jest taki, że marże na rynku spadają. Rośnie natomiast liczba potencjalnych klientów, bo sprzedawcę gazu zmienia coraz więcej podmiotów. Według ostatnich danych Urzędu Regulacji Energetyki, do końca III kwartału 2015 r. zmiany sprzedawcy gazu dokonało blisko 22 tys. odbiorców. Na koniec 2014 r. największym konkurentem PGNiG był niemiecki Handen, który kontrolował… tylko 1,1 proc. rynku sprzedaży gazu. Dla porównania — PGNiG miało 92,73 proc., po stracie 2 pkt. proc. w porównaniu z 2013 r.