Bell umaluje Amerykanki

Alina Treptow
opublikowano: 2013-12-23 00:00

Rywalizujmy z koncernami bez kompleksów — apelują szefowie spółki z Józefowa. Bell spróbuje sił w USA.

Kosmetyki kolorowe zdobywają przychylność i kieszenie konsumentek. Potwierdzają to dane firmy badawczej Nielsen. W tym roku (dane na koniec października za 12 miesięcy) ich sprzedaż urosła w Polsce o 9 proc., do blisko 1 mld zł. Na tej fali płynie Bell, podwarszawski producent cieni i lakierów. W 2013 r. spółka z Józefowa sprzedała w Polsce produkty warte 65 mln zł (w cenach detalicznych brutto), co oznacza wzrost o 26 proc. Innych wyników finansowych Bell nie podaje. W gronie rosnących kategorii znalazły się lakiery oraz fluidy (ich sprzedaż zwiększyła się o 30 proc.) oraz maskary do rzęs i błyszczyki (ponad 20 proc.).

— Największy, bo ponad 50-procentowy wzrost, zanotowały kosmetyki hipoalergiczne [startowały jednak z niższej bazy niż pozostałe segmenty — red.]. Zwiększyliśmy też o ponad 250 liczbę tzw. szaf z ekspozycją. Obecnie mamy już ich ponad tysiąc — informuje Sławomir Lutek, dyrektor zarządzający Bella.

Firma kosmetyczna liczy, że hossa utrzyma się w przyszłym roku. Zakłada, że również osiągnie dwucyfrowy wzrost. Pomogą w tym rynki zagraniczne. Produkty marki Bell są dostępne w ponad 40 krajach, m.in. w Rosji, Francji, Hiszpanii, RPA czy na terenie krajów Bliskiego Wschodu. Na celowniku są kolejne.

— Przymierzamy się do wejścia na rynek amerykański. Prowadzimy rozmowy z potencjalnymi dystrybutorami — mówi Sławomir Lutek. Według niego, polskie firmy bez kompleksów mogą konkurować z zachodnimi koncernami. — Polskie kosmetyki dorównują jakością, a nawet przewyższają niektóre produkty zagranicznych rywali. Znaczna część polskich firm produkuje zresztą dla dużych koncernów. Jesteśmy więc czołowym dostawcą, jednak nie sprzedawcą — uważa Sławomir Lutek.

Polskie firmy kosmetyczne, które sprawdzają się w USA, można policzyć na palcach jednej ręki. Największymi sukcesami może pochwalić się Inglot, który ma w Stanach Zjednoczonych ponad 30 sklepów. W 2012 r. sił na rynku amerykańskim postanowił spróbować Dax Cosmetics. Jego produkty trafiły na półki dwóch sieci dyskontowych — Ross oraz TK Max (w USA TJX). Zdaniem Henryka Orfingera, prezesa Dr Ireny Eris, rynki zachodnie nie należą jednak do najłatwiejszych. Powód? „Made in Poland” nie jest tam dobrze postrzegane i polskim firmom trudno konkurować z rywalami z Francji czy Włoch.