Pakiet Obamy mimo sporej wielkość rozczarował
Ben
Bernanke w swoim popołudniowym wystąpieniu nie napomknął o jakimkolwiek
projekcie wsparcia gospodarki, który może ujrzeć światło dzienne na najbliższym
posiedzeniu Komitetu Otwartego Rynku. Ponadto po raz drugi wskazał na Kapitol,
jako właściwego adresata żądań Amerykanów, sfrustrowanych niskim wzrostem
gospodarczym i wysokim bezrobociem. Z kolei Barack Obama, choć przedstawił
program o wartości większej niż się spodziewano (447 mld dolarów), to jego
odbiór był jednak negatywny. Przede wszystkim prezydent nie wspomniał o
stworzeniu banku bądź funduszu, który miałby ze środków federalnych stymulować
gospodarkę. Był to ciekawy pomysł, który pojawił się wcześniej. Zamiast tego
mamy wydatki na infrastrukturę, zasiłki dla bezrobotnych, czy ulgi podatkowe,
które w teorii mają stworzyć 1 mln nowych miejsc pracy. Finansowanie pakietu ma
przyjść z późniejszych cięć wydatków i … podwyżek podatków. Wyglądało to trochę
jak propozycja mająca szokować kwotą, ale w istocie iść po najmniejszej linii
oporu, by być szybko przyjętą przez Kongres. Republikanie oczywiście zrobią
wszystko, by Obama przewrócił się o kłody wkrótce rzucone mu pod nogi. Pakiet
będzie po pierwsze zmieniony, po drugie i tak pozostaje wysoce niepewny, co
inwestorzy uznali za porażkę.
W Europie niepokoje się nasilają
Oprócz źle odebranych
wieści z USA, Europejczyków zaniepokoiły też problemy wewnętrzne. Waluta
wspólnotowa opuściła dołem wielomiesięczną konsolidację, w której znajdowała się
względem dolara. Mówiło się, że pretekstem była rezygnacja głównego ekonomisty z
EBC, który pozostawał w konflikcie z bankiem w kwestii skupu obligacji państw
peryferyjnych. Z pewnością o nerwowość przyprawiły inwestorów komentarze
odnośnie kończącego się dzisiaj terminu na złożenie deklaracji przez banki
chcące wziąć udział w wymianie obligacji greckich. Teoretycznie mówiło się, że
program będzie sukcesem i to mimo wysokiej niepewności co do dalszego
finansowania Aten przez MFW i UE. Przecież notowania papierów dłużnych Hellady
wskazują, że od bankructwa tego kraju dzielą nas dni, może tygodnie, czego
inwestorzy nie mogą ignorować.
Na Starym Kontynencie Węgry i Polska były
najsłabsze
Słabością wyróżniały się w Europie dwa rynki – węgierski
i polski. Na Węgrzech pojawił się rządowy projekt, by różnicę pomiędzy
ustanowionym wcześniej stałym kursem spłaty kredytów we frankach szwajcarskich a
rynkowym kursem waluty nie spłacali w terminie późniejszym klienci, ale same
banki. Parkiet w Budapeszcie ustanowił roczne minima, a spadki w pewnych
momentach przekraczały 7%. Bloomberg dość szeroko opisywał ten fakt, a przy
okazji wspominał o Polsce. W naszym kraju kontynuowana była nadzwyczajna słabość
złotego, co oznacza, że rozszerza się grono inwestorów wychodzących z Polski.
Kurs EUR/PLN przed południem niebezpiecznie blisko zbliżył się do poziomu 4,35,
co według opinii traderów sprowokowało interwencję BGK. Obecni na Forum w
Krynicy prezes NBP i minister finansów zachowywali spokój, zapewniając o
stabilnych fundamentach złotego, ale dynamika rynku zaprzecza tym opiniom. Kurs
waluty „łamie” kolejne opory, co jest niezaprzeczalnie negatywnym sygnałem.
Pamiętać należy, że złoty w 2008 roku później od akcji zareagował na globalne
spowolnienie. Teraz może być
podobnie.