Bez ziemi do tej Unii wcale nas nie zechcą

Jacek Zalewski
22-03-2002, 00:00

Jakże różne nastroje może wywoływać nadejście kalendarzowej wiosny. Na przykład Leszek Miller promieniał wczoraj radością z powodu zamknięcia (przynajmniej formalnego) przez Polskę dwóch kolejnych obszarów negocjacji z Unią Europejską — numer 21 „Podatki” i numer 22 „Swobodny przepływ kapitału”. Według premiera „pragmatyzm i realizm wygrały z emocjami”. Na drugim biegunie sytuuje się rozpamiętywanie tej narodowej klęski przez Ligę Polskich Rodzin, która do końca toczyła w Sejmie bój w obronie najcenniejszej wartości, żądając pilnego zarządzenia referendum na temat „Czy wyrażasz zgodę na sprzedaż polskiej ziemi cudzoziemcom?”.

Opozycja włożyła w tę sejmową debatę wiele inwencji twórczej. A mogła zaoszczędzić sporo czasu, cytując po prostu oficjalny dokument rządowy, czyli doroczne sprawozdanie MSWiA z realizacji ustawy o nabywaniu nieruchomości przez cudzoziemców: „Z jednej strony do nabywania nieruchomości na obszarze RP zachęcają ich niskie ceny w stosunku do nieruchomości położonych na obszarze państw Europy Zachodniej. Z drugiej — bardzo zła sytuacja ekonomiczna niejednokrotnie zmusza rodziny polskie do zbywania posiadanych nieruchomości w celu zapewnienia, przynajmniej przez pewien okres, środków do egzystencji lub spłacenia kredytów. W takim przypadku dla osoby zbywającej bez znaczenia jest, na rzecz jakiego podmiotu nastąpi sprzedaż”.

Warto odnotować, iż wspomniana ustawa ma wartość ponadustrojową, jako że uchwalona została 24 marca roku... 1920. Kilkakrotna nowelizacja nie zmieniła jej jądra, którym jest konieczność uzyskiwania przez cudzoziemców zezwolenia ministra spraw wewnętrznych na zakup każdej piędzi polskiej ziemi. Zupełnie innym zagadnieniem jest coraz częstsze podejmowanie prób obchodzenia ustawy. Metody są z każdym rokiem doskonalone, a polskie prawo niestety za nimi nie nadąża.

Sygnatariusze wniosku w sprawie referendum od początku zdawali sobie sprawę, że nie ma on szans powodzenia. W środę późnym wieczorem za uchwałą oddano i tak sporo głosów — 140 (LPR, Samoobrona, PiS, SKL oraz 7 posłów PSL, kontestujących linię Jarosława Kalinowskiego), przeciw było 263 posłów (SLD, UP, PO), wstrzymało się 3, a 54 było nieobecnych. LPR znała te rachunki, ale liczyła przynajmniej na medialne wstrząśnięcie sumieniami narodu. Niestety — popołudniowa debata o ziemi w poprzedni piątek nie była już transmitowana w TVP. Nieskuteczne okazały się żądania przełożenia tego punktu na obrady przedpołudniowe, albo nawet natychmiastowego zerwania telewizyjnej ramówki i wejścia z ziemią na ekrany.

Problem podziału obrad Sejmu na czas antenowy i nieantenowy jest równie stary, jak bezpośrednie transmisje. Ich oglądalność okazuje się tak beznadziejnie niska, iż stały się one dla anten TVP zakałą. Dwójce udało się pozbyć tych serwitutów od godziny 13.00, natomiast Trójka wyznaczyła im granicę o 15.30. Później zainteresowanym pozostaje jedynie Radio Parlament — jeśli ktoś wie, gdzie je znaleźć — lub transmisja internetowa. Czasem życzliwie udostępni swoje fale — jak w przypadku dyskusji o ziemi — Radio Maryja.

Pomysłodawcy referendum nie ukrywają, iż podjęli rozpaczliwą próbę generalnego zablokowania integracji Polski z UE, ponieważ bardzo celnie zauważyli, iż „bez ziemi nas nie zechcą”. Jeżeli do urn poszłaby (na przykład łącznie z wyborami samorządowymi) ponad połowa uprawnionych, to wynik referendum stałby się wiążący i musiałby zostać przełożony na ustawy. Nie bardzo wiadomo, jak należałoby traktować rezultat uzyskany przy niższej frekwencji. Ale jest i problem znacznie poważniejszy, którym zafrasował się m.in. poseł Dariusz Grabowski (podczepiony do listy PSL, obecnie niezrzeszony, gorący zwolennik referendum): a jeśli przeważyłyby odpowiedzi TAK?!

W sumie wychodzi na to, że hasło „polska ziemia tylko dla Polaków” nie ma jakoś w Polsce medialnego szczęścia. O, gdyby za jego propagowanie wziął się na przykład Adam Małysz... Niestety, on już od dawna fruwa po Europie i trzyma sztamę z euroentuzjastami. W niedzielę w Planicy powtórnego zdobycia Pucharu Świata będzie mu osobiście gratulował Leszek Miller. Laureaci Wiktorów (łącznie — czterech) na pewno znowu będą mieli oglądalność...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Bez ziemi do tej Unii wcale nas nie zechcą