Po pełnoskalowym wojennym uderzeniu Rosji 24 lutego 2022 r. na Ukrainę szeroko pojmowany demokratyczny Zachód podjął najróżniejsze inicjatywy konsolidacyjne. W kadencji prezydenta Josepha Bidena oczywistym przewodnikiem tej grupy były Stany Zjednoczone Ameryki. Powstała wojskowa grupa kontaktowa ds. obrony Ukrainy w tzw. formacie Ramstein (największa baza USA w Niemczech), skupiająca ponad 50 państw, w tym wszystkich członków NATO oraz dalekich sojuszników, takich jak Australia czy Japonia. Donald Trump realnie tę strategiczną inicjatywę zniszczył, wolał rozwinąć w Anchorage czerwony dywan przed ściganym zbrodniarzem wojennym Władimirem Putinem.
Niezależnie od Ramstein, 9 maja 2022 r. – czyli w Dniu Europy – Emmanuel Macron ogłosił inicjatywę Europejskiej Wspólnoty Politycznej (EWP). To nieformalne forum współpracy 47 państw europejskich, w tym 27 unijnych oraz 20 spoza. Prawdziwy wpływ na funkcjonowanie naszego kontynentu mają jedynie: militarna Organizacja Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO) oraz gospodarczo-społeczna Unia Europejska (UE). Prezydent Francji, który dekadę swoich rządów kończy w maju 2027 r., pozycjonuje się na europejskiego mocarza, dlatego gorsety struktur NATO i UE okazały się dla jego ambicji za ciasne. Wymyślił zatem formułę zgromadzenia aż 47 szefów rządów/państw, naturalnie bez Rosji i Białorusi, czyli właściwie skopiował istniejącą od 1949 r. strukturę Rady Europy, tyle że pod nową etykietką. Do podgrupy pozaunijnej EWP wstąpiły państwa biegunowo wręcz różne, np. Szwajcaria i Czarnogóra, a także pary skonfliktowane zbrojnie – Armenia i Azerbejdżan (obecnie już nie), Serbia i Kosowo. Oczywiście swojej szansy na przyspieszenie akcesji do UE szukają Ukraina i Mołdawia.
Pierwszy szczyt EWP odbył się jesienią 2022 r. w Pradze, poniedziałkowy w Erewaniu był już ósmy. Liderzy z całego kontynentu wymienili na tym forum opinie o bezpieczeństwie, stabilności i energetyce. Wzniosłość haseł i dokumentów oraz teoretyczna szczytność takich inicjatyw zajmuje grube tomy, natomiast ich realna skuteczność jest minimalna. Wobec świetlanych idei EWP trudno się jednak dziwić, że zbiórki tego całkowicie niedecyzyjnego bytu odbywają się już regularnie w każdym półroczu. Od czterech lat jedynym wyjątkiem było puste półrocze… polskiej prezydencji w Radzie UE, ponieważ Donald Tusk nie chciał absolutnie dopuścić do głosu w unijnym kontekście Andrzeja Dudy, który jako prezydent państwa goszczącego EWP musiałby przynajmniej powitalnie przemówić.
Najciekawszym wątkiem funkcjonowania EWP są miejsca kolejnych szczytów. Zdecydowanie większe znaczenie ma trwający nawet bardzo krótko zlot władców z całego kontynentu nie w Danii czy Hiszpanii, lecz na przykład w Mołdawii czy jak obecnie w Armenii, czyli w republikach poradzieckich symbolicznie pod nosem Kremla. Szczyt w Erewaniu odbywał się pod hasłem równie wzniosłym co już wielokrotnie zgranym, czy wręcz wyświechtanym „Budowanie przyszłości: jedność i stabilność w Europie”. Charakterystycznym zjawiskiem była obecność nie tylko udziałowców europejskich, w tym naturalnie kierownictw UE i NATO, lecz gościnny udział kanadyjskiego premiera Marka Carneya. To czytelny sygnał wzajemnego wspierania się rządów państw UE oraz Kanady w ich sprzeciwie wobec nieodpowiedzialnych i szkodliwych zagrywek Donalda Trumpa.
Prezydent USA w szczycie EWP fizycznie nie uczestniczył, ale jego decyzje oczywiście kładły się cieniem. Tymi z ostatnich godzin było utrzymywanie szkodliwego dla światowej gospodarki stanu wojny/niewojny z Iranem o Cieśninę Ormuz oraz zapowiedź wycofania/przesunięcia części kontyngentu wojsk amerykańskich z Niemiec. Dlatego w wątkach gospodarczych lejtmotywem dyskusji EWP była niezależność Europy od importowanych paliw, a także zwiększanie możliwości produkcji energii odnawialnej i atomowej. Nasz kontynent musi dywersyfikować szlaki handlowe i zmniejszać ryzyko związane z zamknięciem jednego z nich, którego strategiczne znaczenie było dobrze znane od dekad, ale nikt nie wierzył w realność jego zablokowania. Dyskusja właśnie w Erewaniu zwróciła uwagę na potencjalną rolę Kaukazu w zapewnieniu Europie alternatywnych szlaków surowcowych. W kwestii europejskich zdolności obronnych wszyscy uczestnicy szczytu EWP zgodzili się, że trzeba je wzmacniać – ale nie był to żaden przewrót kopernikański, identycznie brzmią przecież konkluzje każdego spotkania w UE i ostatnio także w NATO.

