Dzięki przerwie w pracy fabryka zaoszczędzi m.in. na energii elektrycznej, ale także na pensjach dla pracowników.
"Za ten miesiąc wezmą oni pobory niższe o 23 procent niż zwykle" - stwierdził Nita. Jednocześnie zapewnił, że zarząd zakładu nie planuje już żadnych zwolnień.
Nita ma nadzieję, że niedługo Łucznik znów będzie pracował pełną parą. "Być może z końcem kwietnia podpiszemy z Ministerstwem Obrony Narodowej pierwszy, na razie niewielki kontrakt na produkcję broni dla polskiego wojska" - stwierdził.
Prezes podkreślił, że rozmowy z MON-em dotyczą także wieloletniej umowy, która skutkowałaby zamówieniami na ten rok i lata 2010-2011.
Według Nity, Łucznik prowadzi także negocjacje z kontrahentami zagranicznym poza Europą. "Na dwóch rynkach w najbliższym czasie nasza broń będzie testowana. Być może - jeśli przejdzie etap testów pozytywnie - będzie szansa na zamówienia" - stwierdził.
Trudna sytuacja fabryki związana jest m.in. z cięciami w resorcie obrony narodowej. Na ten rok zakład nie ma jeszcze żadnego zamówienia na dostawę broni.
Produkcja fabryki opiera się w 98 proc. na zamówieniach z MON-u i MSWiA. W ub.r. zakład realizował kontrakty na 25 tys. pistoletów walther dla policji i Straży Granicznej oraz blisko 4 tys. karabinków beryl dla wojska.
Obecnie Łucznik zatrudnia ponad 300 osób. W ostatnim czasie pracę straciło 25 pracowników; część dostała wypowiedzenia, część przeszła na emerytury, a niektórym nie przedłużono umów o pracę. Przez dwa ostatnie tygodnie lutego produkcja w Łuczniku była wstrzymana. Aby zakład zaoszczędził na mediach, m.in. energii i ogrzewaniu, załoga poszła na zaległe urlopy.
Fabryka Broni Łucznik w Radomiu wchodzi w skład grupy kapitałowej Bumar, skupiającej 21 spółek handlowych i produkcyjnych polskiego sektora przemysłu obronnego.