Bezrobocie nie pęknie przed cienką strategią

Jacek Zalewski
opublikowano: 2002-02-22 00:00

Wczorajszy komunikat GUS o nowym, szokującym rekordzie bezrobocia w Polsce przyjęty został z emocjami mniejszymi, niż powinien. Przecież stopa 18,0 proc. oznacza, że bez pracy pozostaje ponad 3,2 miliona osób! Czyżby nastąpiło już pewne stępienie wrażliwości społecznej i ogólne pogodzenie się z faktem, iż z każdym miesiącem będzie tylko gorzej? Trzeba pamiętać, że statystyki obejmują tylko kategorię bezrobocia zarejestrowanego, mierzonego w stosunku do ludności zawodowo czynnej. Zupełnie im umyka znaczne bezrobocie ukryte na wsi.

Trudno policzyć, który to już raz publikujemy wykres stopy bezrobocia z charakterystyczną graficzną powtarzalnością krzywej (patrz obok). Dzięki niemu nie mamy problemów z opracowaniem dosyć dokładnej prognozy, sprawdzającej się dużo lepiej niż urzędowe szacunki. Rok temu wytypowaliśmy grudniowe bezrobocie w granicach 17,0-17,1 proc. Okazało się, że i tak byliśmy optymistami. Ale co do jednej rzeczy mieliśmy pewność — iż jedno z głównych założeń makroekonomicznych rządu Jerzego Buzka (15,4 proc. bezrobocia w grudniu 2001 r.) od początku czyni wykonanie tamtego budżetu nierealnym.

W projekcie budżetu na rok 2002 rząd AWS założył na grudzień stopę 18,8 proc. Oczekiwano, że rząd SLD-UP-PSL, który wniósł własny projekt, ten abstrakcyjny wskaźnik skoryguje. I rzeczywiście, dokonał on poprawki, ale... na korzyść. Jednym z filarów podobno realnego budżetu na rok 2002, uchwalonego 15 lutego przez Sejm i analizowanego obecnie przez Senat, jest grudniowe bezrobocie... 18,6 proc. Podstawą urzędowego optymizmu ekipy Leszka Millera jest kierunkowa dyrektywa polityczna, iż ma być lepiej. Wkrótce nastąpi „dalsza systematyczna poprawa” — że przypomnimy wzorzec (cenzura tropiła każde odstępstwo od niego!) opisu zjawisk gospodarczych, obowiązujący w poprzednim ustroju.

Oczywiście styczniowym rekordem nie można obciążać obecnego rządu. Siła inercji gospodarki powoduje, że na efekty decyzji trzeba czekać mniej więcej 6-9 miesięcy. Jednak wypadałoby przyjąć jakąś datę graniczną, od której nie będzie już można zrzucać wszystkiego na „tamtych”. Rząd premiera Millera wymaga od społeczeństwa cierpliwości aż do końca roku 2002, który w strategii gospodarczego rozwoju Polski przeznaczony został „na stłuczki”. Jest to stanowczo za długo, granicą przyzwoitości wydaje się 1 lipca. Według naszego wykresu stopa bezrobocia osiągnie wtedy poziom 18,5 proc. I co dalej — ruszy zgodnie z nim do 20 proc., czy też się pomylimy (bardzo byśmy chcieli!) i zacznie się tendencja zniżkowa, do rządowego wskaźnika 18,6 proc. w grudniu?

Dwie „wydzierki” obok przypominają wydarzenia ubiegłoroczne. Pierwszy komentarz dotyczył narady sztabowej z udziałem polityków i przedsiębiorców (było to 26 stycznia), podczas której premier Jerzy Buzek wydał rozkaz do ofensywy przeciw bezrobociu. Ambitnie wyznaczono jej rubieże: „podjęcie szybkich i konkretnych działań, szczególnie w sferze wsparcia małych i średnich przedsiębiorstw, poprzez zmiany w systemie podatkowym, obniżanie kosztów i obciążeń pracy oraz uelastycznienie rynku pracy”. Drugi tytuł odnosi się zaś do losu projektów nowelizacji prawa pracy, które „zostały w sejmowej bitwie zniszczone krzyżowym ogniem przez solidarny sojusz AWS z SLD, wsparty przez PSL i prawicę”.

Przypominamy tamte teksty nieprzypadkowo — w najbliższą środę Rada Ministrów oficjalnie zaprezentuje Sejmowi swoją strategię gospodarczą „Przedsiębiorczość – Rozwój – Praca”. Ale będzie to tylko uwertura, tak naprawdę jej losy rozstrzygną się w konkretnych zapisach kilkudziesięciu projektowanych ustaw. Nie chcielibyśmy z góry przesądzać wyniku prac parlamentu, ale na przykład w sprawie uelastycznienia prawa pracy trudno być optymistą po odbytym 7 lutego spotkaniu premiera Leszka Millera ze związkowcami, których reprezentacja wwiozła się do Sejmu na listach SLD-UP. Cezarowi wypadało tylko gorzko zapytać „et tu, Opezetzete, contra me?”. Żadnego ciosu sztyletem oczywiście nie zadano — ale został on tylko chwilowo zawieszony.