Czy w podwarszawskiej gminie gry polityczne zastąpiły logikę biznesu?
Słomin pod Warszawą. Kilka lat temu firma AIG/Lincoln Polska zakupiła tam grunty pod budowę domów jednorodzinnych. I tyle. Deweloper nie może się dogadać z miejscowymi władzami.
W gminie huczy od plotek o przekręcie na miliony złotych. W sprawę zaangażowały się ponoć służby specjalne... Prawda? Śmierdzi coś?
— A tak! Przecież to spółka zarejestrowana w amerykańskim raju podatkowym. Do tego — uwaga! — kapitał izraelski! Żydzi! — ostrzega (podczas nieformalnej rozmowy) autorytet moralny, zarządzający pozarządową instytucją zaufania publicznego. Warszawski. Nie związany ani z dawnymi, ani urzędującymi władzami gminy Raszyn.
Co na to przedstawiciele AIG/Lincoln? Oniemieli. Mirosław Szydelski, członek zarządu, zdołał wydobyć z siebie tylko: „Przerażające”.
Desant
Jedyna postać we władzach Raszyna, która w gminnym serwisie internetowym nie prezentuje własnej sylwetki. Biała plama... Ireneusz Kwieciński, zastępca wójta, komentuje: informację o mnie zdjęto. Pojawi się za jakiś czas. To chyba nie problem?
— Jak się nie wie, czym zabić, lepiej w ogóle nie ruszać — radzi praktycznie — widać doświadczony w konfliktach — mieszkaniec Raszyna.
Piwnica skromnego, ceglanego bliźniaka przy jednej z raszyńskich uliczek. Na ścianie „solidarnościowy” plakat wyborczy z 4 czerwca 1989 roku — śpiące dzieci i hasło: „…aby mogły być z nas dumne”. Mirosław Lewandowski, rodowity raszynianin, z wykształcenia ekonomista, były zastępca wójta Raszyna, teraz radny powiatowy w Pruszkowie i szef raszyńskiej Platformy Obywatelskiej, mówi:
— Nigdy się nie wygłupiałem. Od zawsze w ruchu wolnościowym: ROAD, potem Unia Demokratyczna. A jak Unia Wolności poszła na lewo, to całym okręgiem wstąpiliśmy do PO.
Razem z wójtem Januszem Rajkowskim rządzili Raszynem 12 lat. W 2002 roku przegrali wybory z Piotrem Iwickim, który zdobył 3555 głosów — o 5 więcej od starego wójta! Szok! Porażka zabolała. Lewandowski przedstawia zwycięzców: Iwicki, perkusista jazzowy i recenzent muzyczny, pisujący regularnie do „Gazety Wyborczej”, pokonał samorządowego wygę. Sztab wyborczy (z siedzibą w pałacyku w pobliskich Falentach) współtworzył z nim Ireneusz Kwieciński — absolwent Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Chemicznych. Całe życie w wojskowości. O takich ludziach wrogie języki szepczą: „są ze wsi”. Czyli… Stop! To prawda? Kwieciński zdecydowanie zaprzecza.
Lewandowski ciągnie dalej: nowi wójtowie — zanim wygrali wybory — mieszkali w Raszynie 5-6 lat. Nieznani mieszkańcom, według niego — nie znali się na ekonomii, bez programu. Dlaczego ludzie im zaufali?
— Jazzman i specjalista od iperytu wójtami… Dobre sobie. Chwytliwe slogany: walczyć z bezrobociem (w efekcie zatrudnienie w urzędzie gminy wzrosło za ich kadencji z 54 do 140 pracowników, a koszty administracyjne z 3,8 mln do 8,4 mln zł!). Marketingowe zagrywki: Iwicki poprosił o wsparcie prezydenta Warszawy. Kaczyński przyjechał na wiec, bo potrzebował przykładów „tworzenia nowej jakości”. Podejrzewam, że wcześniej na oczy ich nie widział — wspomina krytycznie były wicewójt.
Pierwszy kontakt z wyborczymi pogromcami? Piotr Iwicki zawitał do jego gabinetu tuż po przeprowadzce. Przy okazji, po prostu chciał się przedstawić: specjalista ds. medialnych. A Ireneusz Kwieciński? Gdy tylko kupił dom w Raszynie, skontaktował się z Mirosławem Lewandowskim (wtedy szefem okręgu UW) i złożył deklarację członkowską. Choć wciąż mieszkał w służbowym mieszkaniu na warszawskiej Ochocie, postanowił kandydować na radnego w Raszynie. Wolno? Wolno. Poprosił o poparcie. Lewandowski mówi, że odmówił:
— Irka Kwiecińskiego osobiście pogoniłem z Unii Raszyńskiej. Powiedziałem: sorry Winnetou, za szybko! Spróbuj za 4 lata. Wycofał deklarację, wrócił na Ochotę i tam został radnym (w kadencji 1998-2002 z ramienia UW). Nigdy mi tego nie zapomni. Od wielu ludzi słyszałem, że chce się na mnie za tamte wydarzenia odegrać...
Klimatycznie
Spotkanie z Ireneuszem Kwiecińskim 1 kwietnia 2005 r. w urzędzie gminy Raszyn. Towarzyszą mu dwie panie i pan — proszą, by nie robić im zdjęć, nie cytować, nie ujawniać nazwisk. Panie pracują w urzędzie: to naczelniczki wydziałów (wsparcie merytoryczne). Pan reprezentuje interesy wójtów w kontaktach z „PB” (przekazał „odpowiednie dokumenty”). Formalnie niezwiązany z Raszynem, bryluje raczej w stolicy. Radny Warszawy, który ostatnimi czasy zasłynął z pomysłu nadania imienia Dżochara Dudajewa rondu u zbiegu Al. Jerozolimskich i ul. Popularnej.
Wójt Kwieciński — niezmiernie zajęty. Co chwila przerywa rozmowę. Wychodzi do sali obok. Słychać odgłosy ożywionej rozmowy. Czasem wraca sam, czasem z przewodniczącym rady gminy Krzysztofem Derdą. Coś szepczą.
Pod nieobecność wicewójta warszawski radny nawiązuje dyskusję. Dowodzi, że AIG/Lincoln nie potrafi w Raszynie stworzyć dobrego klimatu inwestycyjnego. Rzuca przykłady wzorowych zachowań: Prokom Investments w Wilanowie! Albo chociażby inwestycja w gminie Raszyn: belgijska spółka Ghelamco wybuduje w Falentach gigantyczny supermarket samochodowy. Belgowie — zanim rozpoczęli rozmowy — wpłacili 500 tys. zł na budowę parku miejskiego! Tu ożywiają się panie: uchwalono już plan zagospodarowania terenu dla nich. Jest przygotowywana dokumentacja projektowa pod budowę! Bezpośrednio — na podstawie planu — będzie wydane pozwolenie! A inwestor właśnie wystąpił o decyzję lokalizacyjną na sieć (doprowadzenie wody i kanalizacji) —wszystko na własny koszt!
— Wełna-bawełna — coś za coś… — komentuje Mirosław Lewandowski.
Pytanie do zastępcy wójta.
— Chcecie inwestycji AIG/Lincoln w Słominie?
Ireneusz Kwieciński na to, że oczywiście. Jest w gminie Delta, Ghelamco, IKEA, Geant, dlaczego miałoby nie być Domu i Ogrodu? To mile widziana inwestycja. Tyle że oczekuje od tego inwestora normalnego procesu inwestycyjnego — działania zgodnego z procedurami prawnymi. Urzędnik klaruje, że zarząd DiO musi zrozumieć: gmina to nie spółka prawa handlowego. Wszelkie decyzje dotyczące finansów podejmuje rada gminy. Wójt nie ma prawa do negocjowania i podpisywania porozumień rodzących skutki finansowe wobec gminy. Kwieciński zaznacza: spółka kupiła szczere pola i miała świadomość, że teren wymaga inwestycji — uzbrojenia. Teraz chcą to przerzucić na gminę — szybko, bo budowa stoi! Gmina się od tego nie odżegnuje. Tylko nie teraz. Budżet zaplanowano na kilka lat i nie można go nagle wywracać do góry nogami, bo komuś się tak podoba.
— Czyli nie jesteście wrogo nastawieni do inwestorów?
Raszyński zastępca wójta bierze to pytanie za czarny PR. Podejrzewa „PB“ o chęć napisania tekstu z cyklu „gmina blokuje inwestora“. Mówi, że była już u niego „Rzeczpospolita”, dostała materiały i nagle się temat skończył. Bo gmina realizuje wszystkie swoje zadania... Ale po kolei! Zastępca wójta uważa, że przedstawicielom DiO chodzi o wywieranie presji: żeby wójtowie podpisali porozumienie i zobowiązali się do wyłożenia prawie 20 mln zł! I dodaje, że przecież to spółka o kapitale zakładowym 50 tys. zł, której udziałowcy są zarejestrowani w stanie Delaware w Nowym Jorku, czyli w raju podatkowym…
— A to coś złego?
Kwieciński na to, że stwierdza fakt.
— W „Rzeczpospolitej” (z 23.03.2005 r.) pojawił się tekst o książce „Tombak” — oczerniającej wójta Iwickiego i braci Kaczyńskich. Kogo z tym wiążecie?
Wicewójt się zastanawia: trudno powiedzieć... Jedno pewne: ktoś sobie zadał wiele trudu, by oczernić wójta i szantażować… Organy ścigania nie zrobiły nic, aby temu zapobiec. Do urzędu przychodziły konkretne osoby... Nikt nic nie zrobił, żeby ich złapać. Zażądali najpierw 250 tys. euro odszkodowania za to, że niby wójt wyrządził określone szkody nieokreślonemu inwestorowi. Potem chcieli jakieś nieruchomości przy alei Krakowskiej. Wójt bezpośrednio z nimi nie rozmawiał — wyłącznie przez sekretariat. Według Kwiecińskiego to nie żarty!
Pracownik pruszkowskiej prokuratury, która umorzyła postępowanie:
— Iwicki przyjechał z książką na płycie, do tego załączone były: wielokrotnie przetwarzana kopia zdjęcia jego z Kaczyńskimi w tle i wizytówka jakiegoś człowieka z Lincolna. Ponoć dostał to od kuriera.
— Czy ze strony inwestorów padła kiedykolwiek propozycja korupcyjna?
Ireneusz Kwieciński stanowczo zaprzecza — gdyby doszło do takiej próby, wójt byłby zobowiązany do powiadomienia organów ścigania.
— W AIG/Lincoln podobno odebrano telefon: „Wpłaćcie milion złotych na Fundację Biblioteki w Raszynie”.
Urzędnik z Raszyna oświadcza, że buduje się bibliotekę, ale fundacji żadnej nie ma.
— Ale ktoś dzwonił od was w sprawie biblioteki?
Kwieciński wie, że to by się dobrze w prasie sprzedało, ale niestety — nie pomoże...
Nakręceni
„Izrael, jako lud wybrany przez Boga, był społeczeństwem teokratycznym, dla którego Mojżesz był nie tylko charyzmatycznym przywódcą, ale także prorokiem. Jego zadaniem było w imieniu Boga budować prawno-religijne podstawy egzystencji Izraela. W tej działalności Mojżesza kluczowym momentem było wydarzenie, które rozegrało się u podnóża góry Synaj. Tam bowiem zostało zawarte przymierze Boga z narodem izraelskim, którego podstawą było prawo, jakie Mojżesz otrzymał od Boga na górze. (…) Chrystus potwierdził Dekalog jako podstawę chrześcijańskiej moralności, uwydatniając równocześnie jego syntezę zawartą w przykazaniach miłości Boga i bliźniego. Wiadomo również, że znaczenie, jakie nadaje On w Ewangelii określeniu „bliźni”, ma charakter uniwersalny. Miłość, do której zobowiązany jest chrześcijanin, obejmuje wszystkich ludzi, również nieprzyjaciół” — odczytaniem fragmentu książki „Pamięć i tożsamość” Jana Pawła II rozpoczyna się 50. sesja rady gminy Raszyn, 13 kwietnia 2005 r.
Na sali podniosła atmosfera. Zbliżenie kamery na krzyż, godło narodowe, portret papieża przeciągnięty kirem, skupienie radnych, zadumę wójtów.
Przewodniczący rady Krzysztof Derda wzywa do pojednania — za chwilę głosowanie nad skargą spółki Dom i Ogród na bezprawne działania wójta. To trzecia próba. Do pierwszego podejścia miało dojść 10 marca 2005 r., ale dzień przed rada odwołała ówczesnego przewodniczącego, Dariusza Książka. Nowy zachorował. Drugi raz głosowanie nad skargą przewidywano na 1 kwietnia 2005 r. Przewodniczący Derda wcześniej zakończył jednak sesję, bo — jak stwierdził: „nie był dobrze przygotowany”. Za trzecim razem obrady ruszyły z impetem — ponad dwie godziny ostrej pyskówki, protesty. Większość radnych chciała odrzucenia skargi w pierwszym głosowaniu.
Obecny Szydelski nie wytrzymuje:
— Po co te układy, zależności, odwołania? Prawda się obroni! — woła.
Amerykanie nie potrafią zrozumieć postawy władz Raszyna. Odnoszą wrażenie, że brakuje im transparentności. Dlatego kilka miesięcy temu wydrukowali broszurę „Skandal 2005” — z opisem własnej wizji tego, czego doświadczyli — i rozdali wśród mieszkańców. Na sesje rady gminy przychodzą z kamerą — wszystko jest kręcone…
Uchyleni
Miało być pięknie... Osiedle domów jednorodzinnych (docelowo 440), infrastruktura kanalizacyjna, nowe drogi, miejsca pracy, wpływy z podatków dla gminy. Zarobić miał też inwestor: spółka Dom i Ogród, której większościowy udziałowiec to amerykański deweloper AIG/Lincoln. W 2002 r. Dom i Ogród uzyskał warunki zabudowy i zagospodarowania terenu. W Słominie miało stanąć — pierwsza faza — 79 domów.
— Grunty Słomina i Falent szykowaliśmy pod inwestycje od 1993 r. Rok później wpisaliśmy je w plan ogólny, jako rezerwę pod budownictwo mieszkaniowe. Dobrych kilka lat inwestorów tam woziłem — Budimex, Echo… Nikt nie chciał — ze względu na skomplikowaną strukturę własnościową. AIG/Lincoln podniosło rękawicę — wspomina były zastępca wójta gminy Raszyn.
— Do funkcjonowania osiedla potrzeba m.in. tzw. kolektora tłocznego, który winien zostać wybudowany w drodze gminnej. W lutym 2003 r. złożyliśmy w gminie wniosek o wydanie zgody na zajęcie pasa drogowego. I zaczęły się schody — relacjonuje Szydelski.
Po 7 miesiącach przeprowadzono wizję lokalną w miejscu, gdzie ścieki miałyby trafiać do rowu melioracyjnego. Gmina poprosiła o uzupełnienie dokumentacji, czego spółka dopełniła we wrześniu i listopadzie. 30 stycznia 2004 r. wójt gminy nie zgodził się na budowę kolektora tłocznego w drodze gminnej. Spółka Dom i Ogród zaskarżyła tę decyzję w SKO (Samorządowe kolegium odwoławcze). W maju 2005 r. SKO uchyliło postanowienie wójta i przekazała sprawę do ponownego rozpatrzenia. Gmina zawiadomiła więc spółkę, że przedłużyła termin rozstrzygnięcia sprawy do 17 lipca, a na początku sierpnia — że sprawę rozpatrzy 31 sierpnia. Gmina słowa dotrzymała — i po raz drugi wydała negatywną decyzję. Spółka zaskarżyła decyzję wójta do SKO, kolegium decyzję uchyliło i przekazało do ponownego rozpatrzenia. W lutym 2005 r. gmina powiadomiła spółkę, że — z powodu złożoności sprawy — termin jej rozpatrzenia przedłuża do 7 marca 2005 r.
— W końcu wójt umorzył postępowanie — z uwagi na przedawnienie warunków zabudowy i zagospodarowania terenu. A przecież zgodę na wybudowanie tego kolektora mamy od starosty i Generalnej Dyrekcji Budowy Dróg i Autostrad... Co więcej: on ma zostać przekazany — darmo! — gminie — załamuje ręce Mirosław Szydelski.
Spółka Dom i Ogród w lutym 2005 r. złożyła skargę na wójta do rady gminy Raszyn — nie pomogło. Poinformowała media — mierny wydźwięk.
Kolejny krok: 24 marca 2005 r. przedstawiciele DiO wystąpili o odszkodowanie. Twierdzą, że gdyby nie kłody rzucane pod nogi przez władze Raszyna inwestycja mogłaby wystartować już na jesieni 2003 r. Według ich wyliczeń, naraziło to spółkę na straty przekraczające 6,8 mln zł. Do gminy trafiło już wezwanie do zapłaty. Zarząd spółki Dom i Ogród ciągle chce wydać w gminie Raszyn ponad 9 mln zł na infrastrukturę publiczną. Mirosław Szydelski oskarżenia, że spółka chce zmusić wójta do wydania 20 mln zł w Słominie, kwituje krótko: nonsens, wynikający z nadinterpretacji zapisów propozycji porozumienia.
Determinacja
W połowie roku 2004 członkowie zarządu spółki AIG/Lincoln uwikłani zostali w śledztwo prowadzone przez ABW. Dlaczego? Byłe władze Raszyna zgodziły się na zerową stawkę tzw. renty planistycznej od gruntów w Słominie. Tymczasem urzędujący wójtowie twierdzą: jeżeli inwestor kupi grunty rolne, których wartość po odrolnieniu wzrośnie, powinien zapłacić za to 0-30 proc. od kwoty, o którą wzrosła cena ziemi. „Gazeta Wyborcza” (z 12.05.2004 r.) oceniła, że byłe władze dały inwestorowi prezent wartości ponad 4 mln zł.
— Sprytne. Jeżeli wójt publicznie stwierdzi, że strata gminy przekracza 4 mln zł, to ABW musi się tym zająć z urzędu. A przecież z tą rentą planistyczną to niedorzeczność. Nie dotyczy inwestora! Płaci właściciel, sprzedający — czyli chłop! Tak mówi polskie prawo! Najwyższe organy w państwie (ABW i prokuratura okręgowa) dochodziły do tego przez rok. W Radomiu chcieli sprawę kilkakrotnie oddać prokuraturze, ta chciała umorzyć… Ale okręgowa nie pozwalała! W końcu to umorzono, tekst postanowienia to dla mnie i Rajkowskiego laurka — pokazuje dokument Mirosław Lewandowski.
W jego opinii determinacja w dążeniu do zemsty potwierdzała się od pierwszych dni rządów Kwiecińskiego. W raszyńskim urzędzie gminy zatrudniono kilka osób do szukania kwitów na pokonanych wójtów.
— Wytoczyli nam kilkanaście spraw w różnych instytucjach. Wszystkie się zakończyły prawomocnymi wyrokami — uniewinnieniami! Nadużycia przy budowie chodnika, dowozie dzieci do szkoły… Zbadali wszystkie umowy zawarte przez nas w ciągu ostatnich 5 lat... — gorzko uśmiecha się Lewandowski.
— I wszystko z pobudek osobistych?
— Bez przesady. Głównie z politycznych. Słusznie zakładają, że jeżeli nie utrącą mnie i Janusza Rajkowskiego, to w następnych wyborach przegrają.
— To DiO ma kłopoty przez was?
— Możliwe, że ktoś wciąż ma nadzieję, że coś na nas znajdzie..
