Z szacunkowych danych handlowej Grupy Muszkieterów, do których dotarł „PB”, wynika że w pierwszej dziesiątce największych sieci handlowych pod względem wartości obrotów w naszym kraju plasują się kolejno: Biedronka, Tesco, Carrefour, Real, Auchan, Lidl, Intermarche, E.Leclerc, Polomarket i Kaufland (patrz wykres). W tej stawce powinna się jeszcze znaleźć Żabka, która podawała niedawno, że w 2009 r. jej obroty przekroczyły poziom 2 mld zł. W czołówce nie mieści się jednak cała plejada innych dużych sieci, w tym m.in. sieć supermarketów Eko rozwijana przez Eko Holding, który pomyślnie zadebiutował wczoraj na warszawskiej giełdzie.

Choć perspektywy na awans do ścisłej handlowej czołówki wydają się wciąż niezłe, biorąc pod uwagę możliwość przyspieszenia rozwoju przez akwizycje, to jednak z doświadczenia innych krajów wynika, że będzie to niezwykle trudne. Z danych Nielsena wynika, że na rozwiniętych rynkach konsolidacja handlu doprowadzała z reguły do drastycznego ograniczenia liczby sieci na rynku. Dzięki temu w Szwajcarii, Szwecji, Finlandii, Danii czy Norwegii udział trzech największych detalistów w rynku przekracza aż 80 proc. W Polsce trzy największe sieci kontrolują obecnie dopiero około 20 proc. rynku. Z roku na rok ich udział jednak systematycznie się powiększa, kosztem mniejszych graczy.
- Moim zdaniem, na polskim rynku jest miejsce dla 2-3 dużych operatorów hipermarketów, 2-3 silnych graczy z segmentu dyskontów i 2-3 operatorów supermarketów. Segment mniejszych sklepów też czeka konsolidacja, w ramach kilku dużych, zintegrowanych pionowo grup handlowych budowanych przez dystrybutorów hurtowych – mówi Andrzej Faliński, dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji.
Jego zdaniem branżę handlową czeka kolejna fala fuzji i przejęć, a przejmować będą ci, którzy najlepiej poradzili sobie w czasie spowolnienia.
- To dobry czas na debiut giełdowy i pozyskanie kapitału na akwizycje, bo w branży będzie co kupować – ocenia Andrzej Faliński.