Jerzy nie należy do ludzi, którzy rano wpadają na pomysł zmiany pracy, a po lunchu składają wypowiedzenie. Dlatego zaczął metodycznie: zrobił rozeznanie na rynku, przejrzał ogłoszenia i przypomniał się headhunterowi, którego od czasu do czasu spotykał na konferencjach biznesowych. Potem wypisał na kartce swoje mocne strony i osiągnięcia z ostatnich lat. Bilans wypadł korzystnie, więc podbudowany wysłał CV, wcześniej dopieszczone przez sztuczną inteligencję.
Kiedy dostał zaproszenie na rozmowę, najpierw się ucieszył. A potem zrobił to, co robi wielu z nas, gdy pojawia się szansa na zmianę: znalazł powód, żeby nie pójść.
Liderzy nie są skoczkami
Jerzy nie jest wyjątkiem. Z badania firmy Antal wynika, że tylko 35 proc. polskich specjalistów i menedżerów aktywnie dąży do zmiany pracy. Znacznie większa grupa pozostaje w pół drogi: 48 proc. wprawdzie nie szuka nowego zatrudnienia, ale jest gotowa wysłuchać propozycji. Z drugiej strony 17 proc. całkowicie zamyka się na zmianę. Okazji na razie nie brakuje. Przeciętny respondent dostał w ostatnim roku pięć zaproszeń do udziału w rekrutacji, wobec trzech rok wcześniej. Wygląda więc na to, że problemem nie jest brak możliwości. Trudniejszy okazuje się moment, w którym trzeba zdecydować, czy rzeczywiście z nich skorzystać.
Nadmiernie ostrożnych mogą przekonać wyniki innego sondażu przeprowadzonego przez SW Research na zlecenie OLX Praca: aż 70 proc. pracowników biurowych, którzy w ostatnich dwóch latach zmienili pracę, dobrze ocenia swoją decyzję. Tylko 11 proc. jej żałuje.
Tyrania status quo
Trzymanie się dotychczasowej firmy nie musi oznaczać tchórzostwa. Działają tu dwa dobrze opisane mechanizmy psychologiczne: awersja do ryzyka i preferowanie status quo. Pierwszy sprawia, że bardziej obawiamy się możliwej straty, niż cieszymy na myśl o potencjalnej korzyści. Nowa praca może oznaczać wyższą pensję, atrakcyjniejsze zadania i większe możliwości rozwoju, ale także gorszego szefa, toksyczny zespół bądź rozczarowanie po okresie próbnym. Tego nie da się sprawdzić przed podjęciem decyzji.
Drugi mechanizm działa jeszcze subtelniej. To, co już mamy, wydaje nam się bezpieczniejsze tylko dlatego, że jest znajome. Dotychczasowe zajęcie może nas męczyć, frustrować i nie dawać perspektyw, ale znamy zasady. Wiemy, czego spodziewać się po szefie, komu można zaufać, gdzie są miny i jak je omijać. Nowa firma jest niewiadomą. Dlatego nie porównujemy dwóch ofert na równych zasadach: obecne miejsce pracy dostaje od nas psychologiczną premię za znajomość.
Potwierdzają to badania Thomasa van Huizena i Roba Alessiego, którzy wykazali, że osoby bardziej niechętne ryzyku rzadziej zmieniają pracę. Co szczególnie ciekawe, niekoniecznie rzadziej jej szukają. Bariera pojawia się później – kiedy trzeba zaakceptować ofertę i rzeczywiście wykonać ruch. Można więc przeglądać ogłoszenia, rozmawiać z headhunterami, chodzić na rozmowy, a w decydującym momencie uznać, że to jednak nie jest dobry czas.
Asekuranctwo to nie rozwiązanie
I tu pojawia się pułapka. Ryzyko zmiany widzimy wyraźnie, ryzyko pozostania znacznie słabiej. Łatwo wyobrazić sobie, co możemy stracić, odchodząc. Znacznie trudniej policzyć cenę kolejnych trzech lat w pracy bez perspektyw: utracone możliwości, wolniejszy rozwój, niższe zarobki czy narastającą frustrację. Dlatego lepiej nie poprzestać na pytaniu: co się stanie, jeśli odejdę? Warto zadać sobie drugie, znacznie mniej popularne: co się stanie, jeśli zostanę? Za rok. Za trzy lata. Za pięć.
Jerzy dostał drugie zaproszenie i poszedł na rozmowę. Nie dlatego, że przestał się bać ani dlatego, że nagle uznał zmianę pracy za bezpieczną. Zrozumiał coś prostszego: rozmowa kwalifikacyjna nie jest wypowiedzeniem, a sprawdzenie innej możliwości nie oznacza jeszcze, że trzeba z niej skorzystać.
Największym błędem Jerzego nie byłby wybór złej pracy, lecz odrzucenie możliwości wyboru tylko dlatego, że obecna praca jest mu dobrze znana.
Zanim zdecydujesz się zmienić firmę, zadaj sobie kilka pytań, które Max Eggert proponuje w poradniku „Doskonała kariera”. Nie traktuj ich jednak jak testu, który przesądza o odejściu. Wykorzystaj je jako pomoc w ocenie, czy obecna praca nie stała się zbyt przewidywalna i nie przestała dawać ci możliwość rozwoju.
- Czy nudzisz się w pracy?
Nie chodzi o chwilowy gorszy tydzień. Nawet w najbardziej fantastycznej pracy zdarzają się okresy rutyny. Niepokojąca jest nuda trwała: coraz mniej rzeczy cię ciekawi, rano nie masz poczucia, że czeka cię coś wymagającego, a kolejne zadania wykonujesz jak automat. Nuda może oznaczać, że nauczyłeś się już na tym stanowisku wszystkiego, czego mogłeś się nauczyć. - Czy 90 proc. problemów rozwiązujesz szybko, z uczuciem „znów to samo”?
Doświadczenie jest zaletą, ale może stać się pułapką. Niektórzy jak kania dżdżu potrzebują zmian, eksperymentów i okazji do zdobywania nowych kompetencji. Jesteś bardzo dobry w swojej pracy, być może właśnie dlatego czas pomyśleć o trudniejszej. - Czy zdarza się, że nie wiesz, co zrobić z czasem?
Pół biedy, jeśli od czasu do czasu nie wiesz, czym się zająć. Gorzej, gdy regularnie musisz wymyślać sobie obowiązki, rozwlekać zadania albo stwarzać pozory, że masz pełne ręce roboty. To sygnał, że firma nie wykorzystuje już twoich możliwości, a twoja rola straciła znaczenie. - Czy uważasz, że twój wkład w sukces przedsiębiorstwa nie jest już tak duży jak kiedyś?
Kiedyś budowałeś, zmieniałeś, rozwiązywałeś problemy i zdobywałeś klientów. Dziś głównie pilnujesz, żeby wszystko działało jak zawsze. Jeśli coraz trudniej ci powiedzieć, co jeszcze możesz zmienić na lepsze, prawdopodobnie na swoim stanowisku osiągnąłeś już swoje maksimum. - Czy zazdrościsz innym?
Zazdrość nie zawsze jest zła. Kiedy motywuje cię do rozwoju, większego wysiłku i stawiania sobie ambitniejszych celów, może działać na twoją korzyść. Byle nie zamieniła się w trwałą frustrację, bo inni mają więcej pieniędzy, swobody, wpływu czy możliwości rozwoju. Jeśli mimo zaangażowania twoje ambicje pozostają niezaspokojone, rozglądanie się za nowym zajęciem ma sens. - Czy często czujesz, że inni mają lepszą pracę niż ty?
Jednorazowe porównania niczego nie dowodzą – cudza kariera z zewnątrz zawsze wygląda trochę lepiej. Jeżeli jednak regularnie słuchasz o pracy znajomych i myślisz: chciałbym robić coś takiego, potraktuj to poważnie. Szczególnie jeśli nie zazdrościsz im wynagrodzenia czy tytułu, lecz samej treści pracy. To może być znak, że twoje aspiracje przerosły możliwości, jakie daje ci obecna funkcja. - Czy pracujesz na tym stanowisku dłużej niż twój poprzednik?
Nie ma oczywiście terminu ważności stanowiska. Czasem jednak długa stabilizacja zamienia się w zasiedzenie. Jeśli poprzednicy po kilku latach awansowali, przechodzili do ważniejszych zadań albo zmieniali firmy, a ty od dawna tkwisz w tym samym miejscu, zapytaj: czy to świadomy wybór, czy po prostu wygoda i siła przyzwyczajenia?
Na tym kończy się lista Maksa Eggerta. Dodajemy do niej jeszcze jedno, chyba najważniejsze pytanie: - Gdyby ktoś dziś zaproponował ci dokładnie tę samą pracę, na tych samych warunkach, czy przyjąłbyś ją ponownie?
To brutalnie skuteczny test. Oddziela przywiązanie do tego, co już mamy, od odpowiedzi na pytanie, czego chcemy dzisiaj. Jeśli odpowiedź brzmi „nie”, powinieneś zapytać samego siebie: co właściwie sprawia, że nadal tu jesteś?
