BIG Belka w PZU

Kazimierz Krupa
opublikowano: 2005-04-04 00:00

Znajomy Jenifer Lopez, przez niektórych znany jako prezes Rady Ministrów RP, przez innych jako członek rady nadzorczej BIG Banku Gdańskiego (który był drugim, obok Eureko, nabywcą akcji PZU), przez jeszcze innych rozpoznawany jako zasiadający w Międzynarodowej Radzie ABN Amro (której polski oddział doradzał przy prywatyzacji PZU), jednym słowem profesor Marek Belka, po przesłuchaniach przed komisją ds. prywatyzacji PZU jawi nam się jako jeden z najdyskretniejszych ludzi na ziemskim łez padole i człowiek, od którego nigdy nic nie zależało i którego nigdy nikt nie słuchał. Jak na zasiadającego w najróżniejszych radach, doradcę wielu ważnych ludzi, w tym prezydenta Kwaśniewskiego, profesora ekonomii, a wreszcie premiera, cecha zaiste osobliwa. Ale, widać, tak może być.

Nie ma co ukrywać, ostatnio mamy szczęście do premierów lubujących się w bon motach. O ile jednak te w wykonaniu premiera Millera robiły wrażenie starannie opracowanych, wyuczonych, i — co tu ukrywać — bywały „przyciężkawe”, o tyle z ust premiera Belki zdają się same wylatywać, lekkie jak wiosenne motylki. Zapewne dzięki nim, i bardzo rozbudowanej mimice profesora Belki, jest on jedną z najbardziej medialnych osób w Polsce, co zostało potwierdzone przez autorytety w tej dziedzinie. Wszystko to jednak ani odrobinę nie przybliża nas do wyjaśnienia sprawy PZU, przez niektórych od razu określanej „aferą PZU”. Zrzucenie całej winy za tę niemożność na członków komisji śledczej jest z pewnością tak samo uzasadnione jak bezproduktywne. Dyskrecja zeznających świadków jest tutaj też nie bez znaczenia. Starannie wcielają oni w życie zasadę, że „pieniądz lubi ciszę” i zacisza gabinetów. A jeden gadatliwy Wieczerzak nie zmieni tego obrazu. Czy więc doczekamy się jednoznacznego wyjaśnienia sprawy PZU czy afery? O ile ona istnieje. Zaryzykuję: nie.

Możesz zainteresować się również: