Biomed przejechał się na leku

Marcel ZatońskiMarcel Zatoński
opublikowano: 2021-11-29 20:00

Zamiast „polskiego leku, który zabija covid” jest fiasko badań i spadek kursu. Biomed Lublin zapewnia, że to nie koniec świata

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • jak kurs Biomedu Lublin zareagował na informacje o fiasku badań klinicznych nad zastosowaniem preparatu spółki w leczeniu koronawirusa
  • jak spółka odnosi się do tych informacji i czym tłumaczy fiasko badań
  • na czym ma się opierać biznes Biomedu

Na giełdzie kupuje się przyszłość – i w ubiegłym roku tłumy drobnych inwestorów kupiły wizję Biomedu Lublin jako globalnego pioniera w leczeniu COVID-19. Teraz z tej wizji niewiele zostało. W poniedziałek spółka oficjalnie poinformowała, że trwające od ponad roku badanie kliniczne nad zastosowaniem przeciwciał pozyskanych z osocza osób, które przeszły covid, do leczenia pacjentów z koronawirusem zakończyło się fiaskiem. Biomed otrzymał w tej sprawie pismo z Samodzielnego Szpitala Klinicznego w Lublinie, który prowadził badanie.

„Decyzja o zakończeniu badań została podjęta na podstawie dokonanych ustaleń z Agencją Badań Medycznych, mając na względzie optymalizację finansowania badania ze środków publicznych, wobec wyników wskazujących na brak osiągnięcia celów projektu. Wyniki analizy danych pierwszych 100 pacjentów, włączonych do badania, wskazują, że dodanie wytworzonej z osocza swoistej Immunoglobuliny anty-SARS-CoV2 [wytwarzanej przez Biomed — red.] do standardowej terapii nie ma statystycznie istotnego wpływu na określone w protokole badania punkty końcowe” — poinformował Biomed.

W reakcji na ten komunikat kurs Biomedu mocno się obsunął — podczas poniedziałkowej sesji na GPW spadał o blisko 30 proc.

Huczne zapowiedzi

O tym, że badanie zakończyło się fiaskiem, jeszcze w sobotę poinformowało Radio Zet, które uzyskało dane od Agencji Badań Medycznych. Dla Biomedu to spory kłopot, bo jego preparat w pewnym momencie stał się głośny medialnie, a drobni inwestorzy rzucili się na akcje spółki.

Duży wpływ na to miała relacjonowana przez media ogólnopolskie konferencja prasowa z końca września ubiegłego roku, w trakcie której mówiono — jak się teraz okazuje, na wyrost — o efektywności terapii. Rozsyłany przez spółkę komunikat prasowy był wręcz zatytułowany „Mamy pierwszy na świecie skuteczny lek na COVID-19”.

— Jako pierwsi na świecie mamy lek na covid, który działa i zabija wirusa. Apeluję do stosownych organów o wydanie decyzji o dopuszczeniu tego leku na koronawirusa w trybie epidemicznym jeszcze przed zakończeniem badań klinicznych — mówił w trakcie konferencji Grzegorz Czelej, lubelski senator PiS, który mocno zaangażował się w promowanie projektu Biomedu.

Polityczna przesada:
Polityczna przesada:
Biomed Lublin informował w ubiegłym roku rynek, że ma „skuteczny lek na covid”, a wtórował mu senator PiS Grzegorz Czelej, który wraz z zarządem spółki prezentował preparat mediom. Od początku eksperci zwracali jednak uwagę, że potrzebne jest kliniczne zbadanie skuteczności preparatu. Po kilkunastu miesiącach okazało się, że rezultaty są żadne.
Jacek Szydłowski / Forum

Po głośnej konferencji Ministerstwo Zdrowia tonowało nastroje i w odpowiedziach na pytania „PB" podkreślało, że w przypadku Biomedu nie można mówić o leku, lecz jedynie o „kandydacie na lek", który musi przejść przez badania kliniczne.

Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) dodawała, że monitoruje działania spółki pod kątem prawidłowości wykonywania obowiązków informacyjnych. Czy z tego monitoringu coś wyszło?

– Z uwagi na tajemnicę zawodową wynikającą z ustawy o nadzorze nad rynkiem finansowym Urząd KNF nie jest uprawniony do komentowania i poddawania publicznej analizie sytuacji konkretnych spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, a także do informowania o podejmowanych wobec nich działaniach. UKNF na bieżąco monitoruje prawidłowość wypełniania obowiązków informacyjnych przez emitentów, w tym w szczególności w zakresie rozporządzenia MAR, ustawy o ofercie publicznej oraz możliwości potencjalnej manipulacji kursem lub wykorzystania informacji poufnych. W razie wątpliwości UKNF podejmuje w tym zakresie stosowne czynności wyjaśniające, w tym np. wydaje spółkom określone zalecenia, do których spółki muszą się zastosować. Monitoring ten dotyczy także spółki Biomed Lublin - informuje Jacek Barszczewski, rzecznik KNF.

Nadzór finansowy przypomina, że już na samym początku pandemii, w połowie marca 2020 r., przestrzegał inwestorów przed pochopnym kupowaniem akcji lub obligacji spółek, których działalność miałaby być w jakikolwiek sposób zwiazana w pandemią.

- KNF nie ma możliwości ingerowania w model biznesowy realizowany przez spółki notowane na GPW, nie dokonuje także oceny, jeśli chodzi o szanse powodzenia ich działalności gospodarczej. Oceny ryzyka inwestycji w daną spółkę musi dokonać każdorazowo indywidualnie inwestor, na podstawie informacji publikowanych przez emitentów, których obowiązkiem jest dostarczenie inwestorom informacji zapewniających odpowiedni poziom szczegółowości, niezbędny do pełnego zrozumienia wpływu danego zagadnienia na działalność emitenta. Przypominamy również, że to na członkach zarządów i rad nadzorczych spółek publicznych spoczywa odpowiedzialność za rzetelne i zgodne z przepisami informowanie o działalności tych firm, przy obowiązku zachowania równego dostępu do informacji cenotwórczych - podkreśla Jacek Barszczewski.

Szara rzeczywistość

Co na to wszystko zarząd Biomedu?

— Nie ukrywam, że informacje, jakie napłynęły z Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego w Lublinie i Agencji Badań Medycznych, są dla nas — dla spółki i akcjonariuszy — rozczarowujące. Ale nie tylko dla nas: również dla pacjentów oraz lekarzy, którzy czekają na skuteczne terapie. Na razie mamy więcej pytań niż odpowiedzi. Ze swojej strony mogę zapewnić, że Biomed jest gotów na dalszą współpracę w ramach konsorcjum lub w innej formie jako dostawca technologii i produktu do badań klinicznych. Udowodniliśmy, że posiadamy technologię i jesteśmy w stanie wytworzyć bezpieczny produkt z osocza ozdrowieńców — mówi Maksymilian Świniarski, prezes Biomedu Lublin.

Przedstawiciele spółki podkreślają, że w ramach badań klinicznych rolą spółki było jedynie wyprodukowanie preparatu tak szybko, jak było to możliwe, i z tego Biomed się wywiązał.

— Nie jest naszą rolą interpretowanie wyników badań, zostawiamy to ekspertom. Na pewno jednak brakuje informacji, które pozwoliłyby odpowiedzieć na pytanie o dalszy los projektu. Informacje, które dotychczas otrzymaliśmy, mają charakter szczątkowy. Badanie miało pierwotnie dotyczyć niespełna 500 pacjentów, tymczasem wzięło w nim udział zaledwie 100, co zapewne miało wpływ na wyniki — mówi Maksymilian Świniarski.

Weź udział w warsztacie online “Inwestycje w spółki portfelowe ASI - umowy inwestycyjne”, 3 marca 2022 >>

Powrót do korzeni

Przed pandemią Biomed był niewielką spółką, przechodzącą długotrwałą restrukturyzację. Jego kapitalizacja giełdowa na początku 2020 r. wynosiła około 60 mln zł. W związku z pandemicznymi nadziejami wyraźnie przekroczyła 1 mld zł, a nawet teraz, po mocnych spadkach, przekracza 300 mln zł.

Pięć lat temu spółka znalazła się na krawędzi upadłości i weszła w postępowanie układowe z wierzycielami, bo nie była w stanie spłacać długów, wynikających głównie z głośnej swego czasu i bardzo nieudanej inwestycji w zakład frakcjonowania osocza. Sprzedała część nieruchomości i praw do produktów, pozyskała też pieniądze z kilku ratunkowych emisji akcji. Skoncentrowała się na kilku produktach, m.in. na wytwarzanej od kilkudziesięciu lat szczepionce na gruźlicę i opartym na niej leku Onko BCG, który wykorzystywany jest do walki z powierzchniowymi i nieinwazyjnymi nowotworami pęcherza moczowego.

Intensywne prace nad zastosowaniem w leczeniu pacjentów z koronawirusem preparatów z osocza ozdrowieńców ruszyły w ubiegłym roku, ale zarząd spółki — wówczas jeszcze z Marcinem Pirogiem na czele — z jednej strony chwalił się nimi publicznie, a z drugiej podkreślał, że potencjał finansowy projektu wcale nie jest znaczący, choć to głównie koronawirusowe nadzieje i spekulacje windowały kurs spółki. Teraz zarząd też wskazuje, że to była tylko poboczna działalność.

— Od początku podkreślaliśmy, że projekt związany z lekiem na covid jest dla nas szansą, ale nie stanowi naszej podstawowej działalności. Koncentrujemy się na obszarze Onko BCG. Tam upatrujemy przyszłości dla naszego biznesu. Obecnie realizujemy inwestycje za blisko 125 mln zł. Rynek produktów BCG dynamicznie się rozwija, a popyt na nasze produkty rośnie. To jest fundament oraz przyszłość Biomedu Lublin — mówi Maksymilian Świniarski.

Nierówny blask pandemicznych gwiazd

Biomed był jedną z pandemicznych gwiazd warszawskiej giełdy — w pewnym momencie obroty na jego akcjach były tak wysokie, że spółka zaczęła spełniać kryteria kwalifikacji do indeksu WIG20. W jego skład jednak ostatecznie nie weszła, w gronie giełdowej elity znalazła się jednak inna pandemiczna gwiazda — Mercator Medical. Producent rękawic na pandemii realnie zarobił — popyt na jego produkty skokowo wzrósł, co przełożyło się na 930 mln zł czystego zysku w 2020 r. Notowania Mercatora szczyt osiągnęły w październiku ubiegłego roku i od tego czasu spadały wraz ze zmniejszaniem się popytu na rękawice, ich cen i zysków spółki. Koniec listopada okazał się jednak dla akcjonariuszy Mercatora udany — w związku z obawami przed nowym szczepem koronawirusa w poniedziałek kurs na GPW wzrósł o ponad 20 proc.