Biopaliwowa gra o miliard

opublikowano: 2009-07-27 07:29

Orlen wkrótce zaprosi dostawców estrów do udziału w przetargu. Napięcie — co zrozumiałe — już narasta.


 (Puls Biznesu wyd. 2905, s. 8)

Chociaż przetarg na dostawy estrów metylowych, jaki ogłosił PKN Orlen, dopiero rusza, już wzbudza emocje. Eksperci szacują wartość zamówienia na 1 mld zł. I to tylko w przypadku polskiego rynku. W ciągu kilku dni koncern skieruje do potencjalnych dostawców zaproszenia. A ci zawczasu obawiają się o zapisy w umowach.

— Koncern wykorzystuje silną pozycję, więc ryzyko związane ze zmianami przepisów prawa zwykł przerzucać na dostawców biokomponentów. Mamy nadzieję, że tym razem będziemy traktowani jak równorzędny partner — mówi Tomasz Pańczyszyn, dyrektor Krajowej Izby Biopaliw.

Orlen to największy odbiorca biokomponentów w Polsce. Kontrakt z nim dla krajowych firm jest więc na wagę złota. W szranki staną: Vratislawia Bio (należąca do Aleksandra Gudzowatego), Bioagra Oil (Zbigniew Komorowski), giełdowy Elstar Oils, ale także mniejsi wytwórcy. Moce wytwórcze tylko tych największych mogą pokryć obecne zapotrzebowanie Orlenu na estry.

Cała grupa łącznie będzie potrzebowała 420 tys. ton biokomponentów. Potentat obawia się jednak deficytu rzepaku i oleju w kraju. W Polsce Orlen dodaje do oleju napędowego wyłącznie estry rzepakowe (RME). Surowiec musi pochodzić w 75 proc. z krajów UE, co ogranicza możliwości jego uzyskania. Producent estrów powinien więc mieć zabezpieczone dostawy rzepaku lub oleju, by móc stać się partnerem Orlenu.

Przedstawiciele wytwórców biodiesla nie podzielają niepokoju koncernu, a Polskie Stowarzyszenie Producentów Oleju (PSPO) zarzuca Orlenowi, że wyrażając publicznie obawy o deficyt surowców ("PB" z 13 lipca 2009 r.), wprowadza zamieszanie na rynku.

— Rzepaku w Polsce nie zabraknie. W tym roku jego zbiory szacuje się na 1,9-2,1 mln ton, z czego około 1 mln ton zostanie wykorzystane na cele spożywcze. Pozostała część może zostać wykorzystana do produkcji biodiesla. Taka ilość wystarczy, by wyprodukować estry, które pokryją krajowe zapotrzebowanie Orlenu (350 tys. ton) — mówi Tomasz Pańczyszyn.

Po raz pierwszy też Orlen zdecydował się wprowadzić dłuższe niż jednoroczne umowy z dostawcami estrów: od stycznia 2010 r. do września 2011 r. oraz od stycznia 2010 r. do września 2012 r.

— To ułatwia zarządzanie kosztami i planowanie inwestycji. Cieszy nas też, że Orlen stawia na estry rzepakowe i to w 75 proc. pochodzące z UE. Ten przetarg jest lepiej przygotowany niż poprzednie — podkreśla Tomasz Pańczyszyn.

None
None

 (Puls Biznesu wyd. 2905, s. 8)

Chociaż przetarg na dostawy estrów metylowych, jaki ogłosił PKN Orlen, dopiero rusza, już wzbudza emocje. Eksperci szacują wartość zamówienia na 1 mld zł. I to tylko w przypadku polskiego rynku. W ciągu kilku dni koncern skieruje do potencjalnych dostawców zaproszenia. A ci zawczasu obawiają się o zapisy w umowach.

— Koncern wykorzystuje silną pozycję, więc ryzyko związane ze zmianami przepisów prawa zwykł przerzucać na dostawców biokomponentów. Mamy nadzieję, że tym razem będziemy traktowani jak równorzędny partner — mówi Tomasz Pańczyszyn, dyrektor Krajowej Izby Biopaliw.

Orlen to największy odbiorca biokomponentów w Polsce. Kontrakt z nim dla krajowych firm jest więc na wagę złota. W szranki staną: Vratislawia Bio (należąca do Aleksandra Gudzowatego), Bioagra Oil (Zbigniew Komorowski), giełdowy Elstar Oils, ale także mniejsi wytwórcy. Moce wytwórcze tylko tych największych mogą pokryć obecne zapotrzebowanie Orlenu na estry.

Cała grupa łącznie będzie potrzebowała 420 tys. ton biokomponentów. Potentat obawia się jednak deficytu rzepaku i oleju w kraju. W Polsce Orlen dodaje do oleju napędowego wyłącznie estry rzepakowe (RME). Surowiec musi pochodzić w 75 proc. z krajów UE, co ogranicza możliwości jego uzyskania. Producent estrów powinien więc mieć zabezpieczone dostawy rzepaku lub oleju, by móc stać się partnerem Orlenu.

Przedstawiciele wytwórców biodiesla nie podzielają niepokoju koncernu, a Polskie Stowarzyszenie Producentów Oleju (PSPO) zarzuca Orlenowi, że wyrażając publicznie obawy o deficyt surowców ("PB" z 13 lipca 2009 r.), wprowadza zamieszanie na rynku.

— Rzepaku w Polsce nie zabraknie. W tym roku jego zbiory szacuje się na 1,9-2,1 mln ton, z czego około 1 mln ton zostanie wykorzystane na cele spożywcze. Pozostała część może zostać wykorzystana do produkcji biodiesla. Taka ilość wystarczy, by wyprodukować estry, które pokryją krajowe zapotrzebowanie Orlenu (350 tys. ton) — mówi Tomasz Pańczyszyn.

Po raz pierwszy też Orlen zdecydował się wprowadzić dłuższe niż jednoroczne umowy z dostawcami estrów: od stycznia 2010 r. do września 2011 r. oraz od stycznia 2010 r. do września 2012 r.

— To ułatwia zarządzanie kosztami i planowanie inwestycji. Cieszy nas też, że Orlen stawia na estry rzepakowe i to w 75 proc. pochodzące z UE. Ten przetarg jest lepiej przygotowany niż poprzednie — podkreśla Tomasz Pańczyszyn.


 (Puls Biznesu wyd. 2905, s. 8)

Chociaż przetarg na dostawy estrów metylowych, jaki ogłosił PKN Orlen, dopiero rusza, już wzbudza emocje. Eksperci szacują wartość zamówienia na 1 mld zł. I to tylko w przypadku polskiego rynku. W ciągu kilku dni koncern skieruje do potencjalnych dostawców zaproszenia. A ci zawczasu obawiają się o zapisy w umowach.

— Koncern wykorzystuje silną pozycję, więc ryzyko związane ze zmianami przepisów prawa zwykł przerzucać na dostawców biokomponentów. Mamy nadzieję, że tym razem będziemy traktowani jak równorzędny partner — mówi Tomasz Pańczyszyn, dyrektor Krajowej Izby Biopaliw.

Orlen to największy odbiorca biokomponentów w Polsce. Kontrakt z nim dla krajowych firm jest więc na wagę złota. W szranki staną: Vratislawia Bio (należąca do Aleksandra Gudzowatego), Bioagra Oil (Zbigniew Komorowski), giełdowy Elstar Oils, ale także mniejsi wytwórcy. Moce wytwórcze tylko tych największych mogą pokryć obecne zapotrzebowanie Orlenu na estry.

Cała grupa łącznie będzie potrzebowała 420 tys. ton biokomponentów. Potentat obawia się jednak deficytu rzepaku i oleju w kraju. W Polsce Orlen dodaje do oleju napędowego wyłącznie estry rzepakowe (RME). Surowiec musi pochodzić w 75 proc. z krajów UE, co ogranicza możliwości jego uzyskania. Producent estrów powinien więc mieć zabezpieczone dostawy rzepaku lub oleju, by móc stać się partnerem Orlenu.

Przedstawiciele wytwórców biodiesla nie podzielają niepokoju koncernu, a Polskie Stowarzyszenie Producentów Oleju (PSPO) zarzuca Orlenowi, że wyrażając publicznie obawy o deficyt surowców ("PB" z 13 lipca 2009 r.), wprowadza zamieszanie na rynku.

— Rzepaku w Polsce nie zabraknie. W tym roku jego zbiory szacuje się na 1,9-2,1 mln ton, z czego około 1 mln ton zostanie wykorzystane na cele spożywcze. Pozostała część może zostać wykorzystana do produkcji biodiesla. Taka ilość wystarczy, by wyprodukować estry, które pokryją krajowe zapotrzebowanie Orlenu (350 tys. ton) — mówi Tomasz Pańczyszyn.

Po raz pierwszy też Orlen zdecydował się wprowadzić dłuższe niż jednoroczne umowy z dostawcami estrów: od stycznia 2010 r. do września 2011 r. oraz od stycznia 2010 r. do września 2012 r.

— To ułatwia zarządzanie kosztami i planowanie inwestycji. Cieszy nas też, że Orlen stawia na estry rzepakowe i to w 75 proc. pochodzące z UE. Ten przetarg jest lepiej przygotowany niż poprzednie — podkreśla Tomasz Pańczyszyn.

 (Puls Biznesu wyd. 2905, s. 8)
 (Puls Biznesu wyd. 2905, s. 8)

Chociaż przetarg na dostawy estrów metylowych, jaki ogłosił PKN Orlen, dopiero rusza, już wzbudza emocje. Eksperci szacują wartość zamówienia na 1 mld zł. I to tylko w przypadku polskiego rynku. W ciągu kilku dni koncern skieruje do potencjalnych dostawców zaproszenia. A ci zawczasu obawiają się o zapisy w umowach.

— Koncern wykorzystuje silną pozycję, więc ryzyko związane ze zmianami przepisów prawa zwykł przerzucać na dostawców biokomponentów. Mamy nadzieję, że tym razem będziemy traktowani jak równorzędny partner — mówi Tomasz Pańczyszyn, dyrektor Krajowej Izby Biopaliw.

Orlen to największy odbiorca biokomponentów w Polsce. Kontrakt z nim dla krajowych firm jest więc na wagę złota. W szranki staną: Vratislawia Bio (należąca do Aleksandra Gudzowatego), Bioagra Oil (Zbigniew Komorowski), giełdowy Elstar Oils, ale także mniejsi wytwórcy. Moce wytwórcze tylko tych największych mogą pokryć obecne zapotrzebowanie Orlenu na estry.

Cała grupa łącznie będzie potrzebowała 420 tys. ton biokomponentów. Potentat obawia się jednak deficytu rzepaku i oleju w kraju. W Polsce Orlen dodaje do oleju napędowego wyłącznie estry rzepakowe (RME). Surowiec musi pochodzić w 75 proc. z krajów UE, co ogranicza możliwości jego uzyskania. Producent estrów powinien więc mieć zabezpieczone dostawy rzepaku lub oleju, by móc stać się partnerem Orlenu.

Przedstawiciele wytwórców biodiesla nie podzielają niepokoju koncernu, a Polskie Stowarzyszenie Producentów Oleju (PSPO) zarzuca Orlenowi, że wyrażając publicznie obawy o deficyt surowców ("PB" z 13 lipca 2009 r.), wprowadza zamieszanie na rynku.

— Rzepaku w Polsce nie zabraknie. W tym roku jego zbiory szacuje się na 1,9-2,1 mln ton, z czego około 1 mln ton zostanie wykorzystane na cele spożywcze. Pozostała część może zostać wykorzystana do produkcji biodiesla. Taka ilość wystarczy, by wyprodukować estry, które pokryją krajowe zapotrzebowanie Orlenu (350 tys. ton) — mówi Tomasz Pańczyszyn.

Po raz pierwszy też Orlen zdecydował się wprowadzić dłuższe niż jednoroczne umowy z dostawcami estrów: od stycznia 2010 r. do września 2011 r. oraz od stycznia 2010 r. do września 2012 r.

— To ułatwia zarządzanie kosztami i planowanie inwestycji. Cieszy nas też, że Orlen stawia na estry rzepakowe i to w 75 proc. pochodzące z UE. Ten przetarg jest lepiej przygotowany niż poprzednie — podkreśla Tomasz Pańczyszyn.

Chociaż przetarg na dostawy estrów metylowych, jaki ogłosił PKN Orlen, dopiero rusza, już wzbudza emocje. Eksperci szacują wartość zamówienia na 1 mld zł. I to tylko w przypadku polskiego rynku. W ciągu kilku dni koncern skieruje do potencjalnych dostawców zaproszenia. A ci zawczasu obawiają się o zapisy w umowach.

— Koncern wykorzystuje silną pozycję, więc ryzyko związane ze zmianami przepisów prawa zwykł przerzucać na dostawców biokomponentów. Mamy nadzieję, że tym razem będziemy traktowani jak równorzędny partner — mówi Tomasz Pańczyszyn, dyrektor Krajowej Izby Biopaliw.

Orlen to największy odbiorca biokomponentów w Polsce. Kontrakt z nim dla krajowych firm jest więc na wagę złota. W szranki staną: Vratislawia Bio (należąca do Aleksandra Gudzowatego), Bioagra Oil (Zbigniew Komorowski), giełdowy Elstar Oils, ale także mniejsi wytwórcy. Moce wytwórcze tylko tych największych mogą pokryć obecne zapotrzebowanie Orlenu na estry.

Cała grupa łącznie będzie potrzebowała 420 tys. ton biokomponentów. Potentat obawia się jednak deficytu rzepaku i oleju w kraju. W Polsce Orlen dodaje do oleju napędowego wyłącznie estry rzepakowe (RME). Surowiec musi pochodzić w 75 proc. z krajów UE, co ogranicza możliwości jego uzyskania. Producent estrów powinien więc mieć zabezpieczone dostawy rzepaku lub oleju, by móc stać się partnerem Orlenu.

Przedstawiciele wytwórców biodiesla nie podzielają niepokoju koncernu, a Polskie Stowarzyszenie Producentów Oleju (PSPO) zarzuca Orlenowi, że wyrażając publicznie obawy o deficyt surowców ("PB" z 13 lipca 2009 r.), wprowadza zamieszanie na rynku.

— Rzepaku w Polsce nie zabraknie. W tym roku jego zbiory szacuje się na 1,9-2,1 mln ton, z czego około 1 mln ton zostanie wykorzystane na cele spożywcze. Pozostała część może zostać wykorzystana do produkcji biodiesla. Taka ilość wystarczy, by wyprodukować estry, które pokryją krajowe zapotrzebowanie Orlenu (350 tys. ton) — mówi Tomasz Pańczyszyn.

Po raz pierwszy też Orlen zdecydował się wprowadzić dłuższe niż jednoroczne umowy z dostawcami estrów: od stycznia 2010 r. do września 2011 r. oraz od stycznia 2010 r. do września 2012 r.

— To ułatwia zarządzanie kosztami i planowanie inwestycji. Cieszy nas też, że Orlen stawia na estry rzepakowe i to w 75 proc. pochodzące z UE. Ten przetarg jest lepiej przygotowany niż poprzednie — podkreśla Tomasz Pańczyszyn.