Bitwa o mięsne nazwy dopiero się zaczyna

Łukasz RawaŁukasz Rawa
opublikowano: 2024-12-09 20:00

Choć TSUE orzekł, że roślinne szynki i kiełbaski nadal mogą funkcjonować na rynku pod budzącymi kontrowersje w branży mięsnej nazwami, rzeźnicy nie składają broni. Do walki z niewłaściwą ich zdaniem nomenklaturą chcą nakłonić ministra rolnictwa.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • jak branża mięsna planuje chronić nazwy przetworów mięsnych
  • jakie kategorie produktów — poza wędlinami — miałyby zostać zastrzeżone
  • jak zapatrują się producenci żywności roślinnej na zmiany w nazewnictwie
Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Kilkanaście największych organizacji branżowych, ze Stowarzyszeniem Rzeźników i Wędliniarzy RP na czele, wystosowało pismo do Czesława Siekierskiego, ministra rolnictwa, w którym przekonują, że nadszedł czas na podjęcie działań dotyczących wprowadzenia ochrony określeń tradycyjnie stosowanych dla produktów pochodzenia zwierzęcego, a wykorzystywanych przez producentów roślinnych zamienników. I nie chodzi tu już tylko o produkty mięsne.

„Zjawisko wykorzystywania renomy artykułów rolno-spożywczych staje się coraz bardziej powszechne i wychodzi daleko poza ramy terminologii mięsnej, obejmując produkty takie jak ryby, jaja czy miód” — wskazują przedstawiciele branży mięsnej w piśmie do ministra.

W ostatnich latach prace legislacyjne mające chronić terminologię mięsną prowadzono m.in. we Francji, w Słowacji, Czechach, we Włoszech i w Rumunii. Jednak w październiku tego roku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) wydał orzeczenie, zgodnie z którym państwa członkowskie nie mogą zakazać stosowania nazw tradycyjnie związanych z produktami zwierzęcymi do oznaczania produktów roślinnych. Decyzja jest nadrzędna wobec prawodawstwa na poziomie krajowym.

Mięsna definicja

Warto zauważyć, że inaczej wygląda sytuacja w przypadku produktów o ściśle zdefiniowanych nazwach, takich jak „mleko” czy „mięso” — te są objęte ochroną na poziomie unijnym. Podobny status mają również specjały regionalne, jak chociażby Rogale Świętomarcińskie, których nazwy są precyzyjnie określone i nadzorowane przez Inspekcję Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych (IJHARS). Dzięki precyzyjnym regulacjom podlegają one restrykcyjnym zasadom w zakresie nazewnictwa. Jednak gdyby pójść krok dalej i stworzyć równie ścisłą definicję np. szynki, automatycznie wykluczyłoby to możliwość stosowania określeń takich jak „szynka drobiowa”. Można przypuszczać, że dla branży mięsnej to problem, ale z pisma skierowanego do ministra wynika, że niekoniecznie.

„Proponowany przez nas kierunek działań jest zgodny z październikowym wyrokiem sędziów TSUE. W argumentacji do decyzji trybunału (…), odnoszącej się do francuskiego dekretu zakazującego używania określeń mięsnych, wskazują oni możliwość przyjęcia przez organy unijne lub krajowe nazw prawnych dla środków spożywczych, których użycie byłoby dopuszczalne tylko po spełnieniu określonych warunków, zwłaszcza dotyczących ich składu. Oznacza to, że ochrona prawna określeń artykułów rolno-spożywczych stałaby się faktem w momencie stworzenia odpowiednich definicji prawnych dla nazw takich jak na przykład: stek, burger, tatar czy sznycel w kontekście składu produktów” — czytamy w piśmie do resortu rolnictwa.

Roślinna perspektywa

Producenci żywności roślinnej patrzą na sprawę z innej perspektywy.

— Wierzymy, że ministerstwo rolnictwa nie jest zainteresowane ograniczaniem konkurencyjności produktów roślinnych, lecz jedynie ochroną praw konsumentów. Jak pokazały badania opinii publicznej przeprowadzone przez RoślinnieJemy, 96 proc. konsumentów deklaruje, że nie zdarza im się mylić i przypadkowo wybierać roślinne produkty zamiast mięsnych przy codziennych zakupach. Wyniki tego i innych przeprowadzonych w podobnym czasie badań jasno pokazują, że nazewnictwo roślinnych produktów jest dla konsumentów zrozumiałe. Mamy nadzieję, że prezydencja Polski w Unii Europejskiej to będzie dobra szansa, by pokazać, że Polska jako kraj także potrafi dbać o rozwój zrównoważonego rolnictwa, a nie o ograniczanie rozwoju i uderzanie w konkurencję dla interesu branży mięsnej — mówi Karolina Centkowska, menedżerka ds. komunikacji w RoślinnieJemy.

Debata o nazewnictwie produktów rolno-spożywczych zatacza jednak coraz szersze kręgi. Do tematu odniósł się niedawno Christophe Hansen, kandydat na komisarza rolnictwa UE, podczas wysłuchania publicznego 4 listopada 2024 r. Podkreślił konieczność poprawy przepisów, które dotyczą nazw żywności. Jego zdaniem przepisy dotyczące nazw żywności wymagają poprawy w kontekście np. produktu o nazwie „Miód wolny od pszczół”, który jest już dostępny na rynku UE.

— Naprzemienne stosowanie nazwy miód w kontekście produktu z cukru jest niedopuszczalne i wprowadza konsumentów w błąd — uważa Christophe Hansen.

Na celowniku przeciwników poszerzania znaczenia tradycyjnych określeń znalazło się też mięso hodowane komórkowo. Branża mięsna chce, żeby w jego nazewnictwie również postawić producentom jakiegoś rodzaju bariery. Jak echo powraca styczniowy apel 12 ministrów rolnictwa z krajów UE w sprawie żywności wytworzonej w laboratorium i jej etykietowania — we wspólnym stanowisku wzywali oni KE do zapewnienia, że „produkty sztucznie wyhodowane w laboratoriach nigdy nie będą promowane jako autentyczna żywność lub mylone z nią”.

— Jeśli chodzi o kwestie związane z nazewnictwem mięsa hodowanego komórkowo, mamy tutaj do czynienia z nowym rozwiązaniem, które nie funkcjonuje jeszcze na rynku w regularnej sprzedaży. Mięso hodowane w sposób komórkowy będzie mieć te same właściwości i profil odżywczy jak mięso pozyskane w wyniku uboju zwierząt. Warto zauważyć, że jeszcze przez dość długi czas po wejściu do regularnej sprzedaży produkowane w ten sposób mięso nie będzie szeroko dostępne i z pewnością będzie trudno zakupić je przypadkiem. Obecnie taki produkt jest dostępny jedynie w kilku miejscach na świecie. Podobnie jak trwające prace nad wytycznymi Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności w kwestii dopuszczenia mięsa hodowanego komórkowo do sprzedaży, można przypuszczać, że także w obszarze znakowania produktów wytwarzanych tą metodą uda się wypracować konsens — mówi Karolina Centkowska.