Nad stołecznym Ursusem będzie grzmiało. Armaty zaczęły wytaczać polska PGNiG Termika, jedyny warszawski wytwórca ciepła systemowego, oraz francuska Dalkia, jedyny operator stołecznej sieci ciepłowniczej. Pierwsza ma pięć elektrociepłowni w Warszawie i jedną w podwarszawskim Pruszkowie. Druga przesyła rurami ciepło. Żyły w biznesowej zgodzie, ale w 2012 r. Dalkia ogłosiła plan budowy własnej elektrociepłowni i spokój prysł.
Stawką jest rynek
Pozornie stawką jest rynek ciepła w Ursusie, czyli w zachodniej dzielnicy Warszawy. A konkretnie — kontrola nad Energetyką Ursus (EU), elektrociepłownią znajdującą się w nieprawomocnej jeszcze upadłości. W rzeczywistości od tego, kto ją kupi, zależy kształt warszawskiego rynku ciepła. Ursus to 25 tys. mieszkańców i 130 przedsiębiorców. Niezły kąsek, zwłaszcza że generalnie popyt na ciepło systemowe w Polsce nie rośnie lub rośnie minimalnie, w zależności od miasta. Przy takim rynku trzeba szukać skali — to podejście Termiki, która w Ursusie widzi nowych klientów. Albo wydłużać łańcuch wartości — to podejście Dalkii, która w Ursusie ma już sieć przesyłową, a teraz chce wybudować pierwszą elektrociepłownię, na gaz. To, że majątek ursuskiej elektrociepłowni jest zaniedbany i wymaga modernizacji, nikogo nie zniechęca. I Termika, i Dalkia deklarująchęć zakupu firmy, jeśli tylko syndyk zdecyduje się na przetarg.
Termika kusi ceną
— Jeśli przejmiemy kontrolę nad EU, to po pierwsze — ustabilizujemy jej bieżącą działalność, a po drugie — będziemy dążyć do przyłączenia zakładu do stołecznej sieci ciepłowniczej [dziś sieć Ursusa nie ma połączenia z warszawską — red.]. To pozwoli zapewnić mieszkańcom Ursusa dostawy ciepła z innych źródeł Termiki, i to taniej. Produkowane przez nas ciepło w Warszawie kosztuje przecież 23 zł [bez przesyłu — red.], podczas gdy w Ursusie — aż 33 zł/GJ netto — wylicza Andrzej Gajewski, prezes PGNiG Termiki. Po przyłączeniu EU do mieszkańców Ursusa płynęłoby zatem tańsze ciepło z sieci warszawskiej, a ursusowską ciepłownię Termika mogłaby wykorzystywać jako źródło tymczasowe, np. zimą. — O przyszłości EU zdecyduje rachunek ekonomiczny związany głównie z wymaganiami ekologicznymi — deklaruje Andrzej Gajewski.
Z zaspokojeniem popytu Ursusa na ciepło Termika nie będzie mieć problemów. Problem będzie natomiast z przyłączeniem EU do warszawskiej sieci. To zadanie dla Dalkii.
— Do połączenia systemów brakuje tylko kilka metrów sieci ciepłowniczej, ale zdaniem Dalkii jej budowa to zadanie aż na 1,5 roku. Wiadomo, Dalkia woli zasilić Ursus z własnej elektrociepłowni gazowej. Na jej wybudowanie potrzeba jednak kilku lat, a do tego czasu mieszkańcy tego rejonu Warszawy będą musieli być zasilani z EU i lokalnych kotłowni gazowych, należących zresztą do Dalkii. A mogliby mieć ciepło po znacznie niższych cenach — irytuje się Andrzej Gajewski.
— Do warszawskiej sieci przyłączymy naszą jednostkę. Nie widzimy uzasadnienia ekonomicznego dla inwestycji w przyłączenie EU — stwierdza krótko Michał Machlejd, prezes Dalkii Warszawa. W razie pata Termika może pójść do Urzędu Regulacji Energetyki, a odwołać się od jego decyzji można jeszcze do sądu przy Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Na konflikt Dalkii z Termiką warto też spojrzeć poprzez pryzmat reguły dającej pierwszeństwo w dostępie do sieci temu wytwórcy ciepła, który produkuje je najtaniej. Połączenie sieci warszawskiej z ursusowską mogłoby więc zaowocować pierwszeństwem dla ciepła płynącego z zakładów Termiki (bo jego cena, dzięki efektowi skali, jest wyjątkowo niska — nawet na tle kraju).
Uwolnić Ursus od węgla
Dalkia ma jednak własny plan.
— Optymalnym rozwiązaniem dla Ursusa i zachodniej części Warszawy jest budowa nowej elektrociepłowni gazowej. Dlatego prowadzimy już zaawansowane przygotowania do jej budowy. Nowe źródło w Ursusie niemalże wyeliminuje emisję zapylenia i SO 2 oraz zredukuje o ponad połowę emisję CO 2 w porównaniu z węglową instalacją EU. Na dodatek jego uruchomienie umożliwi rewitalizację terenów poprzemysłowych po dawnych ZPC Ursus, na co mieszkańcy czekają od lat — wyjaśnia Michał Machlejd.
Dalkia chce kupić EU po to, by dostarczać z niej do Ursusa ciepło do czasu uruchomienia własnego bloku. Ma też z upadłą spółką własne porachunki — EU utrudnia Dalkii pozyskiwanie formalnych pozwoleń na budowę jej gazówki. Według spiskowych teorii z branży, Dalkia działa też w porozumieniu z deweloperem Celtic Property Developments (CPD) od kilku lat toczącym z EU spór o użytkowanie gruntów. To CPD wniósł o upadłość ursusowskiej elektrociepłowni.
— To oczywiste, że CPD i Dalkia mają zbieżne interesy. Kto chciałby kupić mieszkania sąsiadujące z elektrociepłownią? Jeśli Termika kupi EU, to utrzyma ją przy życiu, niepotrzebnie blokując rozwój dzielnicy — uważa Michał Machlejd.
Syndyk czeka na sąd
Na razie kluczowe jest uprawomocnienie się upadłości EU, bo na decyzję sądu zażalenie złożył właściciel zakładu — Bogdan Bigus. Na wypadek jego wygranej, czyli cofnięcia upadłości, PGNiG Termika podpisała już z nim list intencyjny, zakładający przejęcie EU. A jeśli upadłość się uprawomocni, wszystko będzie w rękach syndyka.
— Najlepszym rozwiązaniem byłaby sprzedaż EU w całości, ale zanim do tego dojdzie, powinny zostać wyjaśnione liczne sprawy sądowe, cywilne, gospodarcze i karne, związane m.in. z ustanowieniem przesyłu. Gdyby nie one, możliwy byłby przetarg już jesienią. A tak trudno przewidzieć termin — przyznaje Tadeusz Kretkiewicz, syndyk EU. Plotka branżowa mówi, że EU interesował się też zagraniczny gracz, ale syndyk tego nie potwierdza.
— Tylko dwie poważne firmy interesują się współpracą operatorską z EU, a zapewne także zakupem firmy — podkreśla Tadeusz Kretkiewicz. — W Warszawie nie ma miejsca na trzeciego gracza, wciśniętego między Termikę a Dalkię — dodaje chcący zachować anonimowość menedżer z dużej grupy energetycznej.
Miasto jest winne
KRZYSZTOF ŻMIJEWSKI
ekspert energetyczny z Politechniki Warszawskiej
W takim konflikcie i w Warszawie, i we Wrocławiu, i w jakimkolwiek innym mieście trzeba zrozumieć obu rywali. Obaj mają rację, bo każdy działa przecież w swoim interesie biznesowym. Podstaw ich konfliktu należy jednak szukać w zaniechaniach władz miasta. To one powinny przecież oceniać zapotrzebowanie mieszkańców na ciepło, energię czy gaz. I jeśli jest potrzeba, ogłaszać przetarg na nowe moce, a jeśli nie ma — nie wydawać pozwoleń na budowę zakładów, bo to grozi wzrostem cen dla odbiorców. Interes odbiorców — rozumiany jako bezpieczeństwo i konkurencyjność cenowa dostaw, np. ciepła — powinien być dla miasta priorytetem. Problem w tym, że większość miast w Polsce takich wiarygodnych analiz nie ma.
Warszawska wojna o ciepło przypomina wojnę wrocławską, w której po jednej stronie stoi wytwórcza Kogeneracja, kontrolowana przez francuski EdF, a po drugiej — fiński Fortum, który ma sieć przesyłową. Pierwsza myśli o budowie sieci, drugi — własnego zakładu wytwórczego. Konflikt, któremu towarzyszyła wielka medialna debata, był w apogeum w 2012 r. Tli się do dziś. — Mam nadzieję, że sytuacja w Warszawie nie rozwinie się tak jak we Wrocławiu, choć tu też uwidoczniły się rozbieżne interesy wielkich firm. My od dawna jesteśmy w Ursusie i chcemy dalej tam być. Termiki tam nigdy nie było — uważa Michał Machlejd, szef Dalkii Warszawa.