BIURA DOCENIAJĄ PRODUKTY MARKOWE

Bołtryk Marcin, Pochłopień Jacek
12-03-1999, 00:00

BIURA DOCENIAJĄ PRODUKTY MARKOWE

Firmy najszybciej zaczęły zwracać uwagę na jakość, a nie tylko na cenę kupowanych artykułów

NA UKŁADY NIE MA RADY: Poważną konkurencję stanowią dla nas małe firmy, zlokalizowane często w jednym pokoju czy garażu. Działają one zazwyczaj dzięki układom i niepisanym umowom. Trudno jest z tym walczyć, nawet jeśli nasza cena jest niższa — mówi Ania Tondel, kupiec artykułów biurowych w firmie Office Depot.

fot. Grzegorz Kawecki

JAKOŚĆ TA SAMA: Wiele półproduktów powstaje według technologii zachodnich. Każdy wkład schodzący z taśmy produkcyjnej jest ręcznie sprawdzany i testowany — mówi Krzysztof Niewiadomski, dyrektor handlowy firmy Rystor. fot. Borys Skrzyński

TRUDNE WARUNKI: Iwona Pręciuk z Resty podkreśla, że bardzo trudno producentom artykułów biurowych spełnić wymogi narzucane im przez hipermarkety.

fot. Borys Skrzyński

Polskim producentom trudno jest konkurować z zachodnimi koncernami. Brakuje im kapitału, potrzebnego do przeprowadzania zakrojonych na szeroką skalę akcji promocyjnych. Nie oznacza to, że są skazani na zagładę.

Polscy producenci w branży artykułów piśmiennych muszą zmagać się z silną konkurencją zagraniczną.

— Rynek został zdominowany przez produkty importowane. Nie zamierzamy jednak wcale opuszczać pola. Zdobywaliśmy doświadczenie na rynku specjalistycznych artykułów kreślarskich. Teraz oferujemy również popularne wyroby dla klientów masowych — tłumaczy Krzysztof Niewiadomski, dyrektor handlowy firmy Rystor.

Potrzebny kapitał

Rodzimi wytwórcy mają te same kłopoty, co producenci w innych branżach: brakuje im kapitału.

— Firmy zachodnie wchodzą na rynek w sposób bardzo agresywny, dysponują ogromnymi środkami finansowymi, które przeznaczają również na promocję. W tej chwili w naszej branży przeprowadza się ogromne kampanie reklamowe, kiedyś było inaczej. Nasze firmy nie dysponują tak wielkimi środkami finansowymi — mówi Krzysztof Niewiadomski.

Dodaje, że Rystor przywiązuje bardzo dużą wagę do tego, aby klienci byli świadomi, że współpracują z firmą polska, która daje pracę ponad 130 osobom.

— Rodzime firmy, aby się utrzymać na rynku, muszą poszukać niszy — stwierdza Iwona Pręciuk, dyrektor zarządzający Resty, produkującej m.in. segregatory.

— Polscy wytwórcy długo jeszcze nie dorównają zachodnim. Nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że do wyrobu długopisu wykorzystana jest najbardziej zaawansowana technologia. Są to rzeczy, których wyprodukowanie wymaga lat doświadczeń. Oczywiście sytuacja się zmienia. Szansa dla polskich producentów tkwi we współpracy. Zresztą tak dzieje się w każdej branży, która jest zaniedbana technologicznie — uważa Wojciech Bazarnik, prezes rady nadzorczej firmy Bazarnik.

Ekspansja zagranicznych producentów bynajmniej się jeszcze nie skończyła. Rynek w naszym kraju ma wśród nich opinię bardzo atrakcyjnego.

— W tej chwili poszukujemy agenta. Zamierzamy rozpocząć sprzedaż naszych produktów w Polsce. W RPA spotkaliśmy się z opinią, że jest to bardzo atrakcyjny rynek, jeszcze nieustabilizowany i rozwijający się, na którym klienci chętnie poszukują nowości — twierdzi Paddy Baker, menedżer z południowoafrykańskiego koncernu Profile Plastic, który oferuje m.in. segregatory i albumy.

Jakość czy cena

Paddy Baker przyznaje, że zaskoczyła ją silna pozycja w Polsce firm z Dalekiego Wschodu.Twierdzi ona, że ich produkty mają gorszą jakość, ale są oferowane po bardzo niskich cenach.

— To nieprawda, że nasze produkty są złej jakości. Ich cena wynika m.in. z niskich kosztów siły roboczej — twierdzi Edmund Chan, menedżer z firmy White Ocean z Hongkongu.

Producenci podkreślają, że na początku lat 90. liczyła się przede wszystkim cena. Teraz sytuacja się zmienia, najszybciej do markowych produktów przekonują się instytucje i firmy.

— Proces zalewania naszego rynku tanimi wyrobami skończył się. W tej chwili Polacy doceniają dobrą markę. Perspektywy dla takich produktów są bardzo dobre. — zapewnia Wojciech Bazarnik.

Paddy Berker opowiada, że w trakcie poznańskich Targów Zabawek, Dekoracji Świątecznych i Artykułów Szkolno-Biurowych, wielu klientów pytało ją o produkty firmy, ale interesowała ich przede wszytskim cena, mniejszą uwagę zwracali na jakość.

Metody dystrybucji

Na polskim rynku obecnych jest kilka dużych firm zajmujących się dystrybucją artykułów biurowych. Są to Office Depot, Office Centre oraz obecne od niedawna w naszym kraju Dudley i Miraco.

— Posiadamy 10 sklepów. W tym roku zamierzamy zwiększyć tę liczbę do 20 — informuje Ania Tondel, kupiec artykułów biurowych w Office Depot.

Office Centre otworzyło w Polsce pierwszą halę we wrześniu 1997 roku. W tej chwili jest ich już sześć, o powierzchni 1600 mkw. Każda z nich kosztowała około 6 mln zł. Na polskim rynku pojawił się również Dudley. Centralny magazyn został ulokowany w Szczecinie. Drugi obiekt ma powstać w Warszawie.

Office Depot posiada dwa sklepy w Warszawie. Poza tym hale firmy znajdują się w Poznaniu, Wrocławiu, Katowicach, Gdańsku, Krakowie, Olsztynie, Opolu i Szczecinie.

— Niedawno weszły na nasz rynek nowe firmy. Trudno jednak dziś przewidywać, jaka będzie konkurencja w przyszłości, gdyż minęło jeszcze stanowczo za mało czasu — mówi Ania Tondel.

Dodaje ona, że Polacy ciągle boją się kupować przez katalogi. Natomiast Mirosław Popiołek z firmy 3M stwierdza, że katalogi przyczyniły się do popularyzowania wśród klientów wiedzy na temat dostępnych produktów.

Pojawienie się dużych sklepów ma dla branży ogromne znaczenie.

— Rynek segregatorów jest raczej stabilny. Wykazuje jednak pewną tendencję do kurczenia się, ze względu na obecność dużych odbiorców — sieci hipermarketów. Nie jesteśmy w stanie spełnić ich bardzo ostrych wymagań. Sieci wymagają od nas m.in. organizowania akcji promocyjnych. Oznacza to olbrzymie koszty — dodaje Iwona Pręciuk.

Również przedstawiciele firmy Lemi, która oferuje m.in. produkty Sanforda, potwierdzają, że pojawienie się hipermarketów odebrało im nieco klientów.

Według Poznańskiego Magazynu Targowego, w 1998 r. wartość produkcji sprzedanej polskiego przemysłu biurowych artykułów papierniczych wyniosła około 70 mln USD, a przemysłu szkolnych artykułów papierniczych około 55 mln USD. Import wyniósł natomiast aż 230 mln USD. Towary te pochodzą głównie z UE, są to m.in. pióra kulkowe, długopisy, pisaki, okładki, papiery samokopiujące, datowniki, pieczątki. Natomiast polski eksport osiągnął wartość około 60 mln USD. Odbiorcami rodzimych producentów są przede wszystkim firmy z Europy Środkowej i Wschodniej: Niemcy, Włochy i Szwecja. Za granicę trafiają polskie zeszyty, przybory do pisania, segregatory, koperty, taśmy do maszyn do pisania.

Marcin Bołtryk

Jacek Pochłopień

HISTORIA RYNKU

Pracuję w 3M od sześciu lat. Pamiętam początki, gdy trudno było wytłumaczyć do czego służą karteczki samoprzylepne. Ich cena, w porównaniu z bochenkiem chleba, była szokująca. W ciągu kilku lat wiele się zmieniło. Powstały firmy, które zaczęły poszukiwać nowych narzędzi pracy. Z moich obserwacji wynika, że zmienia się podejście do wyrobów markowych. Nie liczy się już tylko to, czy towar pochodzi z zagranicy, ale rozróżnia się marki-firmy analizują, czy produkt spełni ich wymagania. Jeśli kupujemy sprzęt do prezentacji, chcemy, żeby działał w każdych warunkach. Rynek się powiększa — można to zauważyć obserwując choćby rosnący metraż biurowców w dużych miastach. Jednocześnie pojawiają się nowe wyroby, które stwarzają dodatkowe możliwości. Rośnie przy tym liczba osób, które dobrze orientują się i znają nowoczesne produkty biurowe. Przyczyniły się do tego rozsyłane katalogi, które pojawiły się w Polsce niedawno, trzy lata temu.

Mirosław Popiołek,

menedżer z firmy 3M

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bołtryk Marcin, Pochłopień Jacek

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / BIURA DOCENIAJĄ PRODUKTY MARKOWE