Biura podróży liczą zyski

Choć z touroperatorami wyjedzie mniej osób niż w rekordowym 2019 r., to marże są wystarczająco wysokie, by zagwarantować firmom godziwy zarobek. Na podium może dojść do roszad.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • o ile podrożały wycieczki od ubiegłego roku
  • jak idzie sprzedaż największym biurom podróży
  • czego spodziewają się touroperatorzy w całym 2021 r.
  • jaki gracz może wejść do pierwszej trójki na rynku

Biura podróży liczą zyski

opublikowano: 09-08-2021, 20:00

Choć z touroperatorami wyjedzie mniej osób niż w rekordowym 2019 r., to marże są wystarczająco wysokie, by zagwarantować firmom godziwy zarobek. Na podium może dojść do roszad.

W tym roku o podróży za jeden uśmiech można zapomnieć. Ceny wycieczek są wyjątkowo wysokie, nie ma znaczących promocji ani ofert last minute.

- Touroperatorzy powstrzymali się w tym roku z nadmierną ofertą. Tymczasem Polacy mają najwięcej w historii pieniędzy, niektórzy nie wyjechali na wakacje rok temu, teraz chcą to sobie zrekompensować. Popyt jest niezły, a ceny wysokie: dla wylotów w pierwszym tygodniu sierpnia cena była o 949 zł wyższa niż rok temu. Biura zarabiają na każdej wycieczce 2-3 razy więcej, niż się spodziewały. Może być podobnie jak w 2019 r., kiedy po roku wielkiej nadpodaży biura wstrzymały się z szaleństwami programowymi i dzięki temu sporo zarobiły [Itaka miała 70 mln zł zysku netto, Rainbow 37,2 mln zł, TUI Poland 13,1 mln zł, Grecos 9,4 mln zł, a Coral Travel 7,5 mln zł – red.]. To dobrze, że ten rok będzie rentowny, bo niektóre biura mają do zwrotu rządowe pożyczki – komentuje Andrzej Betlej, prezes Instytutu Badań Rynku Turystycznego TravelDATA.

Najwięksi optymiści nie przewidzieli

Przedstawiciele biur – wbrew zapowiedziom z początku roku – w lipcu i sierpniu szybciej, niż się spodziewali, gonią rekordy z 2019 r.

- Zbliżamy się do 80 proc. oferty z tych miesięcy 2019 r. – mówi Marcin Dymnicki, dyrektor zarządzający biura TUI Poland, które w 2019 r. obsłużyło 981 tys. klientów i było pod tym względem numerem jeden w Polsce.

Jeszcze lepiej poszło Itace, która w 2019 r. miała 889 tys. klientów i była druga.

- W lipcu zbliżyliśmy się do liczby klientów obsłużonych w tym miesiącu przed dwoma laty, czyli kilkakrotnie większej niż w lipcu 2020. Oferta na sezon letni 2021 obejmuje wszystkie kluczowe destynacje, a dodatkowo została poszerzona o hotele z dojazdem własnym, np. w Chorwacji. Zwiększona została także liczba ofert dostępnych w ramach pakietowania dynamicznego – mówi Piotr Henicz, wiceprezes Itaki oraz branżowych organizacji PIT i PZOT.

Giełdowy Rainbow też może się pochwalić dużą sprzedażą.

- Do końca lipca mieliśmy 260,8 tys. rezerwacji, co stanowi 76 proc. poziomu z tego samego okresu z 2019 r. Lipiec okazał się jeszcze lepszy, bo osiągnęliśmy 82,5 proc. lipca 2019. Jeszcze w lutym rynek był bardzo ostrożny, mówiono o osiągnięciu 50 proc. tego co w 2019 r., potem szacunki wzrosły do 60-70 proc. Jest więc lepiej, niż spodziewali się najwięksi optymiści – mówi Maciej Szczechura, członek zarządu Rainbowa, który w 2019 r. miał 491 tys. klientów i był w tej kategorii na trzecim miejscu.

Wysokie marże, o których nikt nie chce mówić

Touroperatorzy, których marże zwykle oscylowały wokół 2 proc., nie chcą ujawniać, ile wynoszą obecnie.

- Ceny i marże od połowy czerwca są bardzo dobre, a w lipcu rekordowe – mówi jedynie Marcin Dymnicki.

- Ceny nie są niższe niż w 2019 r. Wszyscy budowali ofertę zachowawczo, potem dokładali samoloty i hotele, ale popyt wciąż jest duży, co wpływa na stawki. Jest szansa, że w tym roku wyjdziemy na prostą po poniesionych w ubiegłym roku stratach. To nie jest rok ścigania się o liczbę klientów, jak bywało dawniej, tylko odbudowy stabilności i wyniku finansowego. Marże są przyzwoite, ceny w tym sezonie są średnio o 5 proc. wyższe niż w 2019 r., ale trzeba pamiętać, że inflacja przez te dwa lata przekroczyła 5 proc. – mówi Maciej Szczechura.

Piotr Henicz przyznaje, że utrzymuje się trend rezerwacji hoteli z górnej półki.

Cały rok będzie dobry, chyba że rząd zrobi niespodziankę

Przedstawiciele touroperatorów bardzo ostrożnie przedstawiają prognozy na cały rok. Michał Kaczmarzyk, szef Ryanaira, twierdzi, że w tym roku oferta czarterowa to 65-70 proc. poziomu z 2019 r., w którym wszystkie linie czarterowe przewiozły 5,1 mln turystów.

- W tym roku planujemy obsłużyć 60 proc. liczby klientów z 2019 r. [czyli 544,3 tys. – red.]. Zakładamy optymistycznie, że do końca roku nie nastąpi kolejny lockdown ani nie będą podejmowane spontanicznie, niemające racjonalnego wytłumaczenia decyzje o utrudnieniach w podróży w postaci kwarantanny, dodatkowych testów etc. – mówi Piotr Henicz.

Także Maciej Szczechura i Marcin Dymnicki uzależniają wyniki od ewentualnych obostrzeń.

- Mam nadzieję, że nie będziemy więcej zaskakiwani, jak było z wprowadzoną z dnia na dzień kwarantanną po powrocie z krajów non-Schengen. W całym 2021 r. liczba rezerwacji nie osiągnie pewnie 80 proc. z 2019 r., bo wiele kierunków, np. azjatyckich, pozostaje zamkniętych. Liczymy jednak, że jesienią dobrze będą się sprzedawały egzotyczne destynacje - komentuje członek zarządu Rainbowa.

- Z uwagi na słabe pierwsze półrocze w całym roku poziom będzie niższy niż w 2019, ale z każdym miesiącem jest lepiej. Jesień może nas zaskoczyć. Czy pozytywnie, czy negatywnie, zależy od ewentualnych restrykcji. Zdecydowanie pozostaniemy liderem rynkowym – twierdzi szef TUI.

Zapowiada zmiany na podium największych biur podróży.

- Jeden z głównych graczy podszedł bardzo konserwatywnie do wielkości oferty, rezygnując z walki o udziały w rynku i tytuł wicelidera, co naturalnie przełożyło się na lepsze ceny wszystkich touroperatorów – mówi Marcin Dymnicki.

Kto wejdzie do pierwszej trójki biur

Ma na myśli oczywiście Itakę. Jej wiceprezes nie widzi problemu.

- Nasze wyniki jednoznacznie wskazują, że nawet w tym trudnym sezonie będziemy zdecydowanie największym polskim biurem, jeśli oczywiście nadchodzące miesiące nie zaburzą planów. Nie obawiamy się, że wyprzedzi nas inne biuro, mamy własną strategię, jesteśmy skupieni przede wszystkim na odrabianiu strat – mówi Piotr Henicz.

Lider w dwóch kategoriach
Lider w dwóch kategoriach
Itaka nawet w tym trudnym sezonie pozostanie największym polskim biurem - uważa Piotr Henicz, wiceprezes spółki z Opola, która w 2019 r. miała najwyższe przychody i zysk, ale pod względem liczby klientów zajęła drugie miejsce, po TUI.
materiały prasowe

Tymczasem, jak wskazują eksperci, na rynku mocno rozpycha się Coral Travel (wcześniej Wezyr), spółka z tureckiej grupy OTI.

- Coral Travel lata do Turcji co najmniej raz dziennie z Warszawy i Katowic. Bardzo mocno w tym roku walczy o polskiego klienta, nie patrząc na marże. To efekt politycznych niesnasek między Turcją a Rosją. Kiedy w kwietniu prezydent Recep Tayyip Erdogan oświadczył, że Turcja pracuje nad pokojowym rozwiązaniem konfliktu między Ukrainą a Rosją, Władimir Putin w odwecie pod pretekstem covidu zablokował rosyjskim turystom wjazd do Turcji i odblokował go dopiero w połowie czerwca. Coral jest właścicielem hoteli, musiał je jakoś wypełnić, postawił na inne rynki, w tym Polskę – twierdzi rozmówca „PB”, chcący zachować anonimowość.

Eksperci wróżą firmie sukces.

- Coral Travel ma w ofercie kierunki, które teraz się cieszą dużym zainteresowaniem: Turcję, Egipt i Grecję. Dodatkowa przewaga konkurencyjna wynika z własnych obiektów grupy kapitałowej. Firma powinna awansować i umacniać pozycję, o ile w Turcji, która jest jej najważniejszym rynkiem, nie dojdzie do istotnego pogorszenia sytuacji pandemicznej – podsumowuje Andrzej Betlej.

Jeśli Coral Travel, który w 2019 r. miał 352,7 tys. klientów, przegoni w tym roku Itakę, to Rainbow Tours znajdzie się poza podium.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.