Przez kilka najbliższych dni media zaleją sztampowe obrazki ze Światowego Forum Ekonomicznego w Davos. A to znany polityk powiedział tamto, naukowiec jeszcze co innego, a i rację wygłosił szef globalnej korporacji. To w szwajcarskim miasteczku od kilku dekad spotykają się możni i wpływowi tego świata. Poznają się, budują podwaliny pod wspólne interesy, także podczas dziesiątek nieformalnych, prywatnych przyjęć, o czym w mediach już nie usłyszymy.
W tym roku do Davos przyjedzie więc m.in. 20–osobowa reprezentacja z Ukrainy, 15-osobowa z Hiszpanii i Włoch. Amerykanów będą ponad trzy setki. A Polaków? W sumie ośmioro. Samych biznesmenów przyjedzie ledwie pięciu, dwukrotnie mniej niż reprezentantów Harvardu. Ponad pięciu przedstawicieli do Szwajcarii wysyła też m.in. Google czy Microsoft. Czyżby Davos w Polsce już się przejadło?
— Czy warto być w Davos? Kiedyś byłem. A teraz? Nie wiem, bo nie jeżdżę. Nie mam czasu. A nie mam czasu, bo po prostu nie mam takiej potrzeby — mówi Zygmunt Solorz-Żak.
Zbigniew Jakubas, który również był na forum w Szwajcarii, dodaje, że Davos nie daje mu już niczego unikatowego.
— Traktuję forum jako okazję do kurtuazyjnego pokazania się i nawiązania kontaktów. Wolę jednak sam umówić się na indywidualne spotkanie, a nie rozmawiać na przyjęciach czy w pośpiechu między sympozjami — tłumaczy Zbigniew Jakubas.
Piątka bez premiera
Polska biznesowa reprezentacja to w tym roku Andrzej Klesyk, prezes PZU, Jacek Krawiec, szef Orlenu, Jacek Szwajcowski, właściciel Pelion Healthcare, oraz Luis Conceicao do Amaral z Eurocashu. Grupę uzupełnia weteran Davos czyli Wojciech Kostrzewa. Prezes ITI Group jest na forum po raz 18. i przyznaje, że tegoroczna reprezentacja biznesmenów znad Wisły razi skromnością. Politycy też się nie popisali.
— Według mojej wiedzy, zabraknie nie tylko Donalda Tuska, co jest chyba przykładem niedoceniania przez premiera znaczenia Davos. Jest jednak gorzej, bo wygląda na to, że nie będzie w Davos żadnego przedstawiciela administracji rządowej! Również po stronie biznesu mamy do czynienia z symboliczną obecnością w Davos. Pięciu biznesmenów z Polski to chyba najmniejsza reprezentacja od kilkunastu lat. Pamiętam, jak pod koniec lat 90. przyjeżdżało nas kilkunastu — zaznacza Wojciech Kostrzewa.
Jacek Socha, były minister skarbu państwa, obecnie wiceprezes PwC w Polsce, uważa, że dla pewnego kalibru polityków i biznesmenów Davos to miejsce typu „must be”.
— Tu jak nigdzie łączy się wielki biznes z wielką polityką. Skoro mówimy o Davos, a nie o innych konferencjach, to musi tam być coś wyjątkowego, co skupia uwagę świata. Ta atmosfera jedności miejsca i czasu, zamknięcia i skupienia się na konferencji w małym miasteczku — to ma sens — ocenia Jacek Socha.
Barometr na przyjęciach
Wojciech Kostrzewa podkreśla, że atmosfera w Davos jest jak barometr wskazujący na to, czego można się spodziewać na styku biznesu i polityki w najbliższym roku. Tu prezes ITI, na prywatnych przyjęciach, spotyka najważniejszych europejskich i światowych menedżerów z np. sektora bankowego i sonduje ich nastroje. Podobne założenia przyjmuje Jacek Krawiec, który do Davos jedzie m.in. w poszukiwaniu odpowiedzi na nurtujące pytania co do rozwoju wypadków gospodarczych w najbliższych miesiącach.
— Davos to właściwie jedyne miejsce, gdzie raz w roku największe nazwiska i umysły całego świata, najbardziej aktywni intelektualnie i zawodowo ludzie z realnym wpływem na przyszłość, mogą się zderzyć poglądami, zweryfikować przekonania, a potem nadać nowy rytm światowej gospodarce. Bo w to, że światowa gospodarka potrzebuje takiego nowego rozdania, chyba już nikt nie wątpi — uważa prezes PKN Orlen.
Narty w kąt
Dla części biznesmenów znad Wisły decyzja o tym, by nie jechać do Szwajcarii, ma podłoże ekonomiczne. Dokładnie kalkują potencjalne korzyści i wydatki na wyprawę w Alpy. W końcu koszt pobytu na forum to ponad 100 tys. zł. Dlatego przyjeżdżają tam głównie czołowi przedstawiciele dużych korporacji, a te rzadko mają europejskie siedziby w Polsce.
— Byłem kilka razy w Davos, tu poznałem kilka osób, które odcisnęły piętno na moim postrzeganiu biznesu. Jednak teraz ta konferencja nie jest dla funduszu takiego jak MCI. Po prostu to nie nasz profil. Dlatego wracam właśnie z monachijskiej konferencji DLD do Warszawy, podczas gdy część moich znajomych finansistów udała się do Szwajcarii — mówi Tomasz Czechowicz, prezes MCI.
Wszyscy, którzy w Davos byli, prostują mit o imprezowych i narciarskich ekscesach uczestników forum.
— Na narty szkoda trochę czasu, skoro można spotkać tylu fascynujących ludzi. Jutro np. będę na prywatnej kolacji z udziałem Nicolasa Sarkozy'ego — mówi Wojciech Kostrzewa.
Forum biznesu i polityki
W tym roku na Światowe Forum Ekonomiczne przyjedzie ponad 2500 osób z całego świata. Co roku, od ponad 40 lat, w 11-tysięcznym miasteczku w Szwajcarii spotykają się najważniejsi przedstawiciele biznesu i polityki z całego świata. W tym roku udział zapowiedziało m.in. ponad 500 prezesów globalnych korporacji oraz ponad 40 urzędujących premierów i prezydentów. Większość przedstawicieli tej drugiej grupy weźmie udział w konferencji jako paneliści. W tej samej roli wystąpi gros z zaproszonych ponad stu naukowców, spośród których aż 14 to laureaci Nagrody Nobla.