Biznes najlepiej wykształci specjalistów

Uczelnia właściciela firmy Caterina kształci młodych ludzi, którzy mają bez problemu odnaleźć się na rynku pracy

Kto lepiej przygotuje młodego człowieka do pracy niż firma działająca w branży, z którą wiąże on swoją przyszłość? Właśnie dlatego Piotr Stefaniuk, współwłaściciel firmy modowej Caterina, założył szkołę, która udowadnia, że droga z uczelni na rynek nie musi być wyboista.

PRZEDSIĘBIORCA NAUCZY
Zobacz więcej

PRZEDSIĘBIORCA NAUCZY

Uczelnia pod okiem doświadczonej firmy to sposób na lepsze przygotowanie młodych ludzi do pracy w biznesie. — Obecnie proces wdrażania młodych ludzi po studiach do pracy w firmie trwa latami — mówi dr Piotr Stefaniuk, współwłaściciel firmy modowej Caterina i rektor uczelni Viamoda. [FOT. SŁ]

Pod skrzydłami firmy

Viamoda Szkoła Wyższa w Warszawie działa od dwóch lat. Pierwsi absolwenci opuszczą jej mury za półtora roku. To mają być ludzie z profesjonalną wiedzą o tym, jakimi prawami rządzi się modowy biznes, jak go stworzyć i prowadzić. Nie grozi im bezrobocie. Swój dyplom obronią dobrym produktem z szansą wejścia na rynek.

— Taki jest ideał. Obecnie proces wdrażania młodych ludzi po studiach do pracy w firmie trwa latami, a projektanci po akademiach sztuk pięknych mają nikłą wiedzę na temat technologii i mechanizmu funkcjonowania firm odzieżowych. Dlatego uznaliśmy, że uczelnia, która przygotuje młodych ludzi do pracy w biznesie, pod okiem doświadczonego przedsiębiorstwa, to jest dobry kierunek — mówi dr Piotr Stefaniuk, współwłaściciel firmy modowej Caterina i rektor uczelni. Szkoła duży nacisk kładzie na praktykę. Dysponuje dobrze wyposażonymi laboratoriami (technologicznym i komputerowym) oraz surowcami, które przekazuje jej Caterina.

— Mamy spore ilości materiałów, które dla firmy są nieprzydatne, a dla szkoły bezcenne — podkreśla Piotr Stefaniuk.

Program obejmuje nie tylko wiedzę teoretyczną przekazywaną przez nauczycieli akademickich, ale także m.in. wykłady prowadzone przez specjalistów z branży. Należą do nich pracownicy Cateriny, ale gościnne występy mają także przedstawiciele innych firm. Regularnie uczelnia gości także wykładowców z zagranicy, głównie praktyków, pracujących na własny rachunek lub dla dużych przedsiębiorstw z branży mody. Bardzo ważną częścią kształcenia są praktyki.

— Nie polegają one jednak na biernej obecności studenta w firmie. Przygotowujemy go do nich w taki sposób, żeby był dla przedsiębiorstwa jak najbardziej przydatny. Skorzystać na tym muszą dwie strony — pracodawca, który zyska kreatywnego pracownika, i student, który od wewnątrz pozna mechanizm funkcjonowania biznesu — tłumaczy Piotr Stefaniuk.

Przedsiębiorczość pożądana

Caterina chętnie dzieli się korzyściami z funkcjonowania szkoły z rynkiem, zapraszając do współpracy również inne firmy z branży mody, które użyczają swoich specjalistów do wykładów i będą przyjmować studentów na staże.

— Odzew jest bardzo życzliwy. Wiele firm chętnie z nami współpracuje — mówi Piotr Stefaniuk. Sama Caterina także na bieżąco czerpie korzyści z pomysłów młodych ludzi. Nie chodzi jednak o to, żeby wychować sobie pracowników. Szkoła stawia raczej na przedsiębiorczość.

— Liczymy, że wielu naszych absolwentów zdecyduje się założyć własną działalność — mówi Piotr Stefaniuk.

Założyciele uczelni planują inwestować w firmy, które założą absolwenci szkoły. — W ciągu półtora roku, czyli zanim pierwsi absolwenci opuszczą mury szkoły, działalność rozpocznie nasz mikrofundusz, który będzie inwestował w pomysły przedsiębiorczych absolwentów. Planujemy wyjście z takiej inwestycji po kilku latach, po osiągnięciu określonej stopy zwrotu, żeby przedsiębiorca rozwijał się dalej już na własną rękę — tłumaczy Piotr Stefaniuk.

Wkład będzie na poziomie od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Zdaniem rektora Viamody, to w zupełności wystarczy młodym ludziom na stworzenie pierwszej kolekcji. Ponadto idea mikrofunduszu zakłada, że start-up również będzie partycypował w kosztach, ponieważ musi być w pełni świadomy podjętego działania i zaangażowany weń. Swoje miejsce na rynku na pewno znajdzie wielu absolwentów Viamody.

— Jest mnóstwo miejsca dla całej rzeszy drobnych projektantów. To dlatego, że zmieniają się nasze przyzwyczajenia. Ludzie potrzebują coraz bardziej zindywidualizowanych ubrań. Za jakiś czas sieciówki przestaną być dla nich interesujące, każdy będzie chciał mieć własnego projektanta — uważa Piotr Stefaniuk. Ponadto, jego zdaniem, szkoły niepubliczne pójdą w stronę nauczania zawodowego.

— Naukę ogólną zostawimy uniwersytetom — twierdzi Piotr Stefaniuk.

Włoskie inspiracje

Założyciele Viamody podkreślają, że jej funkcjonowaniu sprzyjają ostatnie zmiany w ustawie o szkolnictwie wyższym, które rozluźniają gorset programowy, pozostawiając większą swobodę władzom uczelni.

— Bardzo istotne jest choćby to, że wykładowcami mogą być ludzie, którzy nie mają stopnia naukowego, ale są wybitnymi specjalistami w danej dziedzinie — zaznacza Piotr Stefaniuk.

Uczelnia kształci ok. 70 studentów. Jedna trzecia z nich to cudzoziemcy, dzisiaj głównie z Ukrainy i kilku innych rejonów świata. Docelowo jednak mają się tam znaleźć ludzie ze wszystkich kontynentów.

— Obecność różnych kultur będzie bardzo wzbogacała uczelnię — twierdzi Piotr Stefaniuk.

Jego zdaniem, w perspektywie kilku lat szkoła stanie się anglojęzyczna. Czesne za studia kosztuje około tysiąca złotych miesięcznie. Uczelnia prowadzi studia wyłącznie na kierunku wzornictwo, ale specjalność Komunikacja w modzie i projektowanie marki ma za zadanie kształcić projektantów brandów, a nie produktu.

— Specjalność: Projektowanie odzieży i zarządzanie technologią jest dla tych, którzy mają talent do projektowania, a druga, wymieniona wcześniej, bardziej się przyda tym, którzy niekoniecznie mają szansę zostać wybitnymi projektantami, ale są w stanie doskonale wyczuć potrzeby branży modowej — tłumaczy Piotr Stefaniuk.

Trzyipółletni okres nauki kończy się uzyskaniem licencjatu. Dotychczasowy wkład Cateriny w szkołę to wyposażenie laboratoriów w maszyny, które częściowo pochodzą z magazynów firmy. Studenci uczą się także na jej tkaninach. Poza tym firma zainwestowała kilka milionów złotych w gotówce w organizację uczelni i procesu dydaktycznego.

— To pożyczone pieniądze i liczymy, że za jakiś czas kredyt się zwróci. Poza tym nie chcemy na szkole zarabiać. To ma być całkowicie autonomiczny twór — tłumaczy Piotr Stefaniuk, który w przyszłym roku funkcję rektora chce oddać w ręce osoby, co do której będzie miał pewność, że jej wizja szkoły jest spójna z wizją założycieli. Jego zdaniem, powstanie uczelni zainspirowały doświadczenia z włoskiego rynku mody i edukacyjnego.

— Tam fakt, że za szkołą stoi biznes, jest oczywisty. Znam wiele szkół, które wspierają największe brandy. Liczę, że i u nas taka kultura kształcenia powstanie. Bo nie ma lepszej metody na przygotowanie młodego człowieka do pracy w biznesie niż oddanie go pod opiekę praktyków. Od samego początku procesu edukacji — mówi Piotr Stefaniuk.

OKIEM PRZEDSIĘBIORCY
Specjaliści są potrzebni

WŁODZIMIERZ LEWIN, prezes JJW

Pomysł stworzenia szkoły, która będzie kształciła specjalistów przygotowanych do pracy w biznesie, których rzeczywiście na rynku brakuje, oceniam jako bardzo dobry. Niesłusznie szkolnictwo techniczne w naszym kraju zniknęło. Z moich obserwacji wynika, że w Niemczech i Francji takie szkolnictwo dalej funkcjonuje, w dodatku z dużym powodzeniem. Wydaje mi się, że jeśli tylko w szkole, którą powołał do życia biznes, będą wykładać doświadczeni fachowcy, to absolwenci będą dobrze przygotowani do pracy. Mam tylko pewne wątpliwości, czy realizacja takiego przedsięwzięcia to powinna być rola biznesu. Mam wrażenie, że to ministerstwo nauki powinno w taki sposób organizować szkolnictwo, żeby absolwenci byli przystosowani do potrzeb rynku pracy.

OKIEM PRZEDSIĘBIORCY
Niech wróci szkolnictwo zawodowe

JÓZEF POPŁAWSKI, prezes Mostostalu-Pomorza

Największą barierą w działalności firm jest zbyt mała liczba odpowiednich specjalistów do pracy. W przypadku mojej firmy brakuje nie tylko osób na kierownicze stanowiska, ale również spawaczy czy monterów. To jest efekt naszego systemu nauczania, w którym szkolnictwo zawodowe upadło. Dawniej funkcjonowały szkoły przyzakładowe i zawodowe. Były to uczelnie bardzo praktyczne. Przez kilka dni w tygodniu młodzi ludzie uczyli się teorii, a w ciągu kolejnych dni mieli praktyki. W efekcie po skończeniu szkół byli od razu gotowi do pracy w zawodach, które sobie wybrali. Dzisiejsze szkoły uczą w taki sposób, że absolwenci po ich ukończeniu mają ogromny problem z wdrożeniem się do pracy w firmie. Często trzeba ich uczyć wszystkiego od podstaw.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Biznes najlepiej wykształci specjalistów